Posłowie: Suisei no Gargantia – w poszukiwaniu człowieczeństwa

suisei-no-gargantia 01

Ilość odcinków: 13
Data premiery: 7 kwietnia 2013
Kategoria: akcja, dramat, romans, sci-fi, mecha

Przepraszam za off-topic, ale muszę to napisać… OBRONIŁAM SIĘ!!! :D Oficjalnie mam licencjat – jeszcze nie wiem jak się z tym czuję, bo chyba nie do końca to do mnie dotarło, ale miło móc pierwszy raz od dawna wyłożyć się na słoneczku z książką i szklaneczką soku, odprężyć i niczym nie przejmować :)

Stąd też moje postanowienie, by teraz ostro zabrać się za pisanie tekstów na bloga! W najbliższym czasie będą same Posłowia i Pierwsze Wrażenia, wiec przygotujcie się na świeżą dawkę notek :> Zaczynamy od Suisei no Gargantia, serii, która dla jednych okazała się czymś nad wyraz przyjemnym, innych mocno rozczarowała. Wszystko zaś zależy od naszych oczekiwań – czego więc można się po Gargantii spodziewać? Zobaczcie sami ^^


suisei-no-gargantia 02

OPIS: Historia ta rozpoczyna się w odległej przyszłości, w najdalszych zakątkach galaktyki. Ludzkie Przymierze Galaktyczne cały czas usilnie walczy o przetrwanie z groteskową rasą istot zwanych “Hideazu”. Podczas zażartej bitwy, młody porucznik Ledo oraz jego humanoidalna broń-robot, Chamber, zostają pochłonięci przez nagłe zachwianie czasoprzestrzenne. Budząc się ze sztucznie wywołanej hibernacji, chłopak zdaje sobie sprawę, że znalazł się na Ziemi – planecie na zagubionych krańcach galaktyki. Ponieważ jest ona całkowicie zalana oceanami, ludzie żyją na połączonych we floty ogromnych statkach, wyławiając z morskich głębin relikty z przeszłości by móc jakoś przetrwać. Ledo ląduje na armadzie zwanej Gargantia. Nie mając pojęcia o historii, czy kulturze tajemniczej planety, jest zmuszony zamieszkać z Amy, 15-latką służącą jako goniec na pokładzie Gargantii. Dla chłopaka, który nie zna niczego oprócz wojny, powoli przemijające, spokojne dni są powodem do wielu zdziwień.

FABUŁA: Największym plusem dla jednych, a bolączką dla drugich jest gatunek Gargantii. Po plakacie można by pomyśleć, że jest to kolejne, typowe anime z wielkimi robotami w roli głównej, nic jednak bardziej mylnego. Osobiście uwielbiam zabieg zastosowany w tej serii, ponieważ nie jestem fanką mecha – tytuł ten to tak naprawdę w większej części dramacik obyczajowy o chłopaku, będącym kolejnym pionkiem na wojennej szachownicy Galaktycznego Przymierza, nagle zmuszonym do zmierzenia się z „normalnym życiem”. W niejednej sytuacji okaże się, iż owe „normalne życie” jest dla niego problemem nie do przejścia ;) No bo po co nam pieniądze? Albo jak można się zachwycać jedzeniem, skoro to tylko sposób na uzupełnienie energii? Przez kolejne odcinki podziwiamy próby Ledo w zintegrowaniu się z mieszkańcami floty statków o nazwie Gargantia, a motyw naparzania się Gundamo-podobnych-tworów odchodzi w odstawkę, co powitałam z otwartymi ramionami. Chamber, aka nasz wielki robot, oczywiście ciągle jest ważną postacią, ale przez większą część epizodów służy raczej za pomoc transportową, czy wielki grill, a nie potężną broń siejącą zniszczenie we wręcz atomowej skali. Motyw slice-of-life nie jest jednak wszystkim, a pod koniec serii dostaniemy odpowiednią ilość ujawnionych tajemnic (rewelacja w sprawie Hideazu mrozi krew w żyłach, nawet jeśli choć trochę domyślamy się takiego rozwoju wypadków) oraz scen akcji, by móc nacieszyć oczy dynamiką na ekranie. Musze jednak przyznać, że to nie w tym tkwi siła Gargantii, a w dialogach – pogratulować tak świetnie napisanych tekstów ^^ Absolutnie pochłaniałam długie rozmowy bohaterów lub rozmyślania o naturze ludzkości, ustrojach politycznych, czy sensie istnienia. Coś wspaniałego, a tym bardziej uderza człowieka, że najistotniejsze kwestie padają z „ust” Sztucznej Inteligencji. Ten filozoficzny akcent oraz drobny symbolizm tu i tam (jak np. nazwa „Hideazu” kojarząca się z japońskim słowem „hidoi” znaczącym coś „obrzydliwego/odrażającego” – dopiero później dociera do nas, że taki dobór nazewnictwa z fabularnego punktu widzenia może nie być przypadkowy) były prawdziwą esencją tego anime.

POSTACIE: Największy nacisk położono oczywiście na Ledo – jako że jest nieobyty i zagubiony pośrodku całkowicie nieznanej mu cywilizacji, najłatwiej nam zauważyć zachodzące w nim zmiany. Dużo osób narzekało na bardzo wolne tempo pierwszej połowy serii i jej obyczajowy klimat, ale moim zdaniem bez tej części, która służyła pokazaniu jak z bezdusznej lalki, nasz bohater zmienia się we w miarę normalnego człowieka, Gargantia nie miałaby sensu. Dzięki tym spokojnym odcinkom później jasno widać dlaczego Ledo postępuje tak, a nie inaczej – za to duży plus, bo zaserwowano naprawdę ładny rozwój postaci. Ogólnie obsadę mamy dość sporą jak na jedno-sezonowe anime – Amy jest dość stereotypową, optymistyczną bohaterką, jednak podobał mi się ten leciutki wątek miłosny, który nam z nią zaserwowano. Pani coś-ala-kapian Ridget nie wzbudziła we mnie przesadnych emocji, choć miała ważną rolę do odegrania – już bardziej polubiłam przebojową, choć dużo bardziej poboczną, Bellows. Definitywnie ciekawie prezentuje się też Pinion, który choć jest dupkiem, widać że chce swoimi działaniami osiągnąć konkretny cel. Jednak i tak absolutnie najlepszą postacią jest nie kto inny jak Chamber – tak świetnie zaprojektowanego SI dawno nie widziałam ^^ To właśnie do niego najłatwiej się przywiązać. Jego słowa najbardziej zapadają w pamięć. Choć nic co robi nie wskazuje, żeby wykraczał po za schemat swojego programu, aż ciężko wyzbyć się wrażenie, że jest jednocześnie niesamowicie ludzki :)suisei-no-gargantia 03

GRAFIKA: Cudo. Śliczne tła – nocne, rozgwieżdżone niebo, czy też przeróżne morskie panoramy z wielką flotą statków w dalszym kadrze wyglądają pięknie. To samo tyczy się też bliższych ujęć z Gargantii. Bardzo fajnie oddano klimat takiego lekko pordzewiałego kontenerowca – nie wygląda on jak Porsche prosto z salonu, a raczej kilkunastoletnia, wysłużona bryka, która już swoje przeszła, ale właściciel nigdy by jej nie zamienił na nic innego :) Projekt postaci nie jest ani przesadnie ekscesywny, ani do bólu prosty. Nie upiększano wszystkich na siłę, bo faceci ciągle wyglądają jak faceci ;P Duży plus za brak żadnych długowłosych bishów – widać, że design jest całkiem wiarygodny, tak więc króluje prostota i wygoda, tak jeśli chodzi o ciuchy jak i fryzury. Jest to też dobry argument, żeby przymknąć oko na fanservice (głównie 2 odcinki mają go sporo, reszta jest ok) – przy funkcjonowaniu w ciągłym upale wiadomo, że postacie nie będą przesadnie zakryte ;>

MUZYKA/GŁOSY: Ile razy mówiłam, że Tomokazu Sugita idealnie się nadaje do grania sztucznych inteligencji? :) Jego głos wydaje się być stworzonym do tego, by przepuścić go przez jakiś syntezator i kazać mu udawać robota! <wniosek wysnuty po roli Switcha w SKET Dance ^^> Warto też wspomnieć, iż choć seiyuu Ledo jest nowy w branży, spisał się bardzo dobrze. Sław jednak nie zabrakło, bo oprócz Sugity, możemy tu też usłyszeć Katsuyukiego Konishi świetnie pasującego do roli Piniona. Iwashiro Taro, Pan odpowiedzialny za ścieżkę dźwiękową, nie wydaje się być przesadnie znany, ale stworzył naprawdę przyjemny soundtrack, który dobrze komponuje się z tym co widać na ekranie. Co innego jednak tyczy się openingu i endingu – dwie spokojne pioseneczki wyleciały mi z głowy równie szybko co się w niej pojawiły. Interesującym zabiegiem dźwiękowym było wprowadzenie różnych języków, którymi się posługiwali odpowiednio mieszkańcy Gargantii oraz Ledo. Kiedy oglądaliśmy wydarzenia z perspektywy którejś z tych stron, ta druga wydawała się mówić niezrozumiałym zlepkiem literek, co tworzyło ciekawy efekt ^^ (niestety później nie jest już używany, gdyż nasz bohater uczy się ziemskiego języka, nie da się jednak zaprzeczyć, że seiyuu Ledo, Kaito Ishikawa, brzmiał bardzo fajnie kiedy musiał udawać, że kaleczy japoński ;D).

PODSUMOWANIE: Suisei no Gargantia nie jest serią bez wad – w kilku miejscach zdarzyło mi się przewracać oczami na głupotę, którą wykazywali się mieszkańcy floty (najlepszy przykład? Zrąbali Ledo, że zabił atakujących ich piratów, a kiedy następnym razem zrobił tak jak chcieli, „ci źli” zdemolowali im pół statku i już wszystko było dobrze ^^”), ale nie ważne czy oglądałam odcinki obyczajowe, czy te z większą dozą akcją – nigdy nie czułam znudzenia. Może rozplanowanie faktycznie mogło być lepsze, ale cudna końcówka nadrabia ewentualne wcześniejsze braki. Przez to jak mało jest ostatnio serii o satysfakcjonującym zakończeniu, jeśli już jakaś się trafi, definitywnie trzeba ją za to chwalić. Ostatni odcinek wycisnął ze mnie kilka łez i przypomniał słowa Gena Urobuchiego (faceta słynącego z wybijania połowy obsady oraz depresyjnych zakończeń), w które wcześniej nie wierzyłam. To miało być „leczące” anime i, zaskakująco, właśnie takie było. Przeznaczone dla osób około 20 roku życia, którzy pełni niepewności mają wkroczyć w dorosłe życie i potrzebują tego przyjacielskiego klepnięcia po ramieniu i zapewnienia, że świat nie jest wcale taki straszny, ani oni na pewno jakoś sobie poradzą. Wierzcie lub nie, ale oglądałam Gargantię w dwa dni przed obroną mojej pracy licencjackiej, ważnego punktu mojego życia i naprawdę poczułam się podniesiona na duchu ^^ Prawdziwa perełka, która pokazuje motyw człowieczeństwa z ciekawej perspektywy! Jeśli tak mają wyglądać anime mecha, to mogłabym je oglądać codziennie :)

OCENA PO PIERWSZYM WRAŻENIU: -9
OCENA KOŃCOWA: -9

suisei-no-gargantia 05

Cheers~! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 4 Lipiec 2013, in Anime, Posłowie, Recenzje and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink. 8 komentarzy.

  1. Gargantia jest na pewno nietypowa. Łączy w sobie kilka gatunków, przez co istniało potencjalne ryzyko, że ani nie zadowoli fanów mecha, ani do końca nie usatysfakcjonuje fanów slice of life. A jednak – udało się tutaj dokonać mieszanki, w której zachowano niezwykle zdrowe proporcje. Osobiście też zdecydowanie bardziej przemawiała do mnie obyczajowa strona tej produkcji, dlatego nie miałam nic przeciwko „zapychaczom”, jakich było sporo w okolicach połowy serii. Gdyby jednak w ten sposób poszło już do końca, odczuwałabym pewien niedosyt, jako że początek tak silnie powiązany z Ludzkim Przymierzem Galaktycznym, sugerował, że to ważny wątek dla naszego bohatera. Dlatego też wydaje mi się, że osiągnięto tutaj ten rodzaj kompromisu, który powinien zadowolić bardzo wiele osób. Zwłaszcza, że przy tym wszystkim seria i poruszane w niej dylematy przedstawione zostały naprawdę w inteligentny sposób.

    Bohaterowie faktycznie zostali skonstruowani w sposób bardzo przyjemny. Ledo był wiarygodny w swoich zachowaniach, w stopniowym dostosowywaniu się do reguł rządzących nowym światem i do stale nieopuszczającego go poczucia obowiązku i użyteczności – było mi go naprawdę szkoda, gdy tak długo nie mógł znaleźć na Gargantii miejsca, w którym byłby komuś potrzebny i przydatny.
    Chamber, choć był przecież tylko robotem, okazał się niezwykle inteligentną i głęboką postacią – na ile oczywiście pozwalały na to warunki. Ostatni odcinek szczerze mnie zaskoczył – patrząc zarówno na niego, jak i na Strikera, nachodziły mnie myśli o tym, gdzie kończy się Sztuczna Inteligencja, a zaczyna inteligencja normalna, wiążąca się z samodzielnym podejmowaniem decyzji.
    Trochę gorzej wypadła reszta bohaterów – byli po prostu szalenie schematyczni, choć rozumiem, że tak mała liczba odcinków i tak silna koncentracja na Ledo, nie mogła pozwolić na to, by zrobiono z takiej na przykład Amy postać złożoną, wielowymiarową.

    Co do animacji, faktycznie można się długo zachwycać :) Kiedy dowiedziałam się, kto odpowiada za charadesign w serii, trochę się bałam potwornego przeładowania fanserwisem. Szczęśliwie obyło się bez tego, ale to chyba głównie z tej przyczyny, że głównym bohaterem był chłopak – bo jeśli tak popatrzeć po kobietach z Gargantii, znaczna ich ilość przytłacza wręcz rozmiarami swoich klatek piersiowych :P Niemniej design postaci był śliczny :)

    Mimo delikatnych niedociągnięć, to naprawdę świetna seria. I fajnie, że Urobuchi jednak na koniec nie wyrżnął połowy obsady :P W finale byłam wręcz pewna, że może i Ledo uniknie śmierci, ale Pinionowi nie wróżyłam niczego dobrego – a tu proszę, miła niespodzianka ;)

    A tak na marginesie, gratulacje z okazji licencjatu :) Ale proszę, nie pisz zbyt często o tym, jak dobrze leży się i relaksuje na wakacyjnym słoneczku z książką – wyć mi się chce, gdy myślę o tym, ocierając z czoła pot i pracując codziennie w swoim nieklimatyzowanym biurze, z perspektywą zaledwie dwóch tygodni urlopu podczas całego lata :P

  2. Powiem szczerze, że ostatnimi czasy nie oglądam anime na bieżąco. Zniechęcam się najczęściej po jednym odcinku. Lecz gdy przeczytam pozytywną opinię na temat danej produkcji chętnie się z nim zapoznam. Właściwie są tylko dwa źródła takich informacji – tanuki i dreamuniverse (dlatego bardzo się cieszę, że będziesz teraz wrzucała na bieżąco wpisy).
    PS> Gratuluję :)

  3. Popieram wypowiedź Martunki, ja też czerpię wiedzę o tym co warto obejrzeć z tanuka i dreamuniverse więc cieszy mnie zapowiedź o regularnych notkach :). Oczywiście gratuluję obronienia się, jeszcze pamiętam jak to było jak mi się udało obronić swoją pracę, aczkolwiek nie wylegiwałam się potem na słońcu, bo obronę miałam w październiku :P, tym bardziej radzę nacieszyć się labą i wakacjami :)

    • @Lin
      Aż niesamowite, że „głupie” anime może wywołać w człowieku filozoficzne przemyślenia.
      Muszę się przyznać, że też przewidywałam, iż Pinion nie dotrwa do końca – nawet w pewnym momencie tak to przedstawiono, że ma zamiar zostać i się poświęcić, ale widać, tym razem naprawdę Urobucher pohamował swoje rzeźnickie zapędy xP Jednak nie obyło się bez „śmierci” mojej ulubionej postaci, więc i tak postawił na swoim ;]
      Wiesz, ten fanservice po za tymi 2 odcinkami przy środku serii jakoś nie był aż tak straszny – chyba wszystko poszło w end-arty, które w niektórych przypadkach faktycznie pojechały po bandzie ^^”

      Haha dziękuję bardzo i postaram się publicznie nie rozpływać w swoim lenistwie ;D …szczególnie, że teraz to same burze i deszcz, więc „słoneczka” nie ma, nawet jeśli bym go chciała [to się nazywa uczciwość ;>]

      @Martunka
      Postaram się wywiązać z obietnicy – teraz, kiedy nie wiąże mnie już deadline „bo trzeba oddać nowy rozdział promotorowi!!!!!”, mogę zająć się pisaniem przyjemniejszych rzeczy ^^
      Dziękuję :)

      @kawajka
      Już pracuję nad pierwszymi PW i bardzo mi miło, że ktoś czeka na te teksty ^^
      Dziękuję bardzo! Spadł mi wielki kamień z serca jak już wreszcie mam to za sobą :)

      Pozdrawiam~!

  4. Podsumowując – jeżeli jestem zatwardziałym oglądaczem mecha oraz obyczajówki nie są mi straszne to oglądać? :)
    Jedynym przeciwskazaniem mogła być nadmierna ciapowatość głównego bohatera – i to nie pokryta czymś w zamian ( KHR jako przykład).

    +właściwie nie znam bloga bo wpadłem tutaj wpisując parę minut temu w google „wordpress blog manga” ale gratuluję obronienia się! Sam ledwo co skończyłem sesję, i wiem co to znaczy .. inaczej nie planowałbym co obejrzeć/przeczytać/napisać :D

    • Definitywnie oglądać! :D Co prawda aspekt mecha może Cię ciut rozczarować, bo nie ma go dużo i nie jest główną siłą napędową serii, jak to zazwyczaj ma miejsce w przypadku tytułów z wielkimi robotami, ale anime naprawdę jest jedną z perełek ostatnich sezonów ^^
      Hmmm… to akurat tutaj bohater nie jest ciapowaty, tym się nie masz co przejmować. Ma bardzo fajny charakter, który dobrze odwzorowuje sytuację, a to że ma problem w odnalezieniu się w nowej sytuacji wynika z tego, że nagle znajduje się w świecie, który funkcjonuje wedle innych zasad niż on był wychowywany, a nie z powodu ogólnego nieogarnięcia :)
      (nie da się zaprzeczyć, że Tsuna to ciapa nad ciapy, ale Hyper Mode to już inna historia, dlatego nie powiedziałabym, że jego charakter całkowicie „nie był pokryty czymś w zamian” :))

      Dziękuję bardzo ^^ I nawzajem gratuluję zdanej sesji :) i…. hmmm… czy ja widzę Shinagawe w Twoim avatarze? :D Wreszcie ktoś, kto czytał YanMega!! :>

      Pozdrawiam~!

      • O, to ‚zakolejkuję’ to anime tedy :)
        YanMega? Whoa, nigdy nie wpadłem na taki skrót, zawsze pisałem Yankee-kun to… . Ale też nie trafiałem zbytnio na osoby znające ten tytuł :) . I nie czytał, a czyta.. skaranie boskie z czekaniem na tłumaczenie ;o

  5. Pamiętam, że to dzięki Tobie zaczęłam oglądać Gargantie. Przeczytałam notkę, zmaratonowałam 4 odcinki i powiedziałam „WOW!”. No i niestety po tych 4 odcinkach już zaczęło się coś psuć. Nie wyczułam tego tak szybko, ale trzeba to przyznać, że z odcinka na odcinek było już troszeczkę słabiej. Na początku bardzo podobało mi się tempo akcji, a im dalej tym wydaje mi się coraz bardziej akcja zwalniała. I tutaj jest takie dziwne zjawisko, które zauważyłam. Pomimo spowolnionej akcji, niektóre wątki rozwinęły się jakby za szybko. Tak, to tylko 13 odcinków, ale wydaje mi się, że Ledo za szybko dostosował się do ziemskich warunków. Chociaż cały czas był trochę dziwaczny to jednak wszystko szło mu zbyt łatwo :P Uważam, że skopany został wątek miłosny. Ja wiem, że to nie jest szojec, no ale… zabrakło mi jednak takich prawdziwych uczuć pomiędzy Amy i Ledo. Tutaj też wszystko ładnie się rozwijało i nagle bummm. Spodziewałam się czegoś więcej w zakończeniu, no ale w końcu się nie doczekałam ^^ No ok, jednak wątek miłosny nie był najważniejszy, więc przejdźmy do plusów. Ogromny, ogromny plus za grafikę. Tak pięknych kolorów moje oko już dawno nie uświadczyło. Kolejny to muzyka, nie jest to oczywiście ścieżka dźwiękowa a la Hiroyuki Sawano, ale naprawdę dźwięki były przyjemne dla uszu. Na początku też nie zapamiętałam openingu i wydawał mi się średni, ale teraz siedzi mi w głowie i co jakiś czas o sobie przypomina ^^ No i oczywiście postaci! Ledo, Chamber, Pinion… Bardzo fajną postacią był też brat Amy oraz pani piratka, lubię takie kobiety z jajem :D Fabuła faktycznie bardzo nietypowa dla mechów, ale to oczywiście też zaliczam na plus. Spodobało mi się, jak w pewnym nudnym momencie wyszła cała prawda o hideazu to było takie „wtf, chcę kolejne odcinki!”. Oczywiście zakończenie też było wielkim zaskoczeniem (pozytywnym!) Mimo kilku minusów to i tak przy Gargantii bawiłam się świetnie i moja nota jest wysoka :) Niewątpliwie perełka sezonu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: