Sezon zimowy ’15-16 – część 7

Haruchika flutist

KONIEC! Przed nami ostatnia część Pierwszych Wrażeń – nie udało mi się wyrobić w tamtym tygodniu, ale dla usprawiedliwienia dodam, że Nyaa mnie nie lubił i na dniach cały czas miałam z nim problem. Anyway, tym samym oficjalnie zamykam sezon zimowy. Za miesiąc z hakiem ogarnę jakieś podsumowanie, a póki co zapraszam wyglądać notki z opinią o jesieni, którą odkładam już od jakiegoś czasu, później zaś pewnie wezmę się za recenzje zalegających na mojej liście visual novelek. Takie w każdym razie mam plany – co naprawdę z tego wyjdzie zapewne zaskoczy nawet mnie samą ;)

Na razie koniec gadania i do dzieła: Dagashi Kashi, Ajin, Haruchika: Haruta to Chika wa Seishun Suru oraz Reikenzan: Hoshikuzu-tachi no Utage, to cztery ostatnie serie jakie przyciągnęły moją uwagę w tym sezonie (z racji spóźnienia dorzuciłam dwie, których wstępnie nie miałam oglądać ;)).


Dagashi Kashi - 01
TYTUŁ: Dagashi Kashi

OPINIA: Szczerze nie rozumiem skąd ten hype na tę serię. Od zapowiedzi połowa fandomu zdawała się wyczekiwać Dagashi Kashi z językami do ziemi, tymczasem żaden research z mojej strony nie wyjaśnił skąd ten fenomen. W końcu zmotywowałam się do sprawdzenia pierwszego odcinka, żeby przekonać się na własnej skórze czego tutaj nie dostrzegam (gdyż początkowo nie miałam w planach sprawdzania tego tytułu) i… nadal nic nie rozumiem. Dochodzę wręcz do wniosku, że seria ta jest po prostu żywym przykładem magii „waifu effect”. Wszyscy faceci jarają się Hotaru, jednocześnie podbijając rating tej niezłej, lecz bynajmniej nie odkrywczej komedii (nie mówię, że to źle – kobiety robią to samo przy biszach). Humor tu zaprezentowany jest naprawdę przyjemny (choć nic takiego co by mnie przesadnie rozbawiło), ale top 3 sezonu? (a właśnie na 3 miejscu znajduje się DK wedle opinii Japończyków na liście opublikowanej przez ANN) Co to to nie. Odcinek ma formę krótkich opowieści: ep = 2 historie. Wszystko kręci się wokół jednego tematu i bohaterów, jednak części bezpośrednio się ze sobą nie łączą. Przez moment wręcz zastanawiałam się, czy nie lepiej by to wypadło z ~12 min epizodami. Osobiście prędzej zostałabym wtedy przy cotygodniowym seansie, do czego przy obecnej formie nie do końca mnie ciągnie. Całkiem nieźle wypada grafika (z drugiej strony jest dość statyczna, więc ciężko coś mówić o animacji), szczególnie te szalone oczy – co gryzie, to MC. Zakładam, że celowo miał wyjść na absolutnego przeciętniaka, ale patrząc na Kokonotsu, a później na Hotaru, serio można odnieść wrażenie, iż ktoś mega się postarał tworząc jej postać, a jego totalnie olał. I nie mówię tu o robieniu z niego jakiegoś bisza-przystojniaka, ale dodaniu mu wyrazistości – aktualnie wygląda na kogoś, kogo można naszkicować z zamkniętymi oczami oraz wrzucić do absolutnie każdej opowieści. Dużo lepiej wypadają seiyuu: Ayana Taketatsu nadała życia Hotaru, podkreślając jej ekscentryczność do maksimum; Keiji Fujiwara to OCZYWIŚCIE znowu ojciec; Atsushiego Abe ostatnio rzadko słyszę, to i miło go znów zobaczyć w głównej roli, no i nie zabrakło mojego ulubionego Tatsuhisy Suzukiego. Najmocniejszą stroną produkcji bezapelacyjnie są bohaterowie. Odpowiednio zakręceni, odpowiednio sympatyczni. Mnie najbardziej spodobało się rodzeństwo Endou ze swoją relacją starszy brat-młodsza siostra. Drugi plus to tematyka. Branża ostatnio często stawia na motyw jedzenia, zaś czy dobrze go przedstawia można łatwo sprawdzić poprzez naszą reakcję na seansie: jeśli robimy się głodni, oznacza to, iż twórcy poradzili sobie z wyzwaniem. Cukierki, przekąski oraz inne słodycze pokazywane w Dagashi Kashi definitywnie wywołują ten efekt, a człowiekowi pozostaje się zastanowić, czy pogryzanie ciastek o pierwszej w nocy aby na pewno jest dobrym pomysłem. Ogółem miło się to wszystko ogląda, jednak DK nie jest niczym nowym ani przesadnie wybitnym. Z jednej strony się dobrze bawimy, ale z drugiej towarzyszy nam uczucie „ale to już było”. Osobiście odkładam dalszą znajomość na czas nieokreślony (do końca sezonu?) – moim zdaniem zima oferuje sporo anime o dużo większej wartości, które zapewnią ciekawszą rozrywkę pod względem fabularnym.

WSTĘPNA OCENA: 6+

Ajin_-_01
TYTUŁ: Ajin

OPINIA: Druga seria tego sezonu stawiająca na komputerową animację postaci i bezapelacyjnie ta gorsza pod tym względem. Ajin zwyczajnie użył za małą ilość klatek – CG ma nawet niezły projekt (tak szczerze, to sądziłam, że będzie mi ono bardziej przeszkadzało), ale przez niedostatek FPSów jest mało płynne i często wygląda jak animacja rodem z jakiejś dawnej gry komputerowej. Gdyby zwiększyli liczbę klatek całość wyglądałaby naturalniej, a dzięki temu praktycznie nie byłoby się do czego przyczepić w tej dziedzinie. Aktualnie natomiast postacie poruszają się jakby grzęzły w smole, a przez to ich „plastikowość”/”sztuczność” jest duuużo wyraźniejsza niż w Bubuki Buranki. Ciężko pozbyć się też wrażenia, że przy normalnej animacji 2D seria zyskałaby na klimacie, który tak przecież ważny jest dla tytułów z gatunku horror/mystery. Z fabularnego punktu widzenia dostajemy coś pośredniego. Z jednej strony historia jest ciekawa – niby nic odkrywczego (Kei dowiaduje się o swoich specjalnych zdolnościach, po czym musi uciekać, gdyż rząd entuzjastycznie poluje na przedstawicieli jego gatunku), ale nieźle zarysowane wątki sugerują, że da się z tego zrobić coś niezłego. Do tego niczym nie przytłacza – jest i kreowanie świata i akcja, ale bez nadmiaru ani tego ani tego. Z drugiej bohaterowie nie należą do mocnych punktów Ajina. Siostra MC = niesympatyczna; kumpel MC = typowa, zdradliwa menda; sam MC to standardowy, użalający się nad sobą wymoczek. Tak tak, wiem – to daje mu miejsce na rozwój, ale bardzo nie lubię, gdy serie idą tą ścieżką; to że ktoś jest stłamszony, strachliwy, czy niezdecydowany, wcale nie oznacza, iż nie ma przy tym jakichś pozytywnych cech równoważących wady. Dajcie mi do cholewki chociaż jeden element, przez który jego los zacząłby mnie obchodzić! Lekarstwem na mój ból jest dawny przyjaciel głównego bohatera – bardzo łatwo wzbudzający sympatię, lojalny i ciepły, choć szalony człowiek czynu. Gdyby charakter Keia poszedł w stronę sprytnego mózgowca, byliby niezłym combo. Całość przytłacza też trochę nadmiarem negatywnych emocji. Coś ostatnio serie chcące iść w powagę, zdają się nie wiedzieć jak to pokazać, jednocześnie nie przeginając z angstem. Przez to wychodzi przedramatyzowany plot, który nie wywołuje tego co powinien aka współczucia do bohatera i chęci wspierania go przez widza. Muzyka ratuje trochę ten element swoimi przyprawiającymi o gęsią skórkę motywami – miejscami robi się na tyle niepokojąco, że nawet jesteśmy w stanie uwierzyć w tę przytłaczającą depresję. Ajin serwuje też sporo znanych głosów: usłyszymy Mamoru Miyano (dawno go już nie widziałam w głównej roli), Yoshimase Hosoye, czy Takahiro Sakuraia. Mamo dodatkowo śpiewa całkiem sympatyczny ending (choć osobiście preferuję bardzo dobry op). Prawda jest taka, że ciężko mi sprecyzować uczucia jakie miałam podczas oglądania Ajina – pierwszy odcinek ma potencjał, ale jednocześnie wyraźnie pokazuje swoje wady. Definitywnie muszę mu dać jeszcze z jeden-dwa epizody, zanim zdecyduję co z tym dalej począć. Osoby zaś które widziały pełnometrażówkę, raczej mogą omijać serię TV, gdyż wedle tego co czytałam, póki co nie ma różnić między tymi dwiema produkcjami.

WSTĘPNA OCENA: -6

Haruchika - 01
TYTUŁ: Haruchika: Haruta to Chika wa Seishun Suru

OPINIA: Wow, to się nazywa pozytywne zaskoczenie. Wręcz chciałabym napisać, że tym razem P.A. Works wreszcie się udało stworzyć serię wpisującą się w moje gusta, jednak przypominając sobie przejścia z choćby Charlotte, wstrzymam się jeszcze od tak dalekosiężnych sądów. Nie zmienia to jednak faktu, iż jest dobrze. Wedle opisu, anime to ma łączyć wątki muzyczne z wątkami mystery i jak do tej pory taka kombinacja sprawdza się zaskakująco nieźle – zagadki może nie są przesadnie skomplikowane, ale dzięki temu połączeniu okazują się ciekawe. Podoba mi się też sposób ich wyjaśnienia. Omówieniu towarzyszy wizualna reprezentacja rozwiązania, która dla takiego wzrokowca jak ja, jest genialnym dodatkiem ułatwiającym zrozumienie problemu. Temat orkiestry jednak na szczęście potrafi się obronić bez obracających się wokół niego „spraw kryminalnych”. Tytuł ten śledzi poczynania aspirujących muzyków, a zapowiedź drugiego odcinka sugeruje, że nauka gry, rekrutacja nowych członków, czy perspektywa wzięcia udziału w ewentualnych konkurach będzie równie wyraźna, co zagadki i tajemnice jakie staną przed naszymi bohaterami. Jak już jesteśmy przy postaciach, to od razu powiem, iż póki co główna dwójka zbiera same plusy: Chika jest chłopczycą aspirującą do statusu „cute girl”, co prowokuje sporo zabawnych sytuacji, Haruta zaś wykazuje się interesującym ułożeniem oraz inteligencją zaprawioną ciętym językiem. Do tego podoba mi się, że mimo projektu wpisującego go w szufladkę „shota”, wcale nie wyszedł na stereotypowego słodkiego chłopczyka. Jedyny zgrzyt to nauczyciel – nie dość, że jest jakiś taki podejrzany, to przy okazji absolutnie nie wiem co sprawia, że aż dwójka uczniów się w nim kocha, bo nie ma za grosz jakiegokolwiek uroku. Plus średnio dobrali mu głos – Natsuki Hanae brzmi trochę za młodo na taką postać. Kousei tak, dojrzały facet (przed 30tką?) już nie. Wspomniałam wątek miłosny i tutaj chciałabym coś wyjaśnić – nie bez przyczyny napisałam „dwójka uczniów”, a nie „uczennic”. Yup, Haruchika postanowiła pójść z duchem czasu wpisując do fabuły postać homo(bi?)seksualną. Pomimo jednak oburzenia na MALu (swoją drogą nie rozumiem skąd się wzięły te hejty), nie widzę tego jako coś złego, gdyż motyw ten pokazano bardzo delikatnie oraz przyjaźnie i stwierdzam to ja, zacięta antyfanka wszystkiego co yaoi. Poza tym to nie tak, że podobne zajawki nie zdarzały się już w tytułach z klasycznym romansem – od razu przychodzi mi do głowy chociażby Cardcaptor Sakura, która nie dość, że wyszła ponad 15 lat temu, to jeszcze była kierowana do młodszej widowni. No i bądźmy realistami: jeśli jakikolwiek ship ma szanse w tej serii dojść do skutku, to jest to tytułowa HaruChika (i dzięki Bogu, bo z zasady nie lubię wątków miłosnych uczeń-nauczyciel). Tak chwalę do tej pory to P.A. Works, ale jedno muszę im wytknąć i uwaga, bo to zaboli. Wspomniane studio znane jest ze ślicznej grafiki, dlatego czułam pewien niedosyt oglądając HC, gdyż bynajmniej nie powala ono wizualnie. Tak, Chika ma piękne oczy, ale poza tym jest… normalnie – w innej serii by mi to nie przeszkadzało, ale mówimy tu o P.A., tak? No i nie wiem, czy jest to kwestia ogólna, czy tylko dotyczy wersji od Funi, ale całość ma miejscami tak wyblakłe kolory, jakby ktoś wrzucił te rysunki co najmniej kilka razy za wiele do pralki. Anime nadrabia na szczęście niezwykle przyjemnym soundtrackiem. Zaś biorąc pod uwagę cały pakiet wypada, pozwolę sobie powtórzyć pierwsze zdanie, zaskakująco pozytywnie i z chęcią będę je dalej śledzić.

WSTĘPNA OCENA: 7+

Reikenzan Hoshikuzu-tachi no Utage - 01
TYTUŁ: Reikenzan: Hoshikuzu-tachi no Utage

OPINIA: Jestem po części zaskoczona, że w ogóle udało mi się opisać to anime, gdyż przez bardzo długi czas był kłopot ze zdobyciem do niego napisów – te które są dostępne nadal pozostawiają wiele do życzenia, ale jeśli przymkniemy oko na literówki oraz miejscami dziwnie brzmiące zdania, spokojnie może je obejrzeć i orientować się o co chodzi (osobiście korzystałam z wersji „K155”). Po seansie jednak zaczynam w sumie rozumieć skąd ten brak porządnej grupy subberskiej – Reikenzan to po prostu bardzo zwyczajny, przeciętny pod każdym względem tytuł, który chyba nie do końca ma na siebie pomysł. Od samego początku bombarduje nas dość słabym humorem, nie dostarcza odpowiedniej ilości informacji odnośnie fabuły (MC przybył do miasta wziąć udział w jakimś teście, jednak nie przypominam sobie, żeby gdzieś było wspomniane czemu owy test służy – wiem to, bo czytałam opis, ot tyle), że już o wykonaniu nie wspomnę, gdyż ten element naprawdę zasługuje na czerwoną kartkę. 10 lat temu anime nie wyglądały tak źle. Serio, ta seria ma budżet jak student pod koniec miesiąca. Zdarzą się ładniejsze ujęcia, szczególnie kiedy mamy zbliżenia na twarze, ale cała reszta to ciągle rozjeżdżający się projekt postaci, mdłe tła oraz komediowe deformacje, które nie bawią. Pozytywniejszym elementem jest historia. Narzekałam na wady w jej przedstawieniu, ale nie zmienia to faktu, że wykorzystany tu pomysł zazwyczaj dobrze się sprawdza. Duża grupa postaci, podróż usiana przeszkodami – tylko najlepsi dotrą do końca. Brzmi trochę jak pierwsza arc w Hunter x Hunter i rzeczywiście było to moje pierwsze skojarzenie. Tam idea ta okazała się świetnym wstępem umożliwiającym poznanie bohaterów oraz pokazanie ich umiejętności, przy okazji zaś wciągała widza dynamiczną akcją (co chwila nowe wyzwania = cały czas dzieje się coś ciekawego). Tu może i nie jest tak różowo, bo i klasa tych dwóch serii jest zupełnie inna, jednak na tyle na ile to możliwe, Reikenzan stara się wypełniać te same założenia. Prawdziwym kłopotem są bohaterowie – Ouriku łączy w sobie charakter lekkoducha i snoba, kombinację zwykle wypadającą zabawnie i sympatycznie, ale w tym przypadku czułam pewną irytację oglądając jak popisywał się przed innymi. O pozostałej ekipie zaś ciężko coś powiedzieć, gdyż zarysowano ich niezwykle minimalistycznie. Świat przedstawiony oraz atmosfera chińskiej baśni są sporym plusem lecz to niestety obusieczny miecz. Po oglądnięciu tony japońskich anime człowiek chcąc nie chcąc zaczyna wychwytywać różne odniesienia społeczne, czy kulturowe, łapie dowcipy, innymi słowy zwyczajnie „czuje”, rozumie produkt, który otrzymał. Tutaj niestety działa ta sama zasada, a więc przy mojej praktycznie znikomej wiedzy na temat Chin, nawiązania oraz żarty zakorzenione w kulturze, padały na bardzo niepodatny grunt i wydawały mi się humorem rzuconym mi w twarz trochę na siłę. Z tego też powodu nie do końca wiem co zrobić z tą serią – niby potrafi zaciekawić, ale jest tak niesamowicie niedorobiona, że czułam się wręcz trochę zmęczona po seansie. Przy sprzyjających wiatrach może rzucę jeszcze okiem na drugi ep.

WSTĘPNA OCENA: -6

Cheers~! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 9 Luty 2016, in Anime, Pierwsze Wrażenie and tagged , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 5 komentarzy.

  1. Haruchika: Haruta to Chika wa Seishun Suru – mnie tam ten tytuł trochę rozczarował. Za dużo rozwiązywania zagadek, a za mało muzyki. Plusami tej serii bez wątpienia jest para głównych bohaterów i ładna grafika. Jednak Haruchika ogólnie mnie nie wciągnęła, ale jestem daleki od hejtu na tą serię, obecną np. na MALu, bo mimo wszystko całkiem przyjemnie się oglądało.

    Zacząłem oglądać jeszcze Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo – Jest to świetna komedia. Na każdym odcinku nie mogę przestać się śmiać. Bohaterowie są interesujący i dziwni. Bardzo fajna grafika.

    Podsumowując ten sezon ogólnie trzyma dość wysoki poziom. Jest sporo serii, które przyjemnie się ogląda i 3 serie, które mnie niesamowicie wciągnęły(Dimension W, Boku dake…, Hai to Gensou…). No i są też świetne kontynuacje. Ogólnie w tym sezonie nie brakuje dobrych tytułów.

  2. a mi się reikenzen spodobał jesteś pewna że to nie miałaś fatalnej wersji bo na YT widziałem 2 odc i grafika była w porządku ;) humor też i historia choć tu może pomogło oglądanie serii typu soul hunter czy legend of nezca w chinach się dziejących :) w sumie dałem u siebie 7 :)

  3. Z tego sezonu oglądam jedynie Boku Dake ga Inai Machi… ale może jeszcze skuszę się na Shouwa Genroku… :D

  4. Hejo, kiedy można się spodziewać notki zapowiadającej sezon wiosenny, a kiedy podsumowującej ten obecny? Pytam z ciekawości, wiem, że ten blog to tylko Twoje hobby, ale jak widać – masz grono wiernych czytelników ;)

    • Prawda jest taka, że miałam (i ciągle mam) pomysły na co najmniej kilka notek, ale jak widzicie, wszystko wzięło w łeb z prozaicznego powodu, otóż znalazłam w końcu pracę :) Aktualnie jestem w trakcie adaptowania się do nowego środowiska i uczenia jak pogodzić obowiązki z przyjemnościami, stąd też ta przerwa w pisaniu, ale nie martwcie się, choćby się waliło i paliło, zapowiedzi zawsze mają u mnie priorytet, dlatego definitywnie postaram się je ogarnąć do końca miesiąca (bo jak wiadomo sezon wiosenny zaczyna się początkiem kwietnia). Jak to będzie z podsumowaniami ciężko powiedzieć, bo narobiła mi się masa zaległości (a i ostatnio mam większą fazę na czytanie mang, niż oglądanie), ale koniec końców też chciałabym je prędzej czy później załatwić (kombinuję tu trochę nad zmianą formy tego wpisu, ale to ciągle jest work in progress). Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak poprosić o jeszcze odrobinę cierpliwości i oczywiście bardzo bardzo dzięki za wsparcie!! :* Takie słowa do najlepsza motywacja!

      Pozdrawiam ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: