Kalejdoskop: część 2~!

Cross-Over.miyano.mamoru

Spóźniłam się trochę z notką – inaczej miałabym idealnie pasujący obrazek ;D Nie powstrzyma mnie to jednak przed dodaniem: Wszystkiego Najlepszego Mamoru Miyano~! ^^ Wariatowi właśnie stuknęła 30-dziestka :)

Jednak do tematu – wreszcie skończyłam moją pracę licencjacką, więc w ramach [masochistycznego ;P] świętowania postanowiłam napisać coś na bloga. Dzisiaj zapraszam na tekst z króciutkimi recenzjami kilku serii, które ostatnio oglądałam i zachęcam na powtórny rzut oka na wpis z letnimi zapowiedziami. Dodałam już wszystkie daty premiery (znajdziecie je też na pasku po prawej stronie), kilka trailerów (m.in. nowe do Blood Lad, Fate/kaleid, Uchouten Kazoku, czy Free! + kilka do serii wcześniej nie posiadających PV)  oraz wymieniłam jeden plakat. Enjoy~! [jestem dzisiaj trochę monotematyczna z ocenami, ale co tam ;D]

Beelzebub

Tytuł: Beelzebub
Ilość odcinków: 60

Opis: Historia obraca się wokół “najsilniejszego młodzieniaszka spod ciemnej gwiazdy”, Ogi Tatsumiego, pierwszoroczniaka z Liceum Ishiyama – szkoły dla prawdziwych opryszków. Pewnego dnia, kiedy to chłopak spokojnie śpi sobie niedaleko rzeki, zauważa mężczyznę unoszącego się na wodzie. Kiedy to wyciąga go na brzeg, ciało nieznajomego rozpada się na dwie części ujawniając znajdującego się w jego wnętrzu niemowlaka. Okazuje się, że chłopczyk ten jest synem króla demonów, a nasz bohater do pary z demoniczną opiekunką o imieniu Hilda, zostali wybrani jako osoby odpowiedzialne za jego wychowanie!

Opinia: Idea abstrakcyjna, ale nie da się zaprzeczyć, że jest to jeden z aktualnie bardzo popularnych shounenów. Początkowo nie miałam w planach nawet się za niego zabierać, ale po namowach koleżanki skusiłam się… i myślałam, że się uduszę ze śmiechu! :D Beelzebub to jeden z tych tytułów, które absolutnie nie biorą siebie na poważnie i choć tematyka o królu demonów brzmi co najmniej groźnie, okazuje się to tylko wymówką do wyśmiania wszystkiego i wszystkich. Zaznaczam jednak, że seans umilały mi polskie napisy od grupy „Jinja-Temple” – tekst może i nie był przetłumaczony zbyt dokładnie, ale z humorem trafili tak genialnie, że płakałam zaśmiewając się z co drugich tekstów naszych zwariowanych bohaterów! Jak już jesteśmy przy postaciach –  seria ta prezentuje pozytywnie zakręconą bandę delikwentów z Tatsumim Ogą na czele (mówcie co chcecie, ale Katsuyuki Konishi urodził się po to, żeby być Ogą!) – niezwykle silnym i rwącym się do bitki łobuzem o z miejsca dającym się polubić charakterze. Kiedy jednak dostaje na wychowanie małego brzdąca z Krainy Demonów, jego poukładane życie burzy się niczym domek z kard, a kolejne co raz bardziej nierealne wydarzenia przestają go z czasem ruszać. Co innego jednak ma do powiedzenia jego najlepszy kumpel, Takayuki Furuichi, którego rodzina z miejsca bierze za geja po tym, jak bez zaproszenia wprowadza się do ich domu zniewieściały kulturysta z Piekła ;> Wraz z rosnącą liczbą odcinków, rośnie też i obsada, wprowadzając następnych przeciwników, sprzymierzeńców, czy też antagonistów, którzy później jakoś naturalnie zamieniają się w postacie pozytywne, czy wręcz komediowe. Za muzykę odpowiedzialny jest mój ukochany Takanashi Yasuharu, więc nie zabraknie mocnych gitar i dynamicznych kawałków, które świetnie oddadzą klimat serii – jedyna bolączka w tym, iż OST nigdy nie został wydany w wersji CD, tak wiec nie da się go niestety w żaden sposób dostać :( Grafika stoi na przyzwoitym poziomie (sympatyczna, ale bez cudów), a spora ilość znanych seiyuu tylko wrażenia polepsza. Definitywnie jest to tytuł, który idealnie nadaje się na wakacje, bo nie ma nic lepszego niż perspektywa lenistwa oraz oglądania anime, przy którym zdrowo się uśmiejemy i będziemy się świetnie bawić! Polecam ^^

Ocena po PW: [brak]
Ocena: 8

Deadman Wonderland

Tytuł: Deadman Wonderland
Ilość odcinków: 12

Opis: Ganta Igarashi został skazany za zbrodnię, której nie popełnił, po czym odesłany do więzienia będącego prywatną własnością jakiegoś tajemniczego indywiduum. Co więcej okazuje się, że placówka ta jest współczesną wersją starożytnego koloseum skrzyżowanego z parkiem rozrywki, zaś więźniowie to główna atrakcja tego przedsięwzięcia.
Zmieszaj razem sporą dawkę dziwnych dziewczynek, nowo odkryte super-moce, szczyptę teorii spiskowych, a otrzymasz, ni mnie, ni więcej – Deadman Wonderland!

Opinia: Swego czasu naprawdę czekałam na to anime. Naczytałam się sporo pozytywnych opinii o mandze, premiera wersji animowanej była przekładana przez kilka miesięcy, więc jak już w końcu wyszło, liczyłam na prawdziwy bum emocji! Rzeczywistość okazała się jednak z goła inna. Początek DW całkiem nieźle zarysowuje opowieść – nasz główny bohater, Ganta, to zwyczajny nastolatek uczęszczający do przeciętnego liceum w swojej okolicy. Ma przyjaciół, jest pogodny i prowadzi normalne, spokojne życie… do czasu. Pewnego dnia, za oknem sali, gdzie właśnie odbywają się zajęcia jego klasy, pojawia się tajemnicza postać zakryta płaszczem. Następnie wszystko dzieje się tak szybko, że jedyne co jesteśmy w stanie zaobserwować, to strumienie krwi i walące się ciała (anime jest bardzo „soczyste”). Gdy chłopak dochodzi do siebie, leży pośród istnego pobojowiska, masakry, o której popełnienie zostaje później oskarżony. Intryga, tajemnicze moce pozwalające postaciom w spektakularny sposób manipulować własną krwią, spiski na skalę krajową – nic tylko się cieszyć… gdyby nie Ganta. Niestety Deadman Wonderland to jeden z tych tytułów, które serwują nam głównego bohatera będącego zastraszoną, niezdecydowaną i użalającą się nad sobą kluchą (nawet głos Romi Paku go nie ratuje). Jakkolwiek można na to z początku przymknąć oko – w końcu niejeden by się załamał widząc jak ktoś zarzyna na jego oczach trzydziestu ludzi, tak widz jednak liczy, że po pewnym czasie nasz heros weźmie się w garść i zabierze za rozwiązywanie zagadki, którą postawili przed nim twórcy. Z młodym Igasahim natomiast lekko nie ma, a chęć potrząśnięcia nim towarzyszyła mi przez wszystkie 12 epizodów – można by wręcz rzecz, że wzrastała proporcjonalnie do obejrzanego materiału. Na szczęście jednak reszta obsady trochę ratuje sytuację – czy to mówimy o przebiegłym Yoh, tajemniczej Shiro lub moim absolutnym ulubieńcu, nieprzewidywalnym, acz honorowym Senjim. Szata graficzna jest całkiem ładna – odrobinę surowa, ale przejrzysta i dokładna. Muzyka to w większości ciężkie gitary pasujące do atmosfery beznadziei i rozpaczy, która aż wylewa się z tej produkcji (utwór M39C jest świetny!). Nie można też zapomnieć o bardzo dobrym openingu „One Reason” zespołu Fade. Jak więc wygląda podsumowanie? Szczerze mówiąc nie jestem w stanie jednoznacznie odradzić ani polecić oglądania DW, bo to jeden z tych tytułów, gdzie wiele zależy od tolerancji człowieka na specyficzne elementy – jak dla mnie trochę zmarnowano potencjał.

Ocena po PW: 7 [ocena z MALa – brak notki]
Ocena końcowa: -6

Densetsu no Yuusha no Densetsu

Tytuł: Densetsu no Yuusha no Densetsu
Ilość odcinków: 24

Opis: Ryner Lute to leniwy uczeń Królewskiej Szkoły Magii Imperium Roland. Pewnego dnia wspomniane imperium wyrusza na wojnę przeciwko sąsiadującemu z nimi państwu – Estabul. Na wojnie, jak to na wojnie – wielu umiera, w tym szkolni koledzy naszego bohatera. Kiedy walki dobiegają końca, Ryner oraz jego nowa partnerka Ferris, na rozkaz Imperatora Siona Astala, wyruszają w podróż poszukując relikwii “Legendarnych Bohaterów”. Jednak nic nigdy nie jest łatwe – podczas wędrówki dowiadują się, iż na kontynencie rozprzestrzenia się śmiercionośna klątwa…

Opinia: DenYuuDen oparte jest na wielotomowej serii odnoszących sukcesy light novelek i oferuje nam przygodę w  świecie pełnym magii i walki o władzę. Definitywnie mamy przed sobą tytuł, który całkiem nieźle zaspokaja chęć obejrzenia czegoś w klimatach fantasy, jako że trzyma się utartych schematów, a zarazem nie wygląda na bezczelne powielenie jakiejś idei – mamy rycerzy, mamy królów, mamy magów. Dorzućmy do tego klątwy, smoki, tajemnicze artefakty oraz bohatera posiadającego ogromną moc, a jednocześnie mniej chęci życiowych niż przeciętny student w sesji, a dostaniemy 24 odcinki mieszanki, od której trudno się oderwać ^^ Akcenty komediowe DYD są naprawdę fajnie zrealizowane – humor nie jest przesadzony, ale uwzględnienie go w relacje np. Rynera i Ferris dodaje im jako indywidualnym postaciom sporego uroku. Obsada jest tu tak duża i barwna, że nawet nie zaczynam się nad nimi rozwodzić, ale definitywnie będzie tu kogo kochać, nienawidzić i shippować ;] Sama fabuła wbrew pozorom jest poważna i smutna, co sprawia, że te lekkie przerywniki na zaczerpnięcie oddechu, albo parsknięcie śmiechem dobrze rozluźniają widza. I tak, dobrze przeczytaliście – coś co ma tak niepoważny tytuł jak „Legenda o Legendarnych Bohaterach” bez mrugnięcia okiem potrafi zaserwować prawdziwie filozoficzne pytania o naturę władzy, czy ludzkiej egzystencji. Chyba właśnie ta rozbieżność między poruszanymi tematami, a pozornie beztroskimi charakterami bohaterów sprawia, że anime to aż tak wciąga. Co zaś jest ważne, praktycznie każdy może tu znaleźć coś dla siebie – chcemy romansu? Proszę bardzo! Marzy nam się dramat? Nie ma sprawy! Akcja? Tego Ci u nas dostatek. Grafika przy tym jest pastelowo kolorowa, a kreska ładna. Muzyki specjalnie nie zapamiętałam – no może oprócz utworu „LAMENT” będącego pierwszym openingiem – ale za to warto nadmienić, że natkniemy się tu na ogromną ilość sławnych głosów jak chociażby Jun Fukuyama, czy Daisuke Ono. Jedynym mankamentem jest jednak zakończenie – anime to serwuje nam dość otwarty koniec, jednak właśnie tak kończą się novelki. Kontynuacji należy szukać w sequelu książek Dai Densetsu no Yuusha no Densetsu”, który, mam nadzieję, kiedyś doczeka się zanimowania ^^

Ocena po PW: 7
Ocena końcowa: 8

Gosick

Tytuł: Gosick
Ilość odcinków: 24

Opis: Rok 1924, znajdujemy się w małym europejskim kraju, Sauville, wtulonym w stoki Alp…
Kazuya Kujo uczy się w prestiżowej Akademii Świętej Małgorzaty, gdzie miejskie legendy i straszne historie, to chleb powszedni. Chłopak ignoruje większość z nich, ale opowieść o Królowej Berry, tajemniczym statku widmo, wydaje się nie dawać mu spokoju. Oczywiście jego bystrą przyjaciółkę, Victorique, dużo bardziej interesuje prawda niż fikcja, dlatego używając swojej bezkonkurencyjnej logiki zajmuje się rozpracowywaniem dziwnych spraw, z którymi nie może sobie poradzić nawet sławny detektyw z pobliskiego miasteczka. Jednak jak na ironię losu, to dociekliwość dziewczyny sprawia, że oboje lądują na pokładzie statku, którego opis kropka w kropkę pokrywa się z tym, co mówi się o Królowej Berry, zaś w jego wnętrzu może znajdować się klucz do rozwiązania groźnej zagadki…

Opinia: Gosick był jednym z pierwszych anime, które rozpoczęły szał na serie detektywistyczne. Od tamtej pory kolejne tytuły pojawiały się co sezon licząc, że powtórzą sukces opowieści o Victorique – raczej nie miałam wtedy ochoty ich oglądać, jednak gdy jakiś czas temu postanowiłam dać im w końcu szansę, jasnym się stało, że zacznę właśnie od historii małej blondyneczki. Co tu dużo mówić – wybór okazał się strzałem w dziesiątkę :) Nasz główny bohater, Japończyk Kazuya Kujo, jest uczniem z wymiany w bardzo specyficznej szkole. Jako że jego czarne włosy i bardzo ciemny kolor oczu wyróżniają go spośród innych mieszkańców fikcyjnego, francuskojęzycznego kraju Sauville, został okrzyknięty Czarnym Żniwiarzem – postacią z legendy, która ponoć niesie ze sobą śmierć i zniszczenie. Nie trudno się domyślić, że otoczka ta nie ułatwiała mu zdobywania przyjaciół – zmienia się to jednak, gdy nauczycielka wysyła go do ogromnej biblioteki. Na jej szczycie, w mieszczącym się tam bajecznym ogrodzie botanicznym znajduje Victorique, tajemniczą, super inteligentną, acz trochę przemądrzałą i wiecznie znudzoną dziewczynę. Spotkanie to zaś jest punktem zwrotnym ich życia. Fabuła Gosicka składa się z kilkunastu dobrze zaprojektowanych spraw, którymi na przestrzeni kolejnych odcinków zajmą się bohaterowie oraz głównej tajemnicy będącej tłem całej opowieści. Oczywiście sytuacje, gdzie bohaterowie praktycznie zaglądają śmierci w oczy też się zdarzą, przy okazji wzmacniając ich więź i budując bardzo porządny i sympatyczny wątek miłosny miedzy Kujo a drobną tsundere. Nie dajmy się jednak zwieść – gdyby wszystkie tsundere tak wyglądały, byłabym w stanie zostać ich fanką! Victorique to dziewczątko przesłodkie, które ma się ochotę uściskać przy każdej nadarzającej się okazji. Do tego bardzo fajnie przedstawiono rozwój charakteru – jej rosnące uczucia do Kazuyi dają blondynce siłę przezwyciężać rodzinne problemy, ona zaś nie wstydzi się do tego przyznać. Co zasługuje na największą pochwałę, to zakończenie – dawno już nie oglądałam anime, które ma dobry, zamykający wszystkie wątki koniec. Design przypomina trochę czasy wiktoriańskie, a kreska jest miła dla oka. Definitywnie coś co warto obejrzeć, czy to przez wzgląd na bardzo interesująco poprowadzoną intrygę, czy chęć na miły romansik :)

Ocena po PW: 7 [ocena z MALa – brak notki]
Ocena końcowa: 8+

Persona 4 The Animation

Tytuł: Persona 4 The Animation
Ilość odcinków: 25+1

Opis: Yuu Narukami właśnie przeprowadził się z Tokio do Inaby – jego rodzice musieli wyjechali w interesach, co zmusiło go do zamieszkania ze swoim wujkiem i małą kuzynką. Jednak gdy fala morderstw wstrząsa niepozornym miasteczkiem, rzeczy stają się coraz dziwniejsze – szczególnie, gdy bohater znajduje tajemniczy, włączający się tylko o północy kanał, „Midnight Channel”, oraz stwierdza ze zdziwieniem, że może, dosłownie, wejść do telewizora. W towarzystwie niedowierzających mu przyjaciół chłopak odkrywa, iż po drugiej stronie ekranu znajduje się całkowicie inny świat, który zdaje się być połączony z ostatnimi zabójstwami. Uzbrojeni w moc przywoływania „Person”, swojego „drugiego ja”, bohaterowie walczą z zamieszkującymi niezwykłą rzeczywistość cieniami, jednocześnie starając się rozwiązać zagadkę okrutnych morderstw, podejrzanego kanału telewizyjnego, świata ze środka telewizora, czy wspominanych Person. Co łączy te wszystkie rzeczy? Yuu i jego przyjaciele muszą znaleźć odpowiedź na to pytanie, zanim będzie za późno!

Opinia: Anime oparte na grze RPG na PlayStation 2. Była to jedna z tych serii, za które bierze się człowiek z zupełnego przypadku ^^” Ot, jednego dnia napatoczył mi się obrazek, poszukałam co to, ściągnęłam kilka odcinków, włączyłam… i mnie wciągnęło :) Na szczególną uwagę zasługuje tu główny bohater – po samym początku byłam pewna, że będzie tym typem nieżyciowego gościa, którego trudno polubić, a okazało się, iż nie ma tak źle. Wbrew pozorom jest sympatyczną postacią – może na starcie nie odzywa się za dużo, bo czuje się lekko wyobcowany w nieznanym otoczeniu, ale po znalezieniu przyjaciół i przystosowaniu do nowego środowisko zamienia się w dość normalnego nastolatka. Reszta to też barwna ekipa, jednak najlepsze nie jest to co pokazują na co dzień, a to co chowają głęboko w sobie – seria ta zmusza bohaterów do zmierzenia się ze swoim „wewnętrznym ja”, kumulacją strachów, niepewności i ukrytych pragnień, które często są… hmmm… dość ekstremalne, a przy tym okropnie śmieszne ;D Humor to chyba główna przyczyna, dlatego Persona 4 podobała mi się w aż tak dużym stopniu, a jak na złość nawet nie ma „komedii” w gatunkach. To już jest trolling – a kiedy trolluje taka postać jak np. spokojny Yuu, wszystko jest dziesięć razy śmieszniejsze! Co mi się nie podobało? Seria jest odrobinkę niezrozumiała i nie chodzi tu o fabułę, bo pod tym względem intrygę poprowadzono świetnie, a to kto jest głównym sprawcą byłam w stanie wymyślić dopiero pod sam koniec, ale o to jak rozwiązano sprawę z Personami. Przypuszczam, że gdybym się w to dokładniej wgłębiała, fakt ten bardziej by mnie wkurzał, a że rzuciłam ignor i po prostu cieszyłam się fajną fabułą i postaciami, problem jakoś rozszedł się po kościach :) Należy też wspomnieć, że gry mają wątek miłosny z jedną z dziewczyn (to z którą zależy od gracza), zaś anime pod tym względem jest bardziej neutralne. Bromance z Yosuke FTW <śmiech> Persona 4 The Animation, to taka trochę niezobowiązująca rozrywka – pośmiejemy się (ale i będzie okazja do płaczu), pooglądamy szpanerskie animacje (choć rysowanie jest bardzo specyficzne i nie promieniuje powalającym pięknem), posłuchamy gromady znanych seiyuu (Tomokazu Seki w dość niecodziennym wydaniu, czy Daisuke Namikawa jako stoicki Yuu) mówiących o sile przyjaźni i bynajmniej nie będziemy uważać tego czasu za stracony. Wedle graczy anime spłyciło trochę przekaz gry, ale czy wyobrażam sobie Persone jako serię poważniejszą od tego co obejrzałam? Nie sądzę ;)

Ocena po PW: [brak]
Ocena końcowa: 7+

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 18 Czerwiec 2013, in Anime, Kalejdoskop, Recenzje and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 6 komentarzy.

  1. No wiesz, bardzo mnie zaskoczyłaś tak pozytywną oceną Gosicka. Anime zaczęłam oglądać, bo spodobała mi się kreska, ale wysiadłam po 2 odcinkach… Wiem, wiem pewnie nie powinnam się zniechęcać, ale nie mogłam zdzierżyć jak nasz bohater bez przerwy, przeraźliwie krzyczał: „Victorique!!!”Jakoś specjalnie nie przepadam za kryminałami, ale jeżeli historia dobrze jest przedstawiona to czemu nie. Być może zrobię drugie podejście, bo ta 8-ka XD Cóż, najpierw jednak obskoczę Psycho-Pass i Fate/Zero. Beelzebub – przydałaby się jakaś odskocznia od poważnych, klimatów. FMA, SnK to zbyt wiele jak na moje nerwy. No i znowu 8-ka hmm…. Ostatni tytuł dopisuję do mojej „i-tak-już-długiej” listy anime, które chcę koniecznie obejrzeć. No i cóż, mam nadzieję, że za kilka dni pogratuluję Ci tytułu licencjata.

    • Hmm… może faktycznie sęk w tym, że jest to w pewnym sensie kryminał – osobiście bardzo lubię historie o rozwiązywaniu niecodziennych zagadek za pomocą logiki i intelektu, więc już pomijając wątek miłosny, anime to miało mi i pod tym względem sporo do zaoferowania :) Hahaha to fakt, że Kujo jest trochę ciołkiem i dużo krzyczy, ale z drugiej strony jakoś nie czułam, żeby był denerwujący ^^ Zakończenie natomiast jest bardzo wzruszające.
      Oj tak, zdecydowanie PP i F/z MUSISZ obejrzeć :>

      Co prawda nie takie „kilka dni” – mam teraz na szczęście 1,5 tygodnia spokoju, ale i tak 2 lipca będę wszystkich męczyć o trzymanie kciuków ^^

      Pozdrawiam ^^

  2. No to tak:

    – Beelzebuba ugryzę jak będę miała nastrój na dłuższą serie ;)
    – Deadman Wonderland – ciągle na to wpadam i nie mogę się zabrać jakoś ^^’
    – Densetsu no Yuusha no Densetsu – spróbuje za dzień lub dwa
    – Gosick – utknęłam gdzieś w połowie i jakoś ciągle nie mogę się zebrać żeby dokończyć, może kiedyś…
    – Persona 4 The Animation – pojęcia nie mam dlaczego, ale właśnie tą serią na torrentach zamulam rodzince Internet ^^ Kilka pierwszych epków powinnam mieć za parę godzin, także jeszcze dzisiaj zacznę :)

    Dziękuje za notkę :) Od dawna zdaje się na twój gust (i nie żałuje) więc dzięki temu wiem co oglądać :)

    Pozdrawiam ;)

    • Haha w takim razie mam nadzieję, że i tym razem coś Ci się spodoba ^^
      Beelzebuba jednak ogromnie polecam! Szczególnie z pl napisami – gwarantuję będziesz płakać ze śmiechu :DDD Chętnie też posłucham opinii o Personie.

      Pozdrawiam~!

      • Niniejszym ogłaszam, że skończyłam Persone, tak wiem minęło 4 dni xD
        Moja opinia hmm… chwilami wręcz płakałam ze śmiechu, 2 epki obejrzałam z przyjaciółką (puszczałam jej przez udostępnianie ekranu na „skajpaju”…) i tego… ona też ryczała xD Największe zdziwienie wywołała u mnie sprawa Naoto, biorąc pod uwagę z jakich ról znam Paku Romi zostałam haniebnie oszukana xD
        Co do sprawcy, gdzieś w połowie zaczęłam podejrzewać, że to może być ktoś wykonujący ten zawód, ale kto konkretnie domyśliłam się dopiero jak oni zaczęli sobie to uświadamiać, do sprawy z Nanako podejrzewałam nawet jej ojca momentami.
        Co do samej Nanako, jakoś tak jestem zawiedziona, nie żeby wychodziła ze mnie sadystka czy coś, ale takie „cuda” wyglądają na trochę naciąganą próbę zrobienia pełnego HAPPY ENDu, ale nie będę się czepiać.
        Trolling w wykonaniu Yuu jest po prostu boski. Sprawa z Personami, cóż… w sumie miałam to gdzieś bo było zabawnie ^^’
        I jeszcze w kwestii Velvet Room: Przy Margaret, moja pierwsza myśl: JA ZNAM TEN GŁOS! Druga myśl: ICHIHARA YUUKO! Potem to tylko potwierdziłam na MALu (tego xxxHolica trzeba chyba skończyć kiedyś wreszcie, bo Yuuko mnie ostatnio wyraźnie prześladuje xD).
        Przy okazji sprawa z Kanjim (odcinek 7) to raj dla yaoistki… chociaż z lekka mnie zatkało na początku xD
        Ubolewam nad faktem nie posiadania żadnej konsoli prócz Wii… Zagrałabym sobie… :(
        W każdym razie, podsumowując: jestem twoją dłużniczką, bo przegapienie czegoś takiego jak P4A jest nie do wybaczenia dla kogoś kto lubi się pośmiać :) Arigatou :)
        Ale za to z twojej winy mam opóźnienia w nowościach więc lecę nadrabiać.
        Pozdrawiam ;)

        • Łooo, ale maraton sobie strzeliłaś! Ale strasznie się cieszę, że Ci się podobało :D Dobrze wiedzieć, że do kogoś jeszcze trafia ten walnięty humor XDDD
          No tak, „cud” z Nanako był trochę przesadzony, ale muszę też przyznać, że wzruszyłam się na odcinku, kiedy wydaje się, że jednak umarła.
          Odcinek z Kanjim mnie też zatkał [lmao] Ta scena, kiedy Yuu i Yosuke chcieli go zaatakować za samo gadanie, kiedy pierwszy raz go spotkali w alternatywnym świecie – praktycznie płakałam z śmiechu XDDD
          Hmmm… zawsze możesz sobie spróbować emulator Playstation 2 zainstalować – jest szansa, że pójdzie, skoro ja na moim lapku grałam w FFX ^^

          Hahaha mea culpa~~ Pozdrawiam~!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: