Sezon zimowy ’12/13 – przegląd cz.03 :)

Mondaijitachi ga Isekai Kara Kuru Sou Desu yo

Trzecia i zarazem ostatnia notka z Pierwszymi Wrażeniami tego sezonu.

Czy mam jakieś słowa podsumowania? Hmmm, myślę, że „przeciętność” dobrze oddaje naturę tegorocznej zimy. Ot, nie ma może serii złych ponad miarę, ale nic też szczególnie się nie wybija. Szkoda trochę, ale jak widać na prawdziwe hity przyjdzie nam czekać do wiosny. Tymczasem do wyboru mamy wypróbować na własnej skórze kilka z tym „niezłych” tytułów, szczególnie że ciągle istnieje prawdopodobieństwo rozwinięcia przez nich skrzydeł jeśli tylko dać im szansę lub też zabrać się za nadrabianie dawnych zaległości :)

Co więc zostawiłam na koniec? Przed nami Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?, GJ-bu, Vividred Operation oraz drugi sezon Chihayafuru.

Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo? – Odcinek 01

Mondaiji-tachi ga Isekai Kara Kuru Sou Desu yo - 01

Opis: Izayoi Sakamaki, Asuka Kudou i You Kasugabe posiadają niesamowite moce psychiczne, a w normalnym świecie przygniata ich niepojęta nuda. Pewnego dnia każdy z nich otrzymuje tajemniczą kopertę – kiedy ją otwierają, ich oczom ukazuje się sceneria nieznanej rzeczywistości, coś przerastającego ich najśmielsze wyobrażenia! Okazuje się, że zostali oni przyzwani do innego świata przez Czarnego Królika, by pomóc stowarzyszeniu “No Name” obalić Demonicznego Króla.

Opinia: Coś dla fanów Dog Days ^^ Przez calutki odcinek nie mogłam się pozbyć uczucia, że oglądam jakiś spin-off DD. Jaskrawe kolorki, słodziutki i barwny design postaci oraz ogólny sposób przedstawienia – wszystko wygląda bardzo podobnie, a i mamy tu wielki plus w postaci braku fanservice’u. Podskakujący raz za czas biust Pani Królik można zignorować ;) Mówiąc w skrócie sprezentowano nam kolejną lekką opowieść o podróży do innego świata przez nastolatków posiadających moce nadprzyrodzone. Pierwszy odcinek oglądałoby się bardzo sympatycznie, gdyby nie wada na jaką cierpi większość produkcji z tego sezonu – zawalenie widza sporą ilością informacji. Nie wiem czy ja byłam taka odłączona  w dzień kiedy go oglądałam, ale naprawdę ciężko było mi ogarnąć o co dokładnie chodzi z tymi ich grami, wyzwaniami, zasadami i resztą skomplikowanego gadania. Liczę jednak, że w tym przypadku faktycznie tym dalej w las, tym więcej akcji się pojawi (w przeciwieństwie do Mayou, które postanowiło w drugim epizodzie wytłumaczyć mi trójpolówkę ;P) – zresztą widać to już po ostatnich minutach. Mam też nadzieję, że to czego ewentualnie nie zrozumiałam w teorii, wyjaśni się potem w praktyce ^^ Postacie póki co wyglądają interesująco. Oczywiście, że najbardziej spodobał mi się ciut narcystyczny Izayoi, jeśli zaś chodzi o moce, to You i jej rozmawianie ze zwierzętami rządzi :) Warto też wspomnieć o wpadającym w ucho openingu („Black † White” Iori Nomizu), który wystąpił tym razem w roli endingu. Mondaji zaserwowało nam zapoznanie się z bohaterami oraz wprowadzenie do historii – teraz tylko czekam na główną intrygę. Definitywnie będę oglądać dalej :)

Wstępna ocena: -7

GJ-bu – Odcinek 01

GJ-bu - 01

Opis: Anime na podstawie serii light novelek w klimacie moe – GJ-bu, zwanymi “pierwszą 4-panelową novelką”, jako że każda opowieść liczy sobie, razem z ilustracjami, dokładnie cztery strony. Tytuł przedstawia wiele krótkich historyjek „z życia” klubu GJ.

Opinia: Anime z serii „o niczym” :P Odcinek składa się z kilku osobnych sytuacji mających miejsce w pokoju klubu GJ, w skład którego wchodzi jeden dość rozsądny chłopak oraz cztery, na swój sposób zakręcone (stereotypy pełną gębą: „niby miła, ale trochę straszna”, „mała i wrzeszcząca”, „mądra acz nieobyta życiowo” oraz pasująca tam jak pięść do nosa „kocioucha” ;P), przedstawicielki płci pięknej. Z reguły lubię takie niezobowiązujące tytuły, a najlepszym tego dowodem jest moje rozpływanie się przy Acchi Kocchi, ale tym razem coś nie kliknęło. Przedstawione tu, w ogromnej mierze bazujące na postaciach, poczucie humoru jakoś do mnie nie trafiło, a po za tym elementem GJ-bu nie ma za bardzo nic więcej do zaoferowania. To prawda, kreska jest przyjazna dla oka, tak samo projekt bohaterów, jednak brak określonej fabuły połączony z zerowym sukcesem rozbawienia widza (czytaj: mnie :]) dyskwalifikuje tą serię już w przedbiegach. Ja się nudziłam… jednakże, wbrew pozorom, tytuł ten zbiera nie najgorsze opinie.

Wstępna ocena: 5

Vividred Operation – Odcinek 01

Vividred Operation - 01

Opis: Futurystyczna opowieść o czasach, kiedy to dzięki wynalezieniu specjalnego silnika “Expression Engine” zażegnano kryzys energetyczny, a na świecie wreszcie nastał pokój. Kiedy niespodziewanie planecie zaczynają zagrażać siły zbrojne obcych, młoda dziewczyna zwana Akane Isshiki, przywdziewając specjalny kombinezon, wyrusza by ocalić Ziemię.

Opinia: Całkiem całkiem, gdyby nie momentami nachalny fanservice. Nie ma go w odcinku jakoś okropnie dużo, ale jak już się pojawia, to jest taki dość… dosadny <ech> Pomijając jednak tą kwestię, ogólny koncept jest dość ciekawą wariacją na temat gatunku magicial girls. Tym razem w roli maskotki występuje dziadek bohaterki, który z powodu dziwnego eksperymentu zamienia się ciałem z pluszową łasicą, a rzeczona „magiczność” z nazwy mahou shoujo w tym wypadku opiera się nie tyle na magii, co na technologii (choć widowiskowej animacji przemiany oczywiście zabraknąć nie mogło). Na pochwałę zasługuje ładna kreska z użytymi tu i tam soczystymi kolorami (np. włosy głównej bohaterki robią fajny kontrast z otoczeniem), czy naprawdę dobrze zrobione tła. Muzyka nie przyciąga uwagi – nie jestem nawet w stanie stwierdzić, czy coś tam przygrywało w trakcie odcinka. Wróćmy jednak jeszcze na moment do postaci – nasza Akane to typowa energiczna optymistka, która w sumie nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród miliona takich tworów – no może oprócz tego jej lęku wysokości. Ma ona niebiesko-włosą przyjaciółkę (musiał być kontrast włosów ;D), żeby pokazać, iż przyjaźń jest najważniejsza. Będąc dzieckiem przeżyła coś dziwnego, no i nie ma ojca – jakąś tragedię trzeba zawsze dorzucić. Kosmici aka mięso armatnie jak zwykle pojawiają się znikąd, by reszta serii mogła oddać się graficznym wodotryskom walk oraz zbieraniu kolejnych sojuszniczek z pozostałymi kolorami strojów. Cóż, może faktycznie brzmię trochę zbyt zgryźliwie, ale postanowiłam trochę dowalić VO. Jest serią, która brzmi na coś, co fajnie by się oglądało w celu odmóżdżenia po gorszym dniu, w tym jednak problem, że po pierwszym odcinku absolutnie nie obchodzi mnie co się stanie z tymi hiperaktywnymi loli, a gdy pojawia się kłopot słabych bohaterów w tytule głównie na nich opartym, jakoś ochota do oglądania szybko przechodzi.

Wstępna ocena: 6

Chihayafuru 2 – Odcinek 01

Chihayafuru S2 - 01

Opis: Drugi sezon „Chihayafuru”. Chihaya to beztroska chłopczyca, która nie ma jakichś wybijających się ponad przeciętną talentów. Jej marzenie od zawsze było skupione na siostrze pragnącej być modelką – z całego serca życzyła jej, by spełniła swoje zamiary i została największą pięknością Japonii, a nawet całego świata. Jednak pewnego dnia zaprzyjaźnia się z nowym chłopcem z klasy, który mówi jej, że marzenie nie jest czymś co powinno dotyczyć kogoś innego, a raczej odnosić się do nas samych – być czymś co będziemy chcieli ze wszystkich sił osiągnąć. Wtedy też Chihaya odkrywa w sobie pasję do starej, japońskiej gry, “hyakunin ishhu”, zwanej też “karutą”.

Opinia: Absolutnie najlepszy tytuł zimy zostawiłam sobie na koniec – po nadrobieniu pierwszej serii dość szybko do mnie dotarło, że mało co z listy zapowiedzi będzie w stanie zdetronizować Chihayafuru, a pilot nowego sezonu tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu! Szczerze mówiąc najmocniejszą kartą Chihayi 2 jest absolutny brak zmian w stosunku do tego co mieliśmy już okazje oglądać wcześniej. O to jednak w tym wszystkim chodziło – widzowie, którzy tak jak ja, zakochali się w tym tytule, po prostu chcieli dostać więcej tego co tak dobrze znają ^^ Więcej ulubionych postaci (które mają świetny chara-development i tak, patrzę tu na Taichiego :)), więcej turniejów, więcej karuty, więcej komedii, więcej napięcia! Coś jednak nowego ma do zaoferowania dwójeczka, otóż już na samym początku przedstawiono nam nową postać – Sumire. Dziewczyna trochę irytuje, ale z drugiej strony kogoś takiego jeszcze w obsadzie nie było ;) Jej obecność może popchnie też trochę do przodu wątek romantyczny (TaichixChihaya for life XD), Ci jednak z was, którzy jeszcze nie zapoznali się z oryginałem, niech nie dadzą się zwieść – Chihayafuru to w żadnym razie nie jest romansidło. Tak, historia miłosna odgrywa tu swoją rolę, jednak właśnie to główne skupienie się anime na karucie, poszczególnych poematach czy turniejach, sprawia iż jest ono do tego stopnia wciągające. Mogę powiedzieć jedno: zanim nie obejrzałam Chihayi nie sądziłam, że gra karciana może być tak niesamowicie ekscytująca! :D Grafikę jak zwykle utrzymano na wysokim poziomie, można się tego jednak było spodziewać po studiu Madhouse. Opening znów dostarcza zespół 99RadioService, który jest tu jedynym słusznym wyborem – już w pierwszej serii genialnie wpasowali się w klimat. Na koniec tylko dodam, że nie mogę się już doczekać kolejnego odcinka, a oglądanie tego tytułu tydzień w tydzień będzie dla mnie torturą ;)

Wstępna ocena: 9

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 18 Styczeń 2013, in Anime, Pierwsze Wrażenie and tagged , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 5 komentarzy.

  1. „(TaichixChihaya for life XD)”
    Lajk, lajk, lajk, po stokroć lajk dla tej myśli :D Jestem właśnie po 2. epie i powiedzmy to sobie wprost – jestem taką samą psychofanką Taichiego, jak Sumire :P Jeśli na koniec Chihaya nie wybierze właśnie jego, straci dla mnie wszelką wiarygodność nie tylko jako postać tej serii, ale ogólnie jako przedstawienie istoty ludzkiej :P

    Wątki psychotyczno-romantyczne jednak na bok ;) Masz rację – wejście w sezon 2. było mega naturalne i płynne. Żadnego przeskoku, żadnego poczucia dezorientacji, co niestety może się zdarzyć przy nowych seriach znanych i lubianych tytułów. Szczerze, to już nie mogę się doczekać prawdziwych rozgrywek i turniejów, bo na razie jest takie pitu pitu w sali klubowej – ładnie i przyjemnie, ale trochę brak tych właściwych emocji, które karuta pokazana w Chihayafuru potrafi wywoływać. Zgadzam się z Tobą zupełnie – w tym sezonie nie ma absolutnie żadnego innego tytułu, który mógłby zdetronizować Chihayę z pozycji lidera ;)

    Do reszty serii, które opisałaś powyżej, nawet się nie przymierzałam. Ani opisy, ani trailery mnie do tego nie zachęciły. A po Twoich PW tym bardziej widzę, że nie ma tam wielkich zaskoczeń, czy potencjalnych hitów, więc sobie odpuszczam ;) Nie oszukujmy się zresztą – zima 2013 i tak należy do Chihayi ;P

  2. Vividred Operation byłoby lepsze, gdyby mniej przypominało jakieś słabe Magical Girls a bardziej Strike Witches.
    A najlepszym anime sezonu, roku, dekady, w ogóle całej rzeczywistości (patrząc na wszystkie anime z przeszłości i z przyszłości) zostaje Sasami-san@Ganbaranai. Definitywnie.

  3. Jako, że pierwszej serii Chihayafuru jeszcze nie widziałam, więc i drugiej nie zacznę, moim faworytem jest zdecydowanie Mondaiji-tachi. Dlaczego? Bo w końcu otrzymałam to, czego chciałam – ogarniętych głównych bohaterów. W końcu nie ma ani momentu, gdzie bym narzekała „Ale ciota”, czy „Sieroto, weź się w garść”. Oczywiście Izayoi najlepszy xD Jak stwierdziłam, kij z zasadami, ogarnę je w praktyce, ale ten tytuł po prostu daje mi dużą frajdę. Nie wiem, czemu lubią dawać marne główne postacie, ja wolę oglądać, jak główna drużyna wymiata ku zaskoczeniu wszystkich (takie „aww yeaaaah!”).
    Coś-a-la-mahou-shoujo sobie odpuściłam, ale jestem jedną z osób, które uważają, że GJ-bu jest fajne. Zabawne, urocze, ot, seria by przy niej odpocząć. Nie trzeba myśleć, humor do mnie trafia, więc wszystko ok ^^
    Przy okazji, za Inabę jednak nie mogę się zabrać, tak samo za Maoyuu. Te drugie odcinki zalegają mi na dysku, ale jakoś nie idzie się przemóc…
    Cóż, zawsze zostaje Zetsuen no Tempest i Psycho-Pass z zimowego xD

  4. Jako iż jest to najnowszy post, to to, co myślę o 2 opisanych przez Ciebie seriach (w poprzednich postach), opiszę tu.

    Amnesia –
    Nie wiem czemu wszyscy mówią że główna bohaterka nie jest fajna. Ja ją lubię :o Oglądałam 3 odcinki i już przywiązałam się do tego anime. Do tego fabuła jest ciekawa, ciągle się zastanawiam co będzie dalej. Lubię chyba wszystkie postacie i nie umiem wybrać ulubionej. Po prostu, ten tytuł wchodzi na listę ulubionych.

    Kotoura-san –
    Również zobaczyłam 3 odcinki i także mnie pochłonęło, a ile razy się przy tym popłakałam…Szczególnie w pierwszym odcinku na początku i w trzecim, na samym końcu. Ciekawa jestem, czy Manabe odnajdzie Kotourę…Właściwie, jeśli nie, to znaczy że to koniec serii, więc pewnie znów się zobaczą, ale ja zawsze dramatyzuję. I w tym anime irytuje mnie jedna z postaci, mianowicie Moritani. Nie umiem jej polubić. Ten tytuł również idzie na listę, ale jak na komedię, jest na razie za smutne, albo ja jestem histeryczką.

    Do tego oglądał „Love Live! School Idol Project” i również mi się podoba <3

  5. Zdaje się że komentuję pierwszy raz ale śledzę tego bloga od naprawdę baaaaardzo dawna. I kocham Cię, szczerze.
    Na większość anime tego sezonu nie spojrzałam – po prostu nie mój styl. Mile zaskoczyło mnie Mondaiji-tachi; nie miałam go w planach, ale, kurcze, świetne jest. Izayoi wymiata :). Pozostałe? Amnesia jest dobra, czysty relaks. Zgadzam się z Kryształową – heroina jest ok. Przydałoby mi się trochę jej nieśmiałości ^^’. poza tym…Shin, skarbie! (xD) VO to takie Sailor Moon i nawet bohaterki są niemqal identyczne. Nie będę śledzić, ale da sie lubic. Hakkenden: Shino, Shino, Shino. Oglądam z zapatym tchem po milon razy dziennie. A Murasame to mój mistrz ^^. MMY to tragedia, serio. A tak ładnie sie zapowiadało… ( Pomińmy podobieństwo do Kirito i Inoue) Ehh…szkoda. Ore no Kanojo…zerknęłam, ale to nie dla mnie. Na resztę nie spojrzałam.
    Woah, sporo tego. Życze dużo weny, szczescia i ciekawych seansów ^^ A tak w ogóle, wiem, że późno, ale Szczęśliwego Nowego Roku!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: