Sezon jesienny ’15 – część 6

K - Return of Kings - 02 top

Chyba pierwszy raz w życiu uda mi się opisać wszystko co sobie zaplanowałam. Aż sama jestem z tego powodu zdziwiona O.o Dzisiejsza paczuszka jest przedostatnia, zaś notki z Pierwszymi Wrażeniami zakończą się tej jesieni na części 7. Czy pojawi się później wpis z mid-season review jeszcze nie wiem – muszę to przemyśleć po zrobieniu ostatecznego przesiewu. Dziś już jednak nie przedłużam i oddaję w wasze ręce tekst o sequelu K: Return of Kings, ostatniej już wariacji na temat magicznej szkoły Taimadou Gakuen 35 Shiken Shoutai oraz kilkuminutówkę Anitore! EX.


K - Return of Kings - 01
TYTUŁ: K: Return of Kings

OPINIA: Jesienią 2012 roku (czyli już 3 lata temu), wyszła seria o nazwie K. Był to oryginalny projekt, który przyciągnął ludzi zakręconą fabułą i, przede wszystkim, pięknem wykonania. Zakończył się on jednak w dość otwarty sposób. W zeszłe wakacje mogliśmy oglądać bezpośredni sequel, pełnometrażowe K: Missing Kings zaś Return of Kings kontynuuje od miejsca, gdzie skończył się film. Anime to ogółem należy do chlubnego gatunku „nie całkiem wiem co się dzieje, ale taaaakie to łaaaadne~!”. Mamy multum bohaterów (podzielonych na rywalizujące ze sobą frakcje), niejasne wątki paranormalne oraz może kapkę jakiejś głębszej filozofii, ale koniec końców i tak wszystko sprowadza się do zadowolonego wzdychania oglądając fajerwerki graficzne jakie nam tu funduje ekipa z GoHands. Sceny pojedynków to choreograficznie-kolorystyczna uczta dla oczu (plus tła zwyczajnie zwalają z nóg), przy okazji zaś można posłuchać kojącej muzyki towarzyszącej całemu stadu gwiazd rynku seiyuu. Myślę, że ludzie skłonni byliby to obejrzeć nawet bez fabuły, w formie samego teledysku ;P Nie ma jednak tak źle – historia jest i to nawet całkiem przyjemnie zakręcona (choć jednocześnie nie zawsze zrozumiała). Cały czas czekamy na powrót białowłosego Yashiro (aka podejrzanego, niemieckiego naukowca :p), który znikł w pierwszym sezonie, Niebieski Król zdaje się pomału tracić swoje moce, co nie wróży nic dobrego na przyszłość, zaś osłabiony po utracie swojego lidera gang Homra, na szczęście powoli odzyskuje siły. Żeby tego było mało, wszystkich denerwuje frakcja Zielonych i nie, nie mówię tu o wielbicielach fauny i flory, raczej o fanach morderczych gierek oraz szerzenia ogólnego chaosu. Siadając do tej serii, poprzednie trzeba mieć za sobą, dlatego co tu dużo gadać – jeśli podobały wam się tamte części, tu mamy więcej tego samego. Czy jednak marka K na Return of Kings poprzestanie, to się dopiero okaże.

WSTĘPNA OCENA: 7+

Taimadou Gakuen 35 Shiken Shoutai - 01
TYTUŁ: Taimadou Gakuen 35 Shiken Shoutai

OPINIA: W końcu udało mi się sprawdzić wszystkie magic-high-school-light-novel i z żalem przyznaję, że na finish zostawiłam sobie najgorsze co gatunek ten ma do zaoferowania tej jesieni. Taimadou prezentuje wszystkie możliwe banały jakie można sobie wyobrazić – w sumie na tym etapie nie powinnam się już o to czepiać, przecież poprzednie tytuły z tego worka też były ich pełne, sęk jednak w tym, że przynajmniej próbowały coś z nimi zrobić, a nawet pomimo wrażenia kilkukrotnego oglądania tego samego odcinka, okazywało się to przyjemnym doświadczeniem (na was patrzę Rakudai i Asterisk). Choć tutaj nie mamy żywej kopii tamtej dwójki, cliché i tak zostały wkomponowane w fabułę. Dostajemy harem z: niezdarą, wyniosłą biczą z mhroczną przeszłością oraz ekscentryczną nauczycielką. Ekipa uczęszcza do szkoły, która trenuje dzieciaki na Inkwizytorów zwalczających osoby posługujące się magią. Główny bohater jest jej pośmiewiskiem, bo jako jedyny używa miecza, a nie broni palnej jak reszta (oczywiście okazuje się w tym piekielnie dobry, choć nikt o tym nie wie). Cała obsada zaś składa się na Oddział 35, potocznie uważanym za miejsce, gdzie trafiają same niedorajdy. Problem polega na tym, że ciężko tu kogokolwiek polubić – niezdara okazała się zbyt niezdarna (serio, oni dali snajperkę do ręki lasce, która pudłując trafiła w NIE TEN BUDYNEK CO TRZEBA?!?!), bicza zamiast zainteresowania wzbudza irytację, a MC nie dostał swojego „time to shine”, więc w sumie niczym się nie wybija (a tak się cieszyłam na serię z Hosoyanem w roli głównej, ech). Misje drużyny stwarzają totalnie inny klimat niż reszta odcinka – całość startuje jako stereotypowa, fanservice’owa „komedia” typu cycki-w-twarz, a po chwili rzuca sceny, gdzie widzimy zabitych ludzi pokrojonych na stołach przez jakąś sektę. Kontrast w tym przypadku jakoś w moich oczach niezbyt wypalił. Takie to jakieś niesympatyczne, standardowe aż do bólu i zwyczajnie męczące – przy zaprezentowanej kombinacji już nawet ładna grafika nie pomoże. A pomyśleć, że przy zapowiedziach, to właśnie na ten tytuł liczyłam najbardziej, spośród wszystkich w tym gatunku.

WSTĘPNA OCENA: 4

Ani Tore! EX - 01
TYTUŁ: Anitore! EX

OPINIA: Pomyślcie o aplikacji treningowej, która pokazuje wam jak wykonywać dane ćwiczenia. Macie? Ok. A teraz wyobraźcie sobie to w formie moe dziewczynki robiącej za waszego instruktora – mniej więcej tak najłatwiej wytłumaczyć na czym polega Anitore, czyli, jak się domyślam, skrót od engurishowego „Anime Toreeningu”. Całość pokazana jest z perspektywy pierwszoosobowej (tak jakbyśmy byli operatorem kamery i filmowali wszystko z ręki), a więc bohaterki mówią do ekranu, zwracając się bezpośrednio do widza – jest to dziwne, ale przynajmniej nie tak creepy jak w Makura no Danshi z zeszłego sezonu. Co jest fajne, to definitywnie same ćwiczenia, np. pierwszy raz w życiu usłyszałam tu o czym takim jak pompka indyjska (widzę jednak póki co tendencję do treningu siłowego, który mnie średnio interesuje). Za co jednak tak słaba ocena? Za wykonanie. Jak babcię kocham, to wszystko jest tak przesiąknięte fanservicem, że aż się rzygać chce. Kadrowanie jest, użyjmy bardzo pięknego polskiego słowa, lubieżne. Bardzo. Spoko, iż seria ma niby motywować do wysiłku fizycznego… no cóż, po sposobie pokazania powiedziałabym, że może i motywuje, ale… w różnym tego słowa znaczeniu ^^” Każdy odcinek to zaledwie 4 minuty (a jeszcze trzeba odjąć ending), więc pewnie zerknę jeszcze na kilka z nich, gdyż faktycznie z merytorycznego punktu widzenia można się tutaj dowiedzieć czegoś nowego, ALE szczerze mogłabym się obejść bez kilogramów moe, ujęć w strojach kąpielowych i sugestywnego wzdychania loli dziewczynek. Ehh, Japan >____>

WSTĘPNA OCENA: 4

Cheers~! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 22 października 2015, in Anime, Pierwsze Wrażenie and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 9 Komentarzy.

  1. „K” nie oglądałam (jeszcze), „Anitore! EX” odrzuciłam już na wstępie, a z „Taimadou Gakuen 35 Shiken Shoutai” miałam tak samo jak Ty – też liczyłam, że spośród dwóch pozostałych serii o tej tematyce, ta zdecydowanie wypadnie najlepiej. No ale cóż… Obejrzałam trzy odcinki, bo naprawdę dawałam mu szansę (gdzieś wyczytałam, że bohaterowie są ciekawi, mają swoją historię i to NIE JEST kolejne anime z tego pudełka), ale wciąż nie jestem przekonana. O ile nikt mnie nie „nawróci” na przywrócenie tego tytułu do anime planowanych (bo na więcej raczej nie zasługuje), to koniec mojej krótkiej przygody z oddziałem 35. Szkoda. Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    • Hmmmm… no to spośród mahou-battle-school z tego sezonu, powiedziałabym że Taimadou jest akurat dokładnie „z tego pudełka”, bo choć wszystkie powielają schematy, ten robi to w bardzo irytujący sposób. Ale i tak wytrzymałaś sporo – ja za to jestem mega pozytywnie zaskoczona Rakudai: czwarty ep i mamy oficjalny ship, normalnie nie do pomyślenia ;)
      Pozdrawiam ^^

  2. Wciąż nie dokończyłam K, zostało mi kilka odcinków, więc nie wiem, czy zdecyduję się na kontynuację. Jak na razie nie zdecydowałam się na żadne magic-high-school-light-novel, ale jakby co będę wiedzieć, żeby o Taimadou nawet nie myśleć. Widziałam na razie jeden odcinek Anitore. Też nie odpowiada mi to multum fanserwisu, jednak jestem ciekawa, jakie to kolejne ćwiczenia dostaniemy, więc pewnie zerknę.

    • Tak to jest – mówią Ci, że wypuszczają serię o ćwiczeniach, a kończy się na ujęciach tyłka głównej bohaterki :P Może kiedyś doczekamy się czegoś mniej sugestywnego – albo wersję dla kobiet z gołymi męskimi klatami hahaha xD

  3. Training with Hinako strikes back?
    A już tak bardziej na poważnie: pierwsza seria K nadaje się do oglądania dla faceta? Pierwszy odcinek trochę straszy hordą bishów i z lekka homo napięciem. Seria doczekała się filmu i sequela, a to jakiś wyznacznik, że coś fajnego w tym jednak tkwi i może warto byłoby się zainteresować.

    • Haha chyba nie aż tak xD
      Hmmmm moim zdaniem K jest pod tym względem dużo łatwiejsze do przetrawienia niż np. takie Free!. Dla nich tam mega ważna jest lojalność wobec własnego gangu i stąd można te homo vibes czuć, ale koniec końców to w sumie ładnie zrobione fajerwerki graficzne. Poza tym ja tam nawet mam normalny ship, soł… :)

      • Jeśli mogę spytać, to kogo shipujesz w K? ^^

        • Haha ależ oczywiście – nie ma takiego dnia i godziny, żebym nie chciała podyskutować o shipach xD
          A co do mojej parki w K, to od pierwszej części absolutnie uwielbiam Izumo z Seri :D A po całej tej scenie a la Pan i Pani Smith z drugiego sezonu widzę, że nie tylko mnie takie combo przyszło do głowy hehe

          Pozdrawiam ^^

  4. K: Return of Kings pierwsze cztery odcinki były świetne i nie mogę się doczekać co będzie dalej. Srebrny Król powrócił!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: