Przegląd: sezon letni ’16

ReLIFE chibi

Wiecie co? W tym miesiącu, a dokładniej 10 lipca, blog, który właśnie czytacie, skończył 8 lat. Aż wierzyć się nie chce – taki szmat czasu, on nadal jakoś funkcjonuje, a mnie prowadzenie go nadal bawi. Jakaś taka nostalgia mnie przez to naszła… Nie pisałam w tym roku notki urodzinowej, bo nie miałam zbytnio kiedy tego zrobić, ani pomysłu jak się za to zabrać, ale nie mogę się powstrzymać, żeby chociaż tu, we wstępie, nie wspomnieć paru słów na ten temat: podziękować wam wszystkim za wspólnie spędzone dni, miesiące i lata, wytrwałość w wyczekiwaniu na nowe wpisy oraz długie komentarze, które czasami są wielkości mini esejów! Miejmy też nadzieję, że w przyszłym roku będziemy obchodzić rocznicę numer dziewięć, a wtedy już do równej dekady będzie jak o rzut kamieniem ;)

Wracając jednak do tematu – letnie anime już od kilku tygodni wypełniają ramówkę, jednak które z nich tak naprawdę są warte świeczki? Zerknijmy na przegląd tego co mnie osobiście wpadło w oko :) Od razu chciałabym też zaznaczyć, że na rozpisce brakuje sequeli (Souma, Fate/kaleid oraz Arslan), ponieważ tak jak w przypadku ich wcześniejszych odsłon, kontynuacje zamierzam obejrzeć hurtem. Ogólnie planowałam sprawdzić więcej tytułów, ale koniec końców na tej liście musiałam się zatrzymać, gdyż na kolejne nowości już zwyczajnie nie mam siły ;p (jeśli jednak coś bardzo mocno polecacie, to z chęcią się skuszę!)

B-Project - 01
Tytuł: B-Project: Kodou Ambitious
Opinia: To jest idealne, kobiece guilty pleasure tego sezonu. Mamy ładnych chłopaczków, (grafika w tym anime jest naprawdę śliczna), a przy tym całkiem sympatycznych. Do tego dorzucamy niezłą główną bohaterkę, bo muszę przyznać, że dziewczyna po początkowym zakręceniu prędko się ogarnie oraz motywy showiznesu pokazane w sposób, który nie robi z tego tylko zabawy i pretekstu do romansu, ale może daje chociaż malutki wgląd w to jak to naprawdę wygląda (np. miło zaskoczyli mnie sceną z pierwszego odcinka, gdzie bohaterowie w studiu nagrywali nową piosenkę). Jasne, że nie można tej serii brać zbytnio na poważnie, ale spośród ostatnich anime o podobnej tematyce, B-Project podoba mi się chyba najbardziej – plus zdecydowanie jest lepsze od ostatnich sezonów UtaPri. Muzycznie mnie jeszcze nie powaliło, co chyba jest tu największym minusem, gdyż to w pewnym sensie jeden z główniejszych motywów tego tytułu (jakby nie patrzeć, mówimy tu o śpiewających idolach), ale równocześnie to co dostajemy nie boli w uszy, a całość ogląda się tak przyjemnie (i odmóżdżająco – ach te endcardy ;3), że aż nie mam serca narzekać.
Wstępna ocena: 7

Cheer Danshi!! - 01
Tytuł: Cheer Danshi!!
Opinia: Od już kilku sezonów (lat?) jesteśmy zarzucani seriami sportowymi – osobiście na fakt ten nie narzekam, bo lubię tak sport, jak i zamieszanych w to uroczych chłopaczków, tym razem jednak dostajemy coś podobnego… ale nie do końca. Cheer Danshi, jak sama nazwa wskazuje, skupia się nie na uprawianiu sportu, a kibicowaniu tym, którzy się tym zajmują – otóż nasi bohaterowie postanawiają rozkręcić drużynę cheerleadingową składającą się z samych facetów. Grafika nie powala lecz muszę przyznać, że ma w sobie coś interesującego. Projekty postaci wyróżniają się trochę ze standardowej koncepcji robienia z bohaterów ślicznych bizonów – tu są dość normalnie wyglądającymi studentami (plus – akcja dzieje się na uniwerku). Początkowo okazuje się, że główna dwójka należy do sekcji judo, jednak oboje nie odnajdują się w tym sporcie. Jeden rezygnuje przez kontuzję, a drugi, kierowany pasją swojej zmarłej mamy (plus – fajnie widzieć tym razem syna idącego w ślady matki, a nie, jak to zwykle bywa, ojca) decyduje się na próbę stworzenia męskiej ekipy, która będzie wywijała gwiazdy, salta i inne podrzuty równie dobrze, co najlepsze dziewczęce, czy mieszane teamy w kraju. Animacja samego cheerleadingu wygląda bardzo przyjemnie i dynamicznie – twórcy się chyba sporo naoglądali występów takich drużyn, bo robi to całkiem profesjonalne wrażenie. Wszystkiemu przygrywa niezły OST, zaś my możemy podziwiać cuda bromance’u (plus – Kazuma to chyba najlepszy kumpel, jakiego można sobie wymarzyć). Największy minus – seria mnie nie porwała. To sympatyczny tytuł, ale czy utrzyma moją uwagę na dłużej? Może to też kwestia tego, że bardziej sprawia wrażenie obyczajówki, niż sportówki.
Wstępna ocena: 6+

D.Gray-man Hallow - 01
Tytuł: D.Gray-man Hallow
Opinia: Po 8 latach doczekaliśmy się kontynuacji. Szczerze mówiąc chyba nikt już nie liczył, że kiedyś wrócimy do animowanego świata egzorcystów z DGM, a tu taka niespodzianka. Jeśli miałabym obstawiać, to wydaje mi się, iż magiczny powrót jest związany z niedawnym wznowieniem mangi przez autorkę. Pani Hoshino z powodów zdrowotnych zawiesiła prace nad komiksem na ponad 2 lata, teraz zaś wreszcie wracamy do historii… przy okazji totalnie nie pamiętając co się tam ostatnio działo. To jest główny kłopot jaki miałam w trakcie oglądania Hallow – pamiętam różne sceny, ale brakuje mi w głowie chronologicznego ciągu przyczynowo-skutkowego. Nowe anime wrzuca nas w opowieść nie tracąc zbyt wiele czas na wyjaśnienia, dlatego można odczuwać pewne zagubienie odnośnie tego co i dlaczego się dzieje. Obawiają mnie też plotki ile oni rozdziałów chcą zaadaptować w te 13 odcinków… Pomijając jednak tę kwestię, odświeżony DGM wygląda całkiem ładnie. Naprawdę podobają mi się nowe projekty postaci (i proszę mi tu nie narzekać, że są inne niż w starym anime, gdyż pasują do tych, które serwowała manga w tym okresie fabularnym) oraz dynamiczna animacja. Muzyka wzbudza ogromny przypływ nostalgii, gdyż zatrudniono tego samego kompozytora, który zajmował się soundtrackiem do starej serii (dodatkowo OP jest świetny!). Jedyne co mnie gryzie to niektóre nowe głosy – wymieniono całą obsadę i o ile Allen czy Kanda (ciężko walczyć z Sakuraiem, ale Takuya Satou totalnie daje radę) podpasowali mi od razu, tak Natsuki Hanae jako Lavi to jakaś pomyłka. Takich porównań ciężko uniknąć i na pewno każdy z nas będzie je w głowie robił (Hallow to bezpośrednia kontynuacja – jeśli ktoś nie miał wcześniej do czynienia ze światem D.Gray-man nie ma tu niestety czego szukać), ale mimo zgrzytów, wznowienie wypada bardzo obiecująco!
Wstępna ocena: 7+

Kono Bijutsubu ni wa Mondai ga Aru! - 01
Tytuł: Kono Bijutsubu ni wa Mondai ga Aru!
Opinia: Komedia obyczajowa o kółku artystycznym, w którym tylko jedna członkini traktuje sztukę na poważnie. Początkowo miałam omijać ten tytuł, bo obawiałam się typowej serii traktującej w niezobowiązujący sposób o codziennym życiu niedobranych przyjaciół… i po części miałam rację, na szczęście jednak to nie wszystko co KonoBi ma do zaoferowania. Otóż do standardowej fabuły dorzucono wątek miłosny. Co prawda oprawiony w sporą ilość humoru, ale zdaje się być on ważnym elementem historii. W skrócie: nasza bohaterka, Usami, podkochuje się w swoim koledze z klubu, uroczym blondynku, który ma spory talent do rysowania lecz zamiast tworzyć sztukę wyższą, [jej zdaniem] marnuje go na swoje otaku pasje. On oczywiście uczucia dziewczyny nie dostrzega, bo bardziej zajmują go jego kolejne anime waifu i tak tworzą się zabawne nieporozumienia. Seria serio śmieszy – to jest trochę abstrakcyjne, ale w przyjemny sposób. Mamy ładną, miłą dla oka kreskę oraz sympatyczne postacie (przewodniczący kółka rozbraja), odcinek zaś podzielony jest na mniejsze, komediowe segmenty, a więc jest szansa, że trafi się akurat na coś dla siebie.
Wstępna ocena: 6+

Alderamin on the Sky - 01
Tytuł: Nejimaki Seirei Senki: Tenkyou no Alderamin
Opinia: Przyznam się, że jakoś nie spodziewałam się po tej serii za wiele, a okazała się całkiem pozytywnym zaskoczeniem. To anime ogółem zaczyna się jak gra RPG – mamy naszego bohatera, który po kolei spotyka inne osoby aka swoją nową drużynę, odpowiednio różniące się charakterem jak i specjalizacją, coby team się dobrze uzupełniał. Wyruszają w podróż, po drodze ratują księżniczkę i tak zaczyna się ich wielka przygoda. Brakuje tylko spotkania w tawernie, a następnie questa dotyczącego pozbycia się szczurów z piwnicy ;) Tak, to nie jest odkrywcze, ale jak pokazuje Alderamin on the Sky, nadal dobrze się prezentuje jako wprowadzenie do fantasy przygodówki. Postacie tworzą ciekawą kombinację, ze szczególnym naciskiem na główne duo, płomiennowłosą szlachciankę oraz chytrego lenia, który z wojskiem nie chce mieć nic wspólnego. Podoba mi się, że tym razem to dziewczyna jest zabójczo skuteczną wojowniczką, a chłopak sprytnym taktykiem (jest też coś fajnego w tych ujęciach, gdzie siedzą o siebie oparci plecami). W ogóle sporo w tej serii knucia i intryg politycznych, tytuł ten nie stroni też od przemocy. Co zaś interesujące, oglądamy wojnę między Imperium a Republiką, zaskakująco stojąc po stronie tych pierwszych, gdzie logicznie byłoby założyć, że to Ci drudzy są tymi „dobrymi” w tym konflikcie. Początkowo bałam się jak sprawdzi się ten projekt postaci (od razu kojarzący się z Chihayafuru czy Ore Monogatari) w tego typu anime, ale na szczęście daje radę (osobiście nie miałam wcześniej styczności z tym tytułem w żadnej innej formie, więc nie mam jak narzekać na wielką zmianę w kresce). Sceny akcji wyglądają ładnie, a opening od Kishida Kyoudan & The Akeboshi Rockets od razu przywodzi na myśl anime GATE i kiedy tak o tym myślę, dochodzę do wniosku, iż jest to pozytywne skojarzenie – jeśli podobała Ci się tamta seria, tej też zdecydowanie daj szansę.
Wstępna ocena: 7+

Orange - 01
Tytuł: Orange
Opinia: Muszę przyznać, że adaptacja Orange póki co jest wszystkim tym, co sobie zamarzyłam. Oczywiście nie wiem, czy na dłuższą metę utrzyma ten poziom i czy poradzi sobie z wywołaniem u widzów łez dorównujących tym, które praktycznie gwarantuje manga, ale trzeba przyznać, że zmierza w dobrą stronę. Wszystkie elementy są przemyślane i zrobione ze smakiem, począwszy od stonowanej kolorystyki, przez dobór seiyuu (może i nie jakieś super znane nazwiska, ale takie które dobrze pasują do postaci), a na klimatycznej muzyce kończąc. Poza tym zobaczyć zanimowanego Suwe – nie sądziłam, że dotrwam takich czasów. I tak tak, wiem, że wszyscy przy tej serii rozpływają się nad Kakeru, ale spójrzmy prawdzie w oczy, prawdziwym bohaterem i laureatem best bro award jest tu Suwa ;) Orange to ogólnie ciekawa propozycja dla praktycznie każdego odbiorcy – z jednej strony mamy mocny wątek obyczajowy z wyraźnym romansem, ale z drugiej to także interesujący wariant opowieści o podróżach w czasie. Biorąc też pod uwagę, że mangowy pierwowzór nie jest zbyt długi, na pewno zostanie zekranizowana całość, co jest sporym pozytywem w świecie, gdzie toniemy zasypywani tytułami bez porządnej konkluzji.
Wstępna ocena: 8+

Ozmafia!! - 02
Tytuł: Ozmafia!!
Opinia: 5 minutówka z fajnym, angielskim endingiem, który niestety prędko się urywa (jak się zresztą później okazało, piosenka ta jest openingiem do visual novelki). Poza tym? Szczerze mówiąc nie za wiele. To typowa, króciuteńka seria, która celowana jest do fanów gry (premiera na Steamie była nie tak dawno temu, więc i english-speaking widownia się na pewno ucieszyła), toteż oni zrozumieją żarty i nawiązania (chociaż setting anime jest zupełnie inny), zaś reszta raczej nie ma tu czego szukać. Tym samym omijam, ale wersją otoge na pewno się w przyszłości zainteresuję (jak potanieje ;p).
Wstępna ocena: 5

Planetarian - 01
Tytuł: Planetarian: Chiisana Hoshi no Yume
Opinia: Planetarian to, z tego co zdążyłam się zorientować, dość krótka visual novelka z podgatunku kinetic novel, czyli takich, gdzie nie ma żadnych wyborów i czytamy ją od deski do deski jak normalną książkę (choć oczywiście z wszystkimi vn-kowymi udogodnieniami, typu muzyka, grafika, głosy, etc.). Całość będzie miała 5 odcinków, zaś poszczególne epizody różnić się będą czasem trwania, żeby lepiej dopasować sceny (np. pierwszy miał 19 min, a drugi 14). Co mogę powiedzieć na chwilę obecną, to że absolutnie kupił mnie klimat tej serii. Szaruga, ciągły deszcz, wymarłe miasto (i ta nazwa – Miasto Sarkofagów! brzmi mega fajnie) z panoszącymi się po nim oszalałymi robotami oraz dziwnym, opuszczonym planetarium, gdzie spotykamy jedną z naszych dwojga bohaterów. Dziewczyna, mimo uroczego wyglądu, także jest wytworem ludzkiej techniki i nie do końca orientuje się w sytuacji, w której się znalazła. On to wędrujący po świecie „złomiarz” próbujący odratować co się da z tego, co zostawiła po sobie poprzednia cywilizacja. Z jego pragmatyzmem wygrywa jednak pragnienie zobaczenia gwiazd, które od dawna zasłaniane są przez gęste chmury. Aż samo się nasuwa, jak potoczy się ta historia dalej – w skrócie: już szykuję chusteczki. Wyjątkowo melancholijny, ale i przyjemny tytuł – tym razem Key się postarało.
Wstępna ocena: 7+

Qualidea Code - 01
Tytuł: Qualidea Code
Opinia: Jak widać nawet połączona twórczość aż trzech znanych autorów light novelek nadal sprowadza się do tego samego, czyli magic battle school harem. Może Qualidea Code nie do końca wpisuje się w tę kategorię (faktycznie nie zapowiada się, żeby to miała być haremówka), ale jest dostatecznie blisko, żebym bez większych wyrzutów sumienia mogła wrzucić ją do tego samego wora. Świat atakują dziwne stworzenia, lata temu postanowiono zahibernować dzieciaki, żeby uchronić je od zagłady, teraz zaś, gdy wybudzono ich ze snu, okazało się, że w jego trakcie rozwinęły się w nich nadprzyrodzone zdolności. Nastolatki podzielono na trzy szkoły, które bronią swoich terenów zaciekle walcząc z najeźdźcami… oraz między sobą, prześcigając się w tym, kto zgarnie więcej punktów za dobrze przeprowadzoną operacje. Pierwsza część opisu brzmi pospolicie, ale to przy tej drugiej, dotyczącej punktowej rywalizacji, miałam ochotę uderzyć głową w ścianę. Po co z jednej strony budować ten nastrój powagi i strachu choćby poprzez edgy MC, który w swojej cudowności i złości sam chce zbawić świat, a potem dowalić czymś tak… niefrasobliwym? Cała ta fabuła jest grubymi nićmi szyta – realizacja scen akcji wygląda bardzo fajnie, ale poza tym nic w tej serii nie robi większego wrażenia (do tego jedynymi akceptowalnymi postaciami jest póki co rodzeństwo Kasumi i Asuha). Ot, można obejrzeć z braku nic lepszego do roboty. Daję jej jeszcze jeden odcinek, jeśli jednak nie wykaże żadnych perspektyw, spuszczam ocenę do piątki i się pożegnamy.
Wstępna ocena: -6

ReLIFE - 01
Tytuł: ReLIFE
Opinia: Achhhhh ta seria jest tak przykra, ale tak prawdziwa w swoich przemyśleniach, że aż nie wiem czy się śmiać, czy płakać (podpowiedź: autoironia to fajna sprawa). Śmiem przypuszczać, iż każdy znajdzie tu coś zabawnego (humor jest wyjątkowo udany) lecz równocześnie podkreślam, że jeżeli możecie się pochwalić wiekiem podobnym do naszego nieogarniętego, 27-letniego protagonisty (aka tak jak ja), to seans ReLIFE sprawi wam dwa razy tyle radochy (chociaż poczujecie jak pewnymi komentarzami scenarzyści wbijają wam szpilę ;)). Tytuł ten wyszedł już w całości – podobnie do netflixowych seriali, tutaj także od razu mamy dostępne wszystkie odcinki, czyli można zafundować sobie jeden porządny maraton i jest z głowy. Nie widziałam jeszcze takiego rozwiązania wśród anime, ale na pewno jest to ciekawy pomysł. Najmocniejsza strona powyższej produkcji to definitywnie scenariusz (gdyby mnie nagle odmłodzić o 10 lat i wrzucić do liceum pewnie nie zachowywałabym się o wiele inaczej, co jest równie zabawne co straszne), gdyż pod pozostałymi względami prezentuje góra solidną przeciętność. Niby nie jest brzydko, ani nic w tym stylu, jednak nie ma nad czym się zachwycać. Ot, chcecie obejrzeć interesująco pomyślaną obyczajówkę oraz uśmiać się jak rzadko? ReLIFE to wasz wybór.
Wstępna ocena: 8

Rewrite - 01
Tytuł: Rewrite
Opinia: Druga w tym sezonie seria od Keya i ku mojej radości, druga fajna. Fani trochę narzekają, że jak to zwykle bywa z adaptacjami vn-ek, scenarzyści próbują wcisnąć za dużo materiału do wyznaczonych im 13 odcinków (jeszcze oficjalnie nie wiadomo, czy to wszystko co dostaniemy, czy może będą kolejne sezony), ale patrząc z neutralnej perspektywy, jakoś strasznie tego nie czuć. Startujemy standardowo – obserwujemy życie codzienne pogodnego i rozrywkowego Kotarou (choć sam siebie uważa za outsidera), w mieście jednak zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a on oczywiście ląduje w samym ich centrum. Żeby tego było mało, nawiedza go dziewczyna-duch, która raz zdaje się być jego wrogiem, by znów za chwilę ocalić mu skórę. Poznajemy całą gromadkę koleżanek naszego rudzielca (chyba najpozytywniej wypadły Kotori i Shizuru), czemu towarzyszy spora doza humoru, w tle jednak oczywiście czai się tragedia gotowa nas zaatakować, gdy najmniej będziemy się tego spodziewać. Czy trzeba szykować chusteczki na Rewrite? Słyszałam, że niekoniecznie, bo to trochę inny tytuł w stosunku do pozostałych produkcji Keya, ale jeśli nadal będzie się to tak przyjemne oglądało, nie mam nic przeciwko. Grafika nie powala – postacie i CG często pozostawiają sporo do życzenia, ale seria nadrabia muzyką zapożyczoną z vn-ki. Ogólne wrażenia jednak póki co mam wyjątkowo dobre (plusuje 45 min odcinek otwierający, który potrafi przyciągnąć uwagę) i czekam jak to się rozwinie dla Kotarou (przyznaję się, że ekspresowo go polubiłam).
Wstępna ocena: 7+

Scared Rider Xechs - 01
Tytuł: Scared Rider Xechs
Opinia: Próba ekranizacji gry otome to zazwyczaj stąpanie po bardzo kruchym lodzie – to scenarzyści nie chcą skupiać się na żadnej konkretnej ścieżce, żeby nie urazić fanek, przez co wychodzi wielki, bezsensowny misz-masz, to znów materiał źródłowy ogólnie jest absolutnie niedorzeczny lub nudny po przeniesieniu na ekran… te dobre produkcje z tego gatunku można praktycznie policzyć na palcach jednej ręki i niestety nie zapowiada się, bym mogła do tej chlubnej listy dorzucić Scared Rider Xechs. Wrażenia póki co mam mocno średnie. Seria niby próbuje zrobić dziwny miks łącząc [Power Rangers] sceny akcji z motywami muzycznymi, ale panie! To nie Macross, coby takie combo wypaliło ;p Główny bohater jest strasznie przymulony oraz obrażony na cały świat (tudzież okropnie zamknięty w sobie/niezrozumiany), ba! Jego własny team zdaje się nie być jego fanem. Trochę szkoda tych postaci, bo mają naprawdę fajnych seiyuu (Tatsun, czy Mamo), ale jakkolwiek chciałabym mieć coś dobrego do powiedzenia na ich temat, to absolutnie nic do nich nie czuję. Pozytywnie za to wyszyło wprowadzenie głównej bohaterki, bo widzimy ją dopiero na sam koniec pierwszego odcinka, kiedy z włosami do ziemi wypada z tajemniczego kontenera. To dość ciekawy pomysł, by tym razem to dziewczyna była jakimś szalonym obiektem doświadczalnym, a nie jej kawalerzy do wzięcia. Poza tym jednak przeciętność goni przeciętność – ani to szczególnie nie wygląda, ani nie brzmi (chociaż podobał mi się ED od KENNa), co skutkuje drętwotą powiewającą z ekranu. Zwykle mój masochizm pozwalał mi przemęczyć każde, nawet najbardziej odjechane otome (come on! obejrzałam 2 sezony Diabolik Lovers, za co należy mi się medal), ale nudy nie zdzierżę.
Wstępna ocena: 5

Servamp - 01
Tytuł: Servamp
Opinia: 10/10 dla Tatsuhisy Suzukiego za rolę Tsubakiego – i nie, nie chodzi tu tylko o moją stronniczość, bo uwielbiam jego głos, ale sam fakt tego, że wyszedł mu cudny szaleniec (ten śmiech!). Ale po kolei – Servamp to tytuł z popularnej ostatnio kategorii action-shoujo, czyli serii ze stadkiem bishounenów, siłą bromance’u oraz sporą dozą paranormalnych walk. Tym razem na tapetę bierzemy wampiry – siedmioro krwiopijców (opartych na siedmiu grzechach głównych) razem ze swoimi ludzkimi mistrzami zaplątanych jest w przepychanki o władzę, jednak jednemu z nich, a jakże personifikacji lenistwa, zwyczajnie nie chce się w to bawić, więc włóczy się po świecie pod postacią kota nic nie robiąc. No cóż, przynajmniej do momentu, kiedy nasz ogromnie zmotywowany i energiczny bohater, czyli zupełne przeciwieństwo Sleepy Asha, nie postanowi go przygarnąć. Ważna lekcja na przyszłość – uważajcie na sierściuchy, które zbieracie z ulicy, bo któryś z nich może okazać się biszowatym wampirem… choć z drugiej strony… ;) Seria nie powala na kolana, ale na to byłam przygotowana (np. mangowy Karneval jest świetny, tymczasem anime było tylko „ok”), więc biorę z niej to co najlepsze odpuszczając niepotrzebne narzekania. Postacie są niezłe i łatwo je polubić, studio się postarało tworząc przyjemną dla oka grafikę, a OST buduje miły klimacik. OP od OLDCODEX jest dość hardcore’owy, zaś ED to zwrot o 180 stopni i sympatyczna, pogodna pioseneczka. Pierwsze odcinki Servampa zdecydowanie przekonały mnie do tego, bym sprawdziła kiedyś jego mangowy oryginał, a póki co cieszyła się chwilą. Dla wielbicieli przygodówek z przewagą męskiej obsady pozycja obowiązkowa.
Wstępna ocena: 7

Taboo Tattoo - 01
Tytuł: Taboo Tattoo
Opinia: Lubię tego typu serie, bo gwarantują sporo akcji, a mało czasu na nudę. Lubię tego typu serie, bo na boczku dorzucają jakiś tam mini-mini shipping wpleciony w przyjemną/mroczną przygodówkę. Lubię tego typu serie, bo lekko się je ogląda i zapewniają niezobowiązującą rozrywkę. Tej serii natomiast nie lubię. Niby spełnia większość kryteriów, które działają na jej plus, ale pomijając świetną animację oraz reżyserię scen walki (serio robią wrażenie), nie ma tu zbytnio czegoś, co przyciągałoby uwagę widza. Postacie, choć nie najgorsze, nie wywołują jakichś cieplejszych uczuć (mały plus za MC, który nie jest ciapą). Fabuła zapowiada się na wielki battle royale osób z dziwnymi umiejętnościami, zapewnianymi im przez tatuaże, czyli z jednej strony nic odkrywczego, ale z drugiej jest to koncepcja, z której można sporo wycisnąć. Sęk jednak w tym, że TT jest tak miałkie, iż nawet nie chce mi się sprawdzać, czy w przyszłości się rozkręci. To przeciętny tytuł, który może nie podrażni naszego oka, ucha, czy poczucia estetyki (chociaż widzę, że nie stroni od „soczystej” przemocy), ale raczej można o nim zapomnieć, jeśli nie mamy akurat przesadnie za wiele wolnego czasu.
Wstępna ocena: 5

Tales of Zestiria the X - 02
Tytuł: Tales of Zestiria the X
Opinia: Tę serię warto obejrzeć chociażby przez wzgląd na jej wygląd. Ufotable znane jest z ładnej grafiki, ale Talesy od Ufotable to już w ogóle coś pięknego. Początek jest dość wolny (pierwszy ep, to w rzeczywistości odcinek 0) i trochę doskwiera mi brak muzyki (tzn. coś tam gra w tle, ale często łapię się na myśleniu, że rzuca mi się w uszy cisza w tym anime), ale poza tym to wypisz wymaluj standardowa i solidna przygodówka. Poza tym jej jRPGowe dziedzictwo widać z kilometra – muszę przyznać, że to nawet ciekawe, jak przez specyficzną reżyserię niektóre ujęcia wręcz wyglądają na żywcem screeny z gry. No i te profile – wiem wiem, zabrzmię teraz dziwnie, ale od Symphonii okropnie mi się podoba jak to studio przedstawia profile postaci w ich ekranizacjach Talesów. Te zadziorne noski są takie urocze ^^ Cudny opening, fajerwerki graficzne, dość standardowe lecz sympatyczne postacie – Zestiria, z tego co czytałam, nie jest jakoś szczególnie zachwalana jeśli chodzi o grę, ale może anime uda się wziąć z niej to co najlepsze i poprawić to co gryzło fanów – póki co jest na dobrej drodze.
Wstępna ocena: -8

Tsukiuta. The Animation - 01
Tytuł: Tsukiuta. The Animation
Opinia: Druga letnia seria o chłopakach-idolach i w moim rankingu zdecydowanie ta gorsza. Tsukiuta ma niezłe pomysły, ale całość wypada niestety dość przeciętnie i mdło. Chyba osobiście po prostu wolę, jeśli tego typu anime ma akcenty romansu (nawet sam teasing, bez konkretów), niż gdy idzie w całkowite cute boys doing cute things. Tak naprawdę problemem też jest fakt, że na raz wychodzą dwa takie tytuły i nie sposób ich nie porównywać – muzycznie są mniej więcej na tym samym poziomie, graficznie jednak BP prezentuje się o wiele lepiej, ma też ciekawsze, jak na mój gust, podejście do showbiznesu. Za to podobał mi się pomysł Tsukiuty na wprowadzenie małego dzieciaka jako „fana” (zamiast skupieniu się na jego „fanatycznej” siostrze) i pokazaniu jak on postrzega idoli. Z zapowiedzi kolejnego odcinka wnioskuję, że każdy epizod skupi się na „życiu codziennym” jednego z bohaterów – swoją drogą jest tu też zastosowany ciekawy zabieg, gdzie każdy z chłopaków reprezentuje sobą jakiś miesiąc, niestety osobiście w żadnym calu nie identyfikuję się z tym czerwcem ;P
Wstępna ocena: 5


WSTĘPNE TOP 3 SEZONU:

1. Orange – ocena: 8+
2. ReLIFE – ocena: 8
3. Tales of Zestiria the X – ocena: -8

NAJLEPSZY OPENING:

Tales of Zestiria the X – Flow – „Kaze no Uta”

NAJLEPSZY ENDING:

Servamp – Takuma Terashima – „sunlight avenue”

Cheers~! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 30 Lipiec 2016, in Anime, Pierwsze Wrażenie and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 7 komentarzy.

  1. u mnie to byłyby talesy alderamin (lubię bohaterki co nie dają sobie dmuchać w kaszę xD ) i thunderbolt fantasy :) gratulacje za wytrwałość w blogowaniu :-)

  2. Wszystkiego najlepszego z okazji 8 urodzin bloga :D!

  3. Spóźnione wszystkiego najlepszego dla bloga i dla Ciebie! :) Kiedy to mija Ty mi powiesz? Nim się obejrzę kolejny rok, i następny i oby jeszcze dłuuuugo dłużej ^^

    Co do sezonu, ten ma się nawet nie najgorzej, ale też nie najlepiej bo jeśli mam być szczera to żadna seria nie kupiła mnie na sto procent. Do każdej mam jakieś „ale” i chyba jedynie na odcinki Planetarian czekam z prawdziwym zaciekawieniem. A skoro już o tworze Key’a mowa to awwww, o rany, jakie to jest suuuuper :3 Anime ma świetny klimat, główny bohater jest dorosły (!) i ma piękne oczy (!), Yumei nie irytuje, grafika miód, historia jest sprawnie opowiadana. A do końca już tylko 2 odcinki… szkoda.

    Ogólnie mało oglądam z nowości skupiając się na nadrabianiu starszych rzeczy jak Bakuman czy Honey&Clover. Mój faworyt 91 Days jest ok i nic poza tym. Obejrzałam pierwszy odcinek i na razie odstawię serię na potem bo mam wrażenie, że maraton wyjdzie jej na dobre :P
    Rewrite plasuje się sto lat za Planetarian. 13 odcinków tego nie udźwignie. Ostatnio obejrzałam Charlotte i stwierdziłam, że to najgorsza ekranizacja (i być może najgorsza fabuła) od Key’a, ale chyba zmienię zdanie co do tej najgorszej ekranizacji :P
    Servamp jest natomiast bardzo spoko :) Taki tam średniak do pośmiania się. Trochę zalatuje mi hintami na shounen-ai, (zwłaszcza te powiązania master-servant), ale da się przełknąć. Tsubaki i Sakuya zdecydowani ulubieńcy. Kaji Yuuki jak zwykle złoty laur za rolę takich zdechlaków jak Kuro xP a opening to jakiś brain crusher, średnie to, aż dziw mnie wziął, że to OLDCODEX.
    Na koniec Orange, które chyba przeforsuje moje silne postanowienie i ostatecznie dam się skusić na seans przed mangą. Ochy i achy wiszą w powietrzu. To samo z ReLIFE. Dobra seria, a przeleciała mi koło nosa.

    Ja Cię podziwiam normalnie za to co wyczyniasz z takimi rzeczami jak Scared Rider Xechs (po dziś dzień nie mogę wyjść z szoku po Twoim wyczynie z Diabolik Lovers 2 xD) Ja się ze swojego masochizmu wyleczyłam, ale wiem też, że nadal gdzieś jest, tylko uśpiony i nie wiadomo kiedy na nowo się ujawni xD

    Jeszcze raz sto lat dla bloga! :*

  4. Spokojnie proszę Pani, jeszcze będziemy świętować pełnoletność bloga xD Mówię absolutnie poważnie – mi DU dało ogromnego kopa kiedy stawiałem pierwsze kroki na podobnej ścieżce.

    W tym sezonie sprawdziłem bardzo mało nowości – z wiosny zostały mi dwie serie do śledzenia na bieżąco, pierwsze co mi się trafiło z nówek to Alderanim i już mam komplet jeśli chodzi o serie do oglądania co tydzień.

    Na ReLIFE rzuciłem okiem głównie przez to, że wypuścili od razu cały sezon bo taka rewolucja (lol). Okazało się, że seria faktycznie potrafi umiejętnie wbić szpilę, z resztą świat jest teraz taki pokręcony, że w pewnym stopniu chyba każdy może się zidentyfikować z bohaterem. Malkontent jestem i zdążyłem wyciągnąć z serii kilka podtekstów za dużo. Na przykład ten wieczny w anime kult high-schoola, który rzekomo na 120% określa całe dalsze życie albo to, że jeśli w wieku 27 lat nie ma się stabilnej sytuacji (w sensie mąż/żona, dzieci i ta jedyna praca, którą chcę wykonywać do końca życia) to już na 99% nigdy w życiu już nie zajdą żadne zmiany. Ale na dłuższą metę nie ma się co czepiać – to może częściowo takie zamierzone granie z targetem tej serii. Swoją drogą to mało powstaje takich anime konkretnie kierowanych do ludzi przed trzydziestką – określenie ‚seinen’ potrafi być bardzo zwodnicze.

    Alderanim przypadł mi do gusty głównie przez to, że nie próbuje na siłę wciskać japońskich elementów do świata fantasy. Projekty postaci są też mniej dziecięce niż w standardowej adaptacji light novel fantasy, a główna para bohaterów ma faktycznie bardzo fajną chemię. Po kilku odcinkach zacząłem trochę narzekać na sceny akcji bo animacja jest daleko od satysfakcjonującej, ale niech będzie – wiara w light novel chwilowo przywrócona (jeszcze zobaczymy co zrobią z zakończeniem bo seria jest ponoć ciągle pisana).

    Niby zawsze mówiłem, że uwielbiam anime oparte na dziełach Key, ale jakoś ani na Planetarian ani na Rewrite nie rzuciłem jeszcze okiem. Dajcie znać czy dobre jak już wyjdzie całość bo na razie trochę się boję i wolę zostawić anime ‚od keya’ w sferze wyidealizowanych wspomnień :)

  5. Naprawdę spory staż blogowy, gratulacje! :D
    „Cheer Danshi” planowałam w ogóle nie oglądać, ale może jednak chociaż zerknę, zaczynam być ciekawa ich wyczynów. ;D „KonoBi” jakoś mi umknęło i pierwszy raz czytam o tej serii. Ahhh, coraz bardziej zaczyna mnie kusić „Orange”, a postanowiłam sobie, że poczekam do ukazania się całości. I tak, best bro award zdecydowanie zgarnia Suwa. ^^ Na „ReLIFE” pewnie się skuszę, podobnie z „Servampem”. „Zestirię” na pewno obejrzę. ;)

  6. Hejo, będzie jeszcze jakieś podsumowanie sezonu letniego? :) I kiedy możemy się spodziewać zapowiedzi jesiennych? Zamilkłaś na tak długo, trochę szkoda. Rozumiem, że praca itp., ale i tak szkoda ;)

    • Hej :) Wiesz, to już nawet nie kwestia pracy, ale ogólnego wstrętu do świata, który mnie ostatnio dopadł – szczerze mówiąc to zakopałam się w książkach i miałam wszystkiego absolutnie dość ^^” Cóż zrobić. Jeśli chodzi o sezon letni, to podsumowania ogólnego nie będzie, bo tak w sumie oglądałam ostatnio na bieżąco całe… 5? tytułów, w tym 3 to kontynuacje z wiosny. Tak więc dopiero będę się brać za nadrabianie, a tym samym końcowe recenzje będą raczej się ukazywać w formie, gdzie każdy tytuł dostanie swoją krótką notkę. Co do zapowiedzi, to mogę powiedzieć, że się tworzą, a więc do końca miesiąca na pewno będą gotowe (już się tak nie załatwię jak ostatnim razem hehe) :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: