Sezon jesienny ’15 – część 3

Lance N' Masques - 01 top

Ach, piękny ten art od Shino (patrz wyżej)! Jakoś tak stwierdziłam, że wykorzystam w tym sezonie na front notek ładne ujęcia z openingów/endingów, bo jest ich wyjątkowo dużo ^^ Wracając jednak do tematu – wczoraj mieliśmy dzień przerwy (zwykle piszę wieczorami, ale tym razem większy priorytet miał mecz siatkarzy ;p) lecz dzisiaj bierzemy się znów do bezwstydnego komentowania anime z sezonu jesiennego. Na tapetę bierzemy trzy serie (choć jedna to kilku-minutówka): Lance N’ Masques, Diabolik Lovers More,Blood oraz Onsen Yousei Hakone-chan.


Lance N' Masques - 01
TYTUŁ: Lance N’ Masques

OPINIA: Magic-high-school-light-novel po raz… trzeci? Na tym etapie człowiek zaczyna się zastanawiać, czy może by tak nie wyemigrować do Japonii i napisać swoją własną wariację na temat – jak widać sprzeda się na pewno, a i jeszcze na 99% dostanie anime ;P Zanim jednak oddam się dalszemu snuciu planów dotyczących mojej międzynarodowej kariery literackiej, zobaczmy co ta wersja schematu ma nam do zaoferowania. Nie da się zaprzeczyć, że tym razem chociaż próbuje odrobinkę odejść od stereotypów swoich poprzedników (już nie ma się wrażenia oglądania kolejny raz tego samego odcinka) – klimatem celuje w coś à la Zorro współczesnych czasów (co podkreśla muzyka), a postacie zdają się mieć inne problemy niż magiczne turnieje, czy inne czarodziejskie rywalizacje. Głównym bohaterem jest rycerz, który rycerzem być nie chce, ale cierpi na, jak to nazwał, „syndrom księcia na białym koniu”, więc gdy tylko słyszy damę w potrzebie, automatycznie pędzi ją ratować, co często pakuje go w kłopoty. Ogółem bzdury jakie wygaduje po owej akcji ratowania są nawet zabawne, a chłopak sprawia pozytywne wrażenie. Druga strona medalu to mała dziewczynka, która jako jedna z nielicznych nie uważa go za dziwaka, miast tego podziwiając jego heroizm. Co mnie frapowało przez cały odcinek – ile ona tak właściwie ma lat? ^^” W sumie nie mam nic przeciwko loli, ale ta tutaj jest wyjątkowo dziecinna i o ile faktycznie jest dzieckiem to w porządku, ale gdyby się okazało, że wyskoczą z informacją „Makio Kidouin – lat 15” (i wkręcą w poważniejsze wątki pozostawiając infantylność), to się przekręcę. Najbardziej zawodzi wygląd. Kreskę Shino można pięknie przenieść na ekran, co udowodnił Madhouse przy Kamisama no Inai Nichiyoubi, jednak Lance N’ Masques nie ma ani krzty tamtego uroku. Anime nie jest brzydkie, ale mogli się bardziej postarać, szczególne z projektem postaci. Fabuła chce zasugerować, iż ma coś ciekawego do zaoferowania, ale pierwszy ep średnio radzi sobie z przykuwaniem uwagi widza, przez co odcinek szybko wylatuje z pamięci. Pisząc poniższe PW zdążyła mi już ulecieć połowa przemyśleń jakie miałam na świeżo po seansie, a to tylko uwypukla brak tego „czegoś” co sprawia, że nasz umysł krąży wokół danego tytułu i tydzień po tygodniu przyciągają nas przez ekran. Seria krzyczy „niewykorzystany potencjał”, kiedy najbardziej wyrazistym elementem całości okazała się animacja z openingu. Z jakiegoś powodu jednak chcę udzielić Lance N’ Masques kredytu zaufania – koniec końców to urocze anime i zobaczymy co mi powie „reguła trzech odcinków”.

WSTĘPNA OCENA: -6

Diabolik Lovers More, Blood - 01
TYTUŁ: Diabolik Lovers More,Blood

OPINIA: Po obejrzeniu pierwszego odcinka byłam w szczerym szoku – to to ma w tym sezonie właściwą fabułę?!?! Co prawda nadal trochę nie dowierzam i nie zdziwiłabym się, gdybyśmy od następnego epizodu wrócili do standardowego znęcania się nad Bitch-chan (w końcu już tutaj nam go nie poskąpili), ale i tak – całe to tło z Ewą, rajem etc. jest, jak do tej pory, chyba najbliższe jakimkolwiek konkretom jakie zaoferował powyższy tytuł. Pomijając jednak ten nader zaskakujący element More,Blood, anime bynajmniej schematem nie odchodzi od swojego poprzednika, tyle że tym razem ekipa wampirzych brutali rozrośnie się o kolejne 4 postacie, które będą traktowały Yui jak przenośny bank krwi. Czego jednak nie do końca rozumiem, to umiejscowienia tej części na time-line’ie. Oglądamy kontynuację? Inną ścieżkę (aka wydarzenia z poprzedniego sezonu nie miały tu miejsca)? Czy co u licha? Miło, że nikt nie pomyślał o żadnych wyjaśnieniach. W każdym bądź razie Diabolik Lovers nadal jest są samą, niedorzeczną serią, jaką to człowiek zdążył pokochać w swej nienawiści. Śmiałam się już po pierwszej minucie widząc gościa, który ostro szpanował eye patchem ubranym na okulary :P Czytanie zaś komentarzy w fandomie jest równie zabawne co rok remu – czasami człowiek ogląda serię, która jest shitem i nie może tego zdzierżyć, w tym jednak przypadku, z pełną świadomością crapu na ekranie, można zluzować i do woli nabijać się z rzucanych nam w twarz idiotyzmów. Co jednak jest jeszcze ciekawsze, to fakt, iż tytuł ten miał potencjał być dobry, gdyby tylko główna bohaterka nie była taką niemotą. Spójrzmy prawdzie w oczy – media nam zakręciły ostatnio w głowie wizerunkiem szarmanckich, błyszczących wampirów, tu natomiast dostajemy ich bardziej surową wersję (i powiedziałabym bliższą ich oryginalnemu obrazowi): wulgarną, okrutną i totalnie nie liczącą się z ludźmi, po czym czujemy się tym faktem obrażeni. Gdyby jednak Yui była silniejszą postacią (plus wyposażoną w kilka osikowych kołków :P), zaserwowany tak konflikt charakterów mógł być interesujący. Sęk jednak w tym, że nie ma, a patrząc na DiaLovers jako na ekranizację gry otome, można czuć się zaniepokojonym pokazywaniem tego wszystkiego przez pryzmat romansu (syndrom sztokholmski anyone?). No cóż, całość jest mega ładna, ma klimatyczną muzykę, gromadę znanych seiyuu + można się niezobowiązująco pośmiać jeśli wyłączyć najpierw mózg.

WSTĘPNA OCENA: 3+

Onsen Yousei Hakone-chan - 01
TYTUŁ: Onsen Yousei Hakone-chan

OPINIA: Typowy przeciętniaczek. I to taki, o którym się zapomina niedługo po obejrzeniu odcinka. Fakt zaś, że mamy tym razem do czynienia z kilku-minutówką, tylko ten efekt potęguje. Żeby jednak nie było – ciężko się doszukać czegoś przesadnie złego, czy odrzucającego w tym anime. Główna boginka jest całkiem słodka, kreska sympatyczna, a chociaż twórcy naprawdę mogli sobie podarować ten boob-grab, całość jest dość urocza. Sęk jednak w tym, że tego typu krótkie serie i to podpisane jako komedie, powinny potrafić człowieka rozbawić w tym limitowanym czasie jaki mają dostępny. Danna ga Nani wo Itteiru ka Wakaranai Ken było mistrzem w tym elemencie, tu natomiast na dobrych zamiarach się chyba skończyło. Pewnie zerknę z ciekawości na jeszcze jeden ep – mówimy tu w końcu o całych 3 minutach – ale coś mi się wydaje, że to będzie koniec mojej przygody z gorącymi źródłami i ich strażniczymi duszkami.

WSTĘPNA OCENA: -5

Cheers~! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 10 Październik 2015, in Anime, Pierwsze Wrażenie and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 8 komentarzy.

  1. wow wow co za tempo 3 notka w 4 dni :D idziesz na rekord :D a propos ten pomysł z japonią nie jest zły mam wizje ciebie za parę lat jako bogini mangi&anime rządzącej na każdym konwencie ;p

  2. Koniecznie się pochwal, jeśli postanowią zrobić z Twojej LN anime, na pewno obejrzę. :D
    Daibolik Lovers ma fabułę?! Też jestem w szoku… Pierwszej serii obejrzałam jeden odcinek i recap, myślę, że to mi wystarczy, nawet jeśli tutaj rzeczywiście pojawi się jakaś fabuła. Jestem ciekawa, co by z tego wyszło, gdyby bohaterka, tak jak zasugerowałaś, miała mocniejszy charakter. ;)

    • Hahaha przy takim wsparciu, to widzę że na poważnie muszę zabrać się za tworzenie XDDD
      No nie?? Ale zobaczymy jak długo wytrzymają z tą „fabułą” ;p Heh, masz rację – taka dawka w zupełności wystarczy, żeby wiedzieć co się dzieje w tym arcydziele. Co się zaś tyczy bohaterki, to czytałam kiedyś recenzje visual novelki i okazuje się, że przy wyborach mamy dostępne dwie opcje, zaś jedna z nich to właśnie bardziej naturalna i stanowcza reakcja dziewczyny w jej sytuacji (aka gtfo u creeper afgsfeghagAFgsz!!!), ale wybieranie ich prowadzi do złego zakończenia, ekhm… Bycie masochistyczną kluchą = good end (i mean wut???) i na to postawiło na nasze nieszczęście anime. Ten kto to pisał był pijany ;P

  3. W mojej opinii Lance N’ Masques po pierwszym odcinku wypada stosunkowo słabo w porównaniu z Rakudai Kishi no Cavalry, a nawet z Gakusen Toshi Asterisk. Lance jak na razie niczym mnie nie zainteresował i bohaterów jakoś też jeszcze nie polubiłem.

    • Osobiście postanowiłam dać Asteriskowi i Lance N’ Masques po 3 odcinki zanim postanowię co zrobić z nimi dalej (Rakudai będę oglądać na pewno) i faktycznie muszę przyznać, że po drugim epizodzie to ten pierwszy tytuł robi dużo lepsze wrażenie. Tak jak pisałam – LNM ma problem z zainteresowaniem widza. Niby to co się dzieje na ekranie nie powinno być nudne, ale jakoś nie ma tego „czegoś” bo by absorbowało całą moją uwagę podczas oglądania. No cóż, ma jeszcze jeden ep szansy.

  4. Śliczny art na początek posta, aż się zainteresowałam anime. Szkoda, że jak piszesz zwalili grafikę :(
    Co do kariery, życzę sukcesu ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: