Sezon letni ’13 – przegląd cz.03 :)

Kamisama no Inai Nichiyoubi top

Miałam się dzisiaj obijać, a zamiast tego malowałam płot czarną farbą – wyobrażacie sobie pewnie jak wyglądała moja mina, kiedy brat spojrzał na mój żałosny stan i z pożałowaniem na twarzy zapytał czemu nie ubrałam rękawiczek ;P Taaaaa… kiedy już się wypucowałam rozpuszczalnikiem (nie pytajcie ile to trwało ^^”), stwierdziłam, że jedyne na co mam ochotę to wyłożyć się na kanapie i coś obejrzeć, bo padam z nóg! Przy okazji dopisałam wreszcie tą notkę, bo już tak od kilku dni się nad nią głowię i nic nie mogę wymyślić.

Tym razem zerkniemy na trzy premiery z sezonu letniego: piękne Kamisama no Inai Nichiyoubi, inne wydanie opowieści o demonach Makai Ouji: Devils and Realist oraz nowe dziecko Hiromu Arakawy Gin no Saji. Jeszcze mam z 5-6 serii, które chcę sprawdzić, więc można się spodziewać co najmniej 2 kolejnych przeglądów :)

Przy okazji chciałabym też z tego miejsca podziękować wszystkim za wspaniałe życzenia urodzinowe dla DU :) Pozdrawiam zarówno stałych bywalców, jak i osoby, które pokusiły się o swój pierwszy komentarz. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa – są one najlepszą pod słońcem motywacją, bym przyłożyła się do dalszego prowadzenia bloga ^^

Kamisama no Inai Nichiyoubi – Odcinki 01-02

Kamisama no Inai Nichiyoubi - 01

OPIS: W niedzielę Bóg opuścił świat. W wyniku tego nikt nie może ani umrzeć, ani się urodzić. Mała dziewczynka, Ai, jest opiekunką-grobów wioski w której mieszka. Udało jej się przygotować 47 grobów – po jednym dla każdego mieszkańca w razie ich ewentualnej śmierci. Pewnego dnia przybywa tam chłopak, który przedstawia się jako “Hampnie Hambart, ‘Pożerająca Ludzi Zabawka’”, co przypadkowo pokrywa się z imieniem, jakie przekazała Ai matka mówiąc, iż tak nazywa się ojciec dziewczyny. Nieznajomy bez żadnego powodu morduje wszystkich mieszkańców wioski… Co to wszystko ma znaczyć???

OPINIA: Anime opiera się na zmienionym wstępie do Księgi Rodzaju, czyli opowieści o stworzeniu świata. Wersja z Kamisama no Inai Nichiyoubi wymienia kolejne elementy, które powstawały wraz z następującymi dniami, by wreszcie dotrzeć do niedzieli, gdzie to Bóg oznajmił, że proces twórczy jednak mu nie wyszedł, więc porzuca swoje „dzieło” i niech się dzieje co chce. W wyniku tego wydarzenia ludzie przestali się rodzić oraz umierać – tym samym nawet ktoś po śmiertelnej ranie postrzałowej mógł dalej funkcjonować, jednak po troszku zaczynało pochłaniać go szaleństwo. Jedynymi osobami mogącymi złożyć takich nieszczęśników na wieczny spoczynek, są Opiekunowie Grobów – dokonują tego zasypując trumnę za pomocą swojej specjalnej łopaty. 12-letnia Ai jest córką takiej Opiekunki, zaś po śmierci matki przejmuje jej funkcję. Problemy jednak zaczynają się, gdy do wioski dziewczyny przybywa tajemniczy nieznajomy, który morduje wszystkich mieszkańców i nie wydaje się być tym przesadnie przejęty. Definitywnie to właśnie owy Hampnie Hambart zdaje się być najciekawszą postacią – chłopak ma chaotyczny charakter, robi co chce i ciężko go rozgryźć. Daisuke Namikawa naprawdę cudownie wypadł w tej roli! Już dawno się słyszałam go robiącego taki lekko postrzelony/psychopatyczny głos :] Małą Ai, która mówi co jej ślina na język przyniesie, za to łatwo polubić, bo dostarcza widzowi powodów do prychania śmiechem i rozładowuje napięta atmosferę. Jednakże ciężko pozbyć się wrażenia, że czegoś brakuje w sposobie opowiedzenia tej serii – w niektórych momentach czułam się trochę zagubiona tym co się dzieje i nie mogłam zrozumieć skąd się nagle wziął taki rozwój wydarzeń (ja rozumiem, że to jest „mystery”, ale bez przesady z robieniem widzom wody z mózgu :P). Najbardziej interesującym elementem tego tytułu jest bezapelacyjnie grafika – Madhouse zaszalał *____* Tła powalają: kolory, gra świateł, coś niesamowitego! Mamy też ładny projekt postaci, bardzo przypominający to co zaprezentowali w Oda Nobuna no Yabou. Jedyne czego można się doczepić, to trochę za wysokie czoła, które wywołują wrażenia, jakby bohaterowie mieli za duże głowy. Jako OP dostajemy całkiem niezły kawałek od Eri Kitamury, „Birth”, a OST sam w sobie robi dobre wrażenie. Definitywnie będę oglądać dalej – anime oparte jest na light novelkach, więc jest obawa, że za bardzo potną historię i wyjdzie coś niezrozumiałego, ale póki co Niedziela Bez Boga zapowiada się interesująco. Warto zerknąć choćby dla pięknej grafiki oraz fajnych postaci (kto mi powie z kim kojarzy się z wyglądu Hampnie??? Gryzie mnie to przez cały czas, ale nie potrafię na nic wpaść! …może trochę z Lelouchem?) – niby głowy nie urywa, ale jest to ciekawsza propozycja tego sezonu.

WSTĘPNA OCENA: 7+

Makai Ouji: Devils and Realist – Odcinki 01-02

Makai Ouji - Devils and Realist - 01

OPIS: Historia obraca się wokół Williama, potomka arystokratycznej rodziny posiadającego niezwykłą inteligencję. Pewnego dnia jego wujek, za sprawą nieudanego przedsięwzięcia, traci praktycznie cały swój majątek. Obawiając się, że dobre imię jego rodziny zostało zszargane, William wraca do swojego domu razem z towarzyszącym mu lokajem, mając na celu znalezienie cokolwiek co można by sprzedać i choć trochę podreperować rodzinny budżet. Przeszukiwanie posiadłości owocuje odnalezieniem podziemnego pokoju wybudowanego tam przez jego przodków. Znajduje się tam magiczna pieczęć, dzięki której naszemu bohaterowi nieświadomie udaje się przywołać demona. Istota ta informuje go, że jego imię brzmi Dantalion i wyjawia, iż William jest tzw. Elektorem, osobą posiadającą prawo do wyznaczenia następnego władcy świata demonów.

OPINIA: To jest anime, które można podpiąć pod definicję serii-średniaka. Jest ok i pewnie obejrzę je do końca, ale tak naprawdę nie ma żadnej cechy, która wybiłaby je z tłumu. Mam trochę wrażenie, że można by było je porównać do adaptacji Karnevala – bez szału, ale sympatyczne. Tak samo jak w tamtym przypadku, wydaje mi się, że manga jest sporo lepsza, dlatego dam jej później szansę, skupmy się jednak jeszcze na moment na wersji animowanej. Makai Ouji ma zgrabny podtytuł „Devils and Realist”, co bardzo dobrze podsumowuje fabułę tejże serii. William to bardzo twardo stąpający po ziemi człowiek, realista z krwi i kości, który nagle się dowiaduje, że jest kolejnym wcieleniem Króla Salomona – z tej przyczyny posiada prawo wyboru kolejnego władcy piekła (zastępstwo jest potrzebne, ponieważ aktualnie rządzący Lucyfer zapadł w długi sen). On jednak, jak można się domyślić, wcale nie wierzy w te „bujdy”, bo przecież nie ma czegoś takiego jak diabeł i magia! Przed Dantalionem oraz innymi mieszkańcami świata demonów pojawił się więc problem – bo nie dość, że każdy z nich chce przekonać chłopaka do poparcia swojej kandydatury, to jeszcze najpierw muszą w ogóle skłonić go do współpracy i porzucenia jego naukowego myślenia. Bohaterowie tworzą całkiem niezłą paczkę, ale powiedzmy sobie szczerze, tak naprawdę urok tkwi tu w zderzeniu dwóch różnych sposobów myślenia: okultyzmu i realizmu (stąd też biorą się elementy komediowe). Choć młody Twining w innej serii byłby irytujący, tu dobrze się sprawdza jako ten balans dla zwariowanych demonów. Graficznie znów przeciętnie. Seria nie jest brzydka, a nawet ma całkiem ładne tła, ale projekt postaci wydaje się czasem trochę toporny. Średnio też podobają mi się ujęcia z profilu, a kolorom jakby brakowało wyrazistości (no i wyjaśni mi ktoś o co chodzi z tą przemianą demonów ala magical girls? hahahaha). Tak OP jak i ED śpiewa grupa devils and realist utworzona z seiyuu bohaterów, o dziwo jednak obie piosenki są przyjemne – bawiło mnie, że najbardziej oczywiście rzucał się w uszy głos Tetsuyi Kakihary :) Jak już jesteśmy przy aktorach – znajdzie się tu zaskakująco sporo znanych nazwisk z Takumą Terashimą, czy FukuJunem na czele. W gruncie rzeczy jest to kolejny przedstawiciel popularnego ostatnio gatunku: shoujo z elementami serii akcji. W obsadzie tak więc mamy samych facetów o różnorodnych typach urody oraz intrygę, która pcha ten tytuł do przodu (bo zbyt wiele shouneno-podobnych walk to bym się nie spodziewała). Można rzucić okiem przy odrobinie wolnego czasu :)

WSTĘPNA OCENA: 6

Gin no Saji – Odcinek 01

Gin no Saji - 01

OPIS: Yugo Hachiken marzy o życiu z dala od swojej rodziny, więc postanawia wykorzystać okazję i przenosi się do rolniczej szkoły z internatem. Chłopakowi się wydaje, że nieważne co każą mu się uczyć, jego talent do nauki pomoże przezwyciężyć każde problemy, które się przed nim pojawią. Dość szybko okaże się, iż nie mógł się bardziej mylić! Wychowany jako mieszczuch, musi zmierzyć się z niekonwencjonalnymi prawdami o rolniczym życiu, jakie przyjdzie mu odkryć w nowej szkole. Baw się dobrze śledząc kolejne przygody Yugo, kiedy to stara się dotrzymać kroku w nauce swoim nowym przyjaciołom, dziedzicom wielkich majątków ziemskich, od dawna zaznajomionym z brutalnym światem życia na wsi. Bez żadnego konkretnego celu ani zrozumienia rolniczych realiów, jak Hachiken poradzi sobie w nowej sytuacji? Opowieść o pocie, łzach i umorusanej błotem młodości czas zacząć!

OPINIA: Hiromu Arakawa to autorka epickiego shounena Full Metal Alchemist. Po szokującej historii o dwóch braciach, którzy naruszyli najgorsze tabu z możliwych, próbując wskrzesić zmarłą matkę, dostajemy opowiastkę o mieszczuchu rozpoczynającym naukę w szkole rolniczej. Światy jednego i drugiego tytułu nie mogły być sobie bardziej odległe, jednak tu właśnie widzimy prawdziwy kunsz Pani Arakawy – nie ważne o czym jest historia, liczy się sposób w jaki autor potrafi ją zaprezentować, a ona radzi sobie z tym niesamowicie dobrze :D Zapewne ważnym elementem jest fakt, że pochodzi ona z rolniczego Hokkaido, a więc wiedzy o temacie odmówić jej nie można, zaś wrzucenie w te realia oderwanego od świata Hachikena to świetne posunięcie. Przez pierwszy odcinek obserwujemy jak nasz nieporadny, wychowany w mieście chłopak, musi zmierzyć się z życiem na wsi. Zagwozdka skąd biorą się jajka, czy fakt zabijania zwierząt dla jedzenia – nasz biedak nie wie co o tym wszystkim myśleć! Do tego wszyscy pozostali uczniowie to dziedzice majątków ziemskich marzący o przejęciu rodzinnych interesów. Mają motywację, której Yugo brakuje. Mocną stroną produkcji jest humor – jeśli podobał nam się typ komedii zaprezentowany w FMA, tutaj dostajemy coś bardzo podobnego, tak więc ja leżałam ze śmiechu przez większą część odcinka oglądając sieroctwo Hachikena XD Myślę też, że spory ubaw będą mieć osoby mieszkające na wsi, albo chociaż zaznajomione z tym jak funkcjonują gospodarstwa rolne (aka ktoś-kto-chociaż-wie-jak-wygląda-krowa, jakby to powiedział mój tata ;P), ponieważ to naśmiewanie się z niewiedzy i ignorancji co poniektórych ludzi wychowanych typowo w mieście (oczywiście bez obrazy dla osobników ogarniętych XD) to chyba coś z czym każdy z nas miał do czynienia ;> Ciężko mówić o fabule w stosunku do tego tytułu, jako że wydaje się on opierać głównie na postaciach – szkoła rolnicza będzie tłem dla ewolucji charakteru Hachikena oraz zacieśnianiu więzów z resztą uczniów. Widziałam sporo osób narzekających na kreskę – nie wiem czego się tu czepiać, ponieważ jest to klasyczna Arakawa ^^ Rysowanie dość proste, ale moim zdaniem naprawdę schludne i ładne (niektóre postacie wręcz przypominają bohaterów FMA). Jeśli chodzi o muzykę, to naprawdę podobał mi się ending (Sukima Switch „Hello Especially”), za to OP był sympatyczny, ale trochę nie w moich klimatach. No i nie można nie wspomnieć o Ryouheiu Kimurze – spisał się świetnie i naprawdę dobrze go dobrano! (a to przecież jednocześnie Kise, czy Judal!) Gin no Saji, czy też Silver Spoon, to definitywnie tytuł, który TRZEBA obejrzeć! Nawet jeśli wydaje Ci się, że taka tematyko kompletnie Cię nie rusza (bo jak można zrobić ciekawe anime o rolnictwie?!), to naprawdę sugeruję dać mu szansę – możecie być przyjemnie zaskoczeni :)

WSTĘPNA OCENA: 8+

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 16 Lipiec 2013, in Anime, Pierwsze Wrażenie and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 5 komentarzy.

  1. Tak długo, długo czekałam na „Gin no saji” i bałam się, co z tego wyniknie, ale muszę powiedzieć, że to cudne jest! Humor przede wszystkim, postaci no i w ogóle oryginalne to jest, nie ma co :) Jestem wielką, wielką fanką tej serii już po pierwszym odcinku. Arakawa mnie nie zawiodła. Kunszt… to bardzo dobre określenie jest. „Kamisama no Inai…” – jestem po pierwszym odcinku i pan Hampnie jest tak cudny, że to właśnie przez niego mam zamiar oglądać to anime dalej (ale o tym już Ci chyba wspominałam ^^). Ogólnie wydaje mi się troszeczkę pokręcone, dziewczynka z łopatą :D (mam dziwne skojarzenia). „Makaji ouji” – jakoś mnie nie przyciąga, a poza tym oglądam w tym sezonie tak dużo serii (a drugie tyle jeszcze przede mną), więc chyba sobie daruję.

  2. Jak na razie z tych 3 wymienionych anime widziałam tylko Silven Spoon (czekałam na ten tytuł łohoho i jeszcze trochę – w końcu co z tego że widziałam już te wydarzenia w mandze, w anime też chciałabym to obejrzeć) i przyznaję, że się nie zawiodłam – jedynie opening niezbyt mi się spodobał, a to dlatego że jak dla mnie był on zbyt… spokojny. Po przeczytaniu Twoich opinii zerknę jednak także na Kamisama no Inai Nichiyoubi – zapowiada się ciekawie, szczególnie po tym jak wyczytałam że Daisuke Namikawa ma w nim swój udział. :)

  3. W tym sezonie jestem zainteresowana:
    Gin no saji (jakby nie było – przecież to Hiromu Arakawa!)
    Makai Ouji: Devils and Realist (z czystej ciekawości zajrzałam do pierwszego odcinka)
    Danganronpa – może jeszcze spojrzę :)
    Kimi no Iru Machi – aczkolwiek nie jestem pewna, czy wytrzymam z tą grafiką…

    O dziwo nie zainteresowało mnie Blood Lad

    • @suspicious plum
      Arakawa wymiata XDDD FMA i pl przekład od Pawła Dybały zawsze mnie rozkładały na łopatki :D
      Dokładnie, MO to taka seria, że tak naprawdę niczego szczeólnego nie tracisz z niej rezygnując, a w tym sezonie jest tyle rzeczy od oglądania, że nie ma co się przejmować! ^^

      @mitsuchama
      Kamisama no Inai Nichiyoubi naprawdę daję radę, a dla tej pięknej grafiki naprawdę warto zerknąć :) Co się zaś tyczy Gin no Saji – jak widzę jesteś „czytaczką” mangi ^^ Osobiście przeczytałam tylko kilka pierwszych rozdziałów jak seria dopiero zaczynała wychodzić, ale już widzę, że po zakończeniu anime (na całe szczęście ma 2 sezony, czyli jakieś 22-24 odcinki ^^) chętnie do niej powrócę!

      @Martunka
      To Hiromu Arakawa, która daje radę! :D Jak widać ta Pani nawet z najnudniejszej tematyki potrafi zrobić majstersztyk [śmiech]
      Jeśli chodzi o Kimi no Iru Machi to nie jesteś sama w tych odczuciach – pierwszy odcinek mnie niemiłosiernie wynudził i tak jak piszesz, ma bardzo marną grafikę.

      Pozdrawiam~! ^^

  4. To może ja zacytuje siebie kiedy to pisałam o moich planach letnich: „- Makai Ouji: Devils and Realist – może…. sama nie wiem co z tego urośnie, ale jest Fukuyama Jun więc może…”
    No i tego… może… ujmijmy to tak… w pierwszym epku się zakochałam (podczas pierwszej sceny FANGIRL MODE mi nie dał żyć, ale to nic xD), podczas drugiego cieszyłam się jak głupia, na trzecim epku płakałam ze śmiechu, a ogólnie się zachwycam. Podejrzewam, że masz racje z tym, że to seria-średniak, ale ma to coś co mnie przyciągnęło i nie puszcza. Dość powiedzieć, że jak miałam dzisiaj opóźnienie tygodniowe to najpierw rzuciłam się na Makai Ouji, a reszta była w dalszych planach (choć już prawie wyrównałam :P).
    Postacie męskie to perełki (ze świecą żeńskich szukać, chyba żeby liczyć Gillesa De Rais – no Grell z Kuroshitsuji mi się nasuwał jak diabli xD). William realista konta piekło = humor gwarantowany. Przy okazji pamiętasz jeszcze okularki Staza w pierwszym epku Blood Lad? Tak wyglądały moje oczy przy każdej retrospekcji. Już nie mówię o moich BL skojarzeniach, ale te bishe!
    Przecudny Solomon czy Sitori – aniołeczek mój xD

    Makai Ouji jak widać jest absolutnie bezpieczne jeśli chodzi o pozycje na mojej liście watching :) Trzeba się za mangę brać ;)

    Kamisama no Inai Nichiyoubi – nie zawiodłam się. Namikawa Daisuke dał popis jak to on ;) Seria śliczna, muzyka świetna, „młoda” i jej ‚wnioski” powalają xD Oglądałam jeszcze PreAir z tej serii tydzień wcześniej i już wtedy byłam zachwycona, a ujrzeć te kolorki i tła w HD to jest dopiero coś! :) Seria faktycznie trochę zagmatwana, ale póki co jeszcze totalnie się nie zgubiłam – wszytko przede mną. Co do bohatera ja ci tu rację przyznam… on mi się też od początku z kimś kojarzy i już 3 tydzień nie mogę sobie uświadomić z kim, hmm z Lulu chyba jednak nie, może to kiedyś rozgryzę! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: