Posłowie: Kamisama no Inai Nichiyoubi – świat, który opuścił Bóg~

Kamisama.no.Inai.Nichiyoubi.4

Ilość odcinków: 12
Data premiery: 7 lipiec 2013
Kategoria: fantasy, tajemnica, dramat

Albo raczej: „Kamisama no Inai Nichiyoubi – o tym jak złamać widzom serca” ;)

Cieszę się, bo nadrobiłam już prawie wszystko z poprzedniego sezonu. Jak tak teraz o tym myślę, to zostały mi 2 tytuły, więc zapewne uporam się z tym dość szybko – to jest i przekleństwo i błogosławieństwo, że wszystko co oglądałam w lecie to serie 12-13 odcinkowe. W ogóle już zaklepuję, że następna (mam nadzieję jutrzejsza) notka, to oczekiwane Posłowie do SnK (a potem pora na kolejne nowości) – pozwoliłam sobie jednak opublikować przed nim podsumowanie do Kaminai, ponieważ muszę wyrzucić z siebie tą całą burzę jaką wywołała we mnie ta niepozorna perełka :)

Kamisama.no.Inai.Nichiyoubi.1

OPIS: W niedzielę Bóg opuścił świat. W wyniku tego nikt nie może ani umrzeć, ani się urodzić. Mała dziewczynka, Ai, jest grabarzem wioski w której mieszka. Udało jej się przygotować 47 grobów – po jednym dla każdego mieszkańca w razie ich ewentualnej śmierci. Pewnego dnia przybywa tam chłopak, który przedstawia się jako “Hampnie Hambart, ‘Pożerająca Ludzi Zabawka’”, co przypadkowo pokrywa się z imieniem, jakie przekazała Ai matka mówiąc, iż tak nazywa się ojciec dziewczyny. Nieznajomy bez żadnego powodu morduje wszystkich mieszkańców wioski… Co to wszystko ma znaczyć???

FABUŁA: Obejrzałam 2 pierwsze odcinki na bieżąco tak jak wychodziły, ale oprócz wrażenia „jest spoko”, tak naprawdę nie poczułam, żebym oglądała coś niesamowitego, tym samym zostawiłam resztę, by przemaratonować ją w późniejszym czasie. Ten moment nadszedł wczoraj… i tak stanęłam przed epizodem 3. To anime ma niesamowity talent do wywracania uczuć widza na drugą stronę – chyba ostatni raz taki napad niekontrolowanego płaczu jak na wspomnianym trzecim odcinku, czy przy finale Kaminai, miałam oglądając hen hen dawno temu Angel Beats!. Moje uczucia… Seria ta wyrwała mi serce, przerobiła je na emocjonalną papkę i kazała jakoś sobie z tym poradzić – a zaczęło się tak niewinnie. Mała dziewczynka o imieniu Ai żyje sobie spokojnie w małej wioseczce – co prawda podobno 15 lat temu Bóg opuścił świat zrażony ludzkim złem i chciwością, ale nie wpływa to przesadnie na jej egzystencję. Kilka lat temu zmarła matka bohaterki lecz pozostali mieszkańcy niepozornej mieściny zaopiekowali się nią, kiedy tego potrzebowała. Wtem pojawia się biołowłosy wariat mordujący wszystkich za wyjątkiem naszej protagonistki, która postanawia iść za nim, niepewna czy chce się zemścić, czy po prostu dowiedzieć dlaczego popełnił tak okropny czyn. Cała fabuła składa się z 4 w większości osobnych wątków, gdzie na każdy przeznaczono kilka odcinków. Można było poczuć klimat takiego road-tripa – bohaterowie są Ci sami, ale w podróży napotykają różne sytuacje co sprawia, że każda arc ma inny motyw przewodni. Najsłabsza moim zdaniem była historia o szkole – pozostałe trzymały poziom i systematycznie doprowadzały mnie do stanu na skraju łez ;) Ogółem cały setting i pomysł na fabułę jest niezwykle interesujący, bo porusza wręcz filozoficzne zagadnienia czym tak naprawdę są życie i śmierć. Do tego niczego nie podaje na tacy – anime to jest klasyfikowane jako „mystery” z dobrego powodu (kilka plot twistów potrafi mocno zaskoczyć)! Nie da się też nie wspomnieć o ciekawej profesji grabarzy. Na minus trzeba zaznaczyć, że można w trakcie oglądania odnieść wrażenie, iż fabuła z jednej strony strasznie pędzi do przodu zostawiając za sobą sporo dziur, a z drugiej trochę się wlecze – nie jest to seria akcji, a duża ilość dialogów i „filozofowania” nie wszystkim musi przypaść do gustu.

POSTACIE: To jest typ anime, który funkcjonuje wedle zasady: 1) przedstawię Ci postać; 2) pokochasz tą postać; 3) postać ginie ^^” Bohaterowie muszą być dobrze skonstruowani, aby widzowie mogli szybko się do nich przywiązać – inaczej całą tą regułkę diabli by wzięli. Obsada jest całkiem spójna – początkowo wydawało mi się, że najsłabszym ogniwem będzie sama Ai (motyw niezdalnej loli), ale jakoś nie potrafiłam się na nią wkurzać, bo okazała się niezwykle sympatyczna i słodka. Hampnie Hambart, czyli białowłosy bishounen kreowany na tego złego i mhrocznego, wyszedł na osobę potrafiącą szybko zaskarbić sobie naszą sympatię. Yuri (czy też w niektórych tłumaczeniach „Julie”), to synonim tego jak powinien wyglądać ojciec *___* Ciepły i kochany, ale jednocześnie z pewnym faktorem badassa – nie da się nie kojarzyć go z Hughesem z FMA, tym bardziej, że obaj panowie dzielą tego samego seiyuu ^^ W międzyczasie pojawia się też inny grabarz – kobieta o imieniu Scar, księżniczka miasta zmarłych razem ze swoim nauczycielem-przyjacielem-służącym Kiriko, czy czerwonowłosy Alice („Alis” w innych wersjach) z towarzyszącym mu duchem wiedźmy – Dee. Chłopak strasznie mi się spodobał, bo złamał kilka stereotypów, które jakoś na starcie mu przypisałam. Wyglądał na ten typ zamkniętego w sobie, angstowego wredziola, który coś tam kręci na swoją stronę, a przy okazji jest obrażony na cały świat, a okazał się niezwykle miły i otwarty ^^ To pewnie przez głos, ale myślałam, że będzie to kopia Miyukiego z Red Data Girl, a tu proszę – udało się twórcom zachować faktor „tajemniczego nastolatka”, jednocześnie nie robiąc z niego pierwszego lepszego dupka ;> Potrafił się szczerze śmiać, podziękować, a już totalnie rozwaliło mnie jak razem z Ai bawił się w shipowanie innej dwójki bohaterów :D

Kamisama.no.Inai.Nichiyoubi.5

GRAFIKA: Madhouse przeszedł sam siebie! Tła powalają kolorystyką zachodzącego słońca i wszechobecnymi efektami jakby latających tu i tam światełek. Tworzy to iście magiczny klimat, który wpasował się do Kamisama no Inai Nichiyoubi idealnie. Do tego mamy ładny design postaci, podobny do tego z ich poprzedniej serii, Oda Nobuna no Yabou. Jedyne czego w nim nie lubię, to trochę za wysokie czoła niektórych dziewcząt, ale po za tym, wygląda super. Szczególnie oczy są absolutnie piękne ^^ Animacja dotrzymuje pola reszcie aspektów wizualnych, choć nie można jej zbyt często oglądać z powodu niewielkiej ilości typowych scen akcji. Tak w ogóle to Ai z wyglądu przypominała mi trochę Sakurę z Card Captor Sakury :)

MUZYKA/GŁOSY: Tajemniczy, magiczny i niezwykle melancholijny OST jest naprawdę poruszającym kawałkiem muzyki (rozdzierające serce skrzypce T___T). To właśnie jemu w dużej mierze zawdzięczać będziemy te litry wylanych łez. Jemu i endingowi – co prawda piosenka Mikako Komatsu „Owaranai Melody wo Utaidashimashita”, nie jest czymś co słuchałabym na co dzień, ba! Wręcz uważam ją za całkiem przeciętny utwór, tyle że jak widać nawet coś nie wbijającego się w gusta widza da się obrócić na plus, jeśli tylko dobrze to zorganizować. Ending miał ogółem bardzo biedną animację, toteż pokazano ją tylko parę razy – w większości odcinków wolna, smutna i rzewna piosenka Mikako towarzyszyła wzruszającym scenom kończącym epizody, tym samym oprawiając je w jeszcze większy ładunek emocjonalny :) Jeśli chodzi o głosy, to trzeba wspomnieć cudowny dobór Daisuke Namikawy jako Hampniego i Keijiego Fujiware, grającego już kolejną w swojej karierze tatusiowatą postać ^^ Moja osobista teoria mówi, że takie role po prostu są jego przeznaczeniem – co poradzić, że wychodzi w nich absolutnie genialnie? Nie wiem jak to wygląda w jego życiu prywatnym, ale zawsze potrafi fenomenalnie przedstawić ojcowskie uczucia ^^ Należy też wytknąć obecność Tetsuyi Kakihary – po dużej dawce Fairy Tail przywykłam, że jest narwany i dużo krzyczy, a tutaj dostajemy go w bardziej spokojnej i tajemniczej odsłonie. Jednak najbardziej zaskoczył mnie Kouki Uchiyama! Bardzo lubię jego głos (niezwykle charakterystyczny!), a totalnie nie spodziewałam się go tu usłyszeć – nie będzie przesadą jeśli powiem, że swój urok Alice w dużej mierze zawdzięcza właśnie jemu :)

PODSUMOWANIE: Kamisama no Inai Nichiyoubi to anime niezwykłe i trochę niedocenione – jego obecność przeszła w świecie praktycznie bez echa, a szczerze mówiąc to chyba właśnie ono najbardziej zasługuje na uwagę w poprzednim sezonie. Niesamowicie wzruszająca i działające na człowieka historia o postaciach, która łatwo bezgranicznie pokochać. Definitywnie pozycja obowiązkowa dla ludzi, którzy lubią oglądać poruszające opowieści – Ci zaś, którym się wydaje, że płacz nie jest dla nich… cóż… aż mam ochotę powiedzieć: „chcesz się założyć?” XD Jedyne co było trochę słabo rozwiązane, to same kilka ostatnich sekund – pozostawiono duże niedopowiedzenie, a zmuszanie widzów do sięgnięcia po light novelkę tylko po to, żeby wyjaśniać sobie zawiłości anime, nie jest moim zdaniem dobrym rozwiązaniem, bo to jednak dwa osobne medium. Oczywiście osobiście popędziłabym czym prędzej przeczytać książkę, gdyby była taka możliwość, bo czuję teraz wielki głód na Kaminai (choć zakończono w całkiem niezłym punkcie), ale niestety nie jest ona nigdzie dostępna w żadnym normalnym języku (poza 2 pierwszymi tomami… shit, muszę się porządnie wziąć za ten mój japoński :/). Szczerze mówiąc, gdybym miała być totalnie obiektywna, to pewnie anime to dostałoby ode mnie ósemkę – tak chciałam postąpić przez wszystkie odcinki, jednak ostatni ep roztrzaskał moje serce na milion kawałków, a tym samym wypracował dla KnIN ocene o stopień wyższą :) Polecam, polecam i jeszcze raz polecam – seria dla fanów tajemniczych wątków, ciekawego pomysłu na świat i fajnych relacji między postaciami (rodzinnych, przyjacielskich, czy romantycznych [mówicie co chcecie, ja swój ship mam! :D]).

OCENA PO PIERWSZYM WRAŻENIU: 7+
OCENA KOŃCOWA: -9

Kamisama.no.Inai.Nichiyoubi.4

Cheers~! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 4 Październik 2013, in Anime, Posłowie, Recenzje and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 4 komentarzy.

  1. Zdecydowanie najlepsze anime sezonu już od pierwszych odcinków wciągające i naprawdę warte obejrzenia :D

  2. Mnie się niestety nie podobało. Początek, przyznaje, zapowiadał coś naprawdę odmiennego i interesującego ale cała reszta to jeden wielki sajgon. Niewyjaśnione sprawy, cała gromada niepotrzebnych postaci, fabuła była wielką sklejką najróżniejszych, dziwacznych pomysłów (oraz pełna dziur, że aż boli). Dwa epki o tym, trzy o tamtym i zero powiązań, oczywiście prócz motywu przewodniego tj. ratowania świata. A propos świata przedstawionego- świetny pomysł, kiepskie wykonanie. Seria powinna zostać rozłożona na 24 odcinki. Bez wątpienia dużo by na tym zyskała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: