Posłowie: Kamisama Hajimemashita – wzloty i upadki bóstw wszelakich

Kamisama.Hajimemashita.01

Ilość odcinków: 13
Data premiery: 2 października 2012
Kategoria: Komedia, Fantasy, Shoujo

Trzeba by powoli kończyć te posłowia. Nowy sezon jest praktycznie puka do naszych drzwi, a ja chciałam jeszcze ze 2 machnąć… No nic, PW przede wszystkim, a nadrabiać będę kiedyś w międzyczasie (taaaaa, licencjat napisze się sam ;P).

I tym razem przed nami coś z gatunku shoujo – Tonari, które recenzowałam poprzednio, łamało schematy postanawiając przedstawić nam szkolną komedię z odrobinę innej perspektywy, zaś tym razem mamy przed sobą serię w większym stopniu trzymającą się konwencji. Czy jednak wyszło jej to na dobre, czy na złe? Zobaczcie sami :)

Kamisama.Hajimemashita.02

OPIS: Nanami Momozono ląduje na bruku po tym, jak jej nieprzydatny ojciec wymyka się ukradkiem z miasta, by wymigać się od swoich hazardowych długów. Windykatorzy zabierają dziewczynie mieszkanie, a ona musi samotnie zmierzyć się ze swoimi problemami. Kiedy facet, którego ratuje od sfory psów, proponuje jej w ramach podziękowania pokoik w swoim domu, Nanami bez cienia wahania przyjmuje ofertę. Nie wie jednak, że jego “dom” to tak naprawdę świątynia, ona zaś właśnie zgodziła się zastąpić go w roli miejscowego bóstwa!
Bohaterka stanie przed setką nowych obowiązków, których totalnie nie rozumie oraz niebezpieczeństw, których nie jest świadoma, a złośliwy lisi-chowaniec ex-boga… tak po prawdzie jest całkiem przystojny. Od czego więc by tu zacząć?

FABUŁA: Nasza bohaterka trafia do świątyni, której bóstwem [trochę przez przypadek] została – przez kolejne odcinki obserwujemy jak w końcu akceptuje swoją nową pozycję oraz jak radzi sobie ze nowymi obowiązkami. Tu trzeba pomóc zeswatać jedną boginkę z człowiekiem, tam znów nauczyć specjalnego tańca, a przy okazji nie dać się porwać, uśmiercić, ani odebrać sobie mocy – ot, boska codzienność ;P Motyw zamiany miejsc z bóstwem to chyba coś lubianego w Japonii, jako że nie jest to pierwsza seria, która go przedstawia – aż chciałoby się powiedzieć, iż nie mamy przed sobą nic odkrywczego, bo w końcu druga strona medalu – szkolny setiing – jest chyba największym cliché w shoujo. Skąd jednak moje wahanie w brutalnym zaszufladkowaniu Kamisamy? Bo elementy komediowe niespodziewanie naprawdę wypaliły – anime jest przezabawne, co zdecydowanie ułatwia oglądanie, a wątek romantyczny, [w większości] zamiast irytować, jest uroczy – aż sam uśmiech na twarzy wykwita ^^ Lekkość tytułu to spory plus, a jego folklorowo-fantastyczny klimat na pewno spodoba się fanom japońskiej kultury czy wierzeń.

Kamisama.Hajimemashita.04

POSTACIE: Nie ma jednak róży bez kolców, a KH cierpi niestety na tą samą bolączkę co 90% serii z gatunku – drażniącą główną bohaterkę. Trzeba jej jednak przyznać, że objawia się to tylko czasami, a przez większość naszej znajomości z Nanami jest to sympatyczne i zabawne dziewczę. Ogarnięta, chciało by się powiedzieć… problem jednak pojawia się wtedy co zwykle – kiedy w grę wchodzi miłość. Gdy zdaje sobie oba sprawę z uczuć, którymi darzy Tomoe, zaczyna zabawę w to samo wkurzające unikanie go, depresyjne wewnętrzne monologi i wymyślanie problemów z niczego, jak to zwykle heroiny szojców mają w zwyczaju ^^” Lisek początkowo kreowany jest na niemiłego gbura, później zaś zagłębiamy się w jego historię i okazuje się mieć ona spore znaczenie dla fabuły, przy okazji zaś odkryjemy skąd wzięło się u niego takie nastawienie. Złośliwość i „twarda ręka” tego typu postaci zawsze dobrze się sprawdza, bo przyczynia się do fajnych momentów komediowych, których z udziałem Tomoe nie brakuje :) Do tego nie zbraknie też ważnych postaci pobocznych, takich jak choćby podejrzany wężowy-chowaniec Mizuki, czy popularna gwiazda rocka aka skrywający swoją własną tajemnicę Shinjirou Kurama. Ten ostatni dość szybko stał się moim ulubieńcem :D Ogólnie trochę szkoda, że nie poświęcono bohaterom drugoplanowym więcej uwagi, bo zapowiadali się nawet ciekawiej od głównej pary.

GRAFIKA: Nie mogę powstrzymać wrażenia, że wiele ciepłych uczuć generowanych przez Kamisama Hajimemashita jest zasługą sporego podobieństwa serii do Fruits Basket – Ci co oglądali wspomniany tytuł zobaczą je od razu :) Te wstawki z jakby zsuwającym się z dwóch stron obrazkiem przy zmianie sceny, czy w środku odcinka, specyficzne dźwięki i realizacja – od razu widać w tym rękę tego samego reżysera, Daichiego Akitarou. Kreska sama w sobie jest dość charakterystyczna – nie potrafię tego dobrze wyrazić, ale ma takie trochę ciągoty starej szkoły ^^ Oczy, włosy, rumieńce, miny – w twarzach od razu można wyłapać to wyjątkowe coś. Animacja także nieźle wypada przy tych kilku scenach akcji.

Kamisama.Hajimemashita.05

MUZYKA/GŁOSY: Hidekazu Ichinose!!! …przepraszam ^^” Pewnie większość z was go nie kojarzy, ale ja prawie spadłam z fotela jak gościa usłyszałam :D To seiyuu Gokudery z Katekyo Hitman Reborn! – nigdy w życiu go nigdzie nie widziałam po za tą rolą (do której dosłownie został stworzony ;]), a tu nagle wyskakuje na mnie w Kamisamie <śmiech> Z ważniejszych nazwisk trzeba wspomnieć Daisuke Namikawe, Hirokiego Takahashi, Yui Horie, Nobuhiko Okamoto, czy Akire Ishide. Muzyka świetnie pasuje do klimatu – kojarzy się z takim delikatnym mistycyzmem ^^ Trzeba jednak powiedzieć, że nic jakoś konkretnie nie wpadło mi w ucho – co innego jeśli chodzi o opening [Hanae „Kamisama Hajimemashita „] i ending [Hanae „Kamisama Onegai”]. Dawno nie słyszałam tak dziwnych utworków! Przy pierwszym kontakcie moja wina wyglądała mniej więcej tak: O___o na usta zaś cisnęło się pytanie „…naprawdę…?”. To, że po trzecim/czwartym epizodzie oba leżały mi już na dysku się wytnie xD Moje zdziwienie, kiedy przy sprzątaniu pokoju zaczęłam mruczeć do siebie „nee kami-sama~~” i dotarło do mnie co robię = bezcenne <hahaha>

PODSUMOWANIE: Dobre anime. Może nie rewelacyjne, ale dobre. Irytujące niektórymi nieśmiertelnymi przywarami romansów lecz ciągle przyjemne i słodziutkie :) Spokojnie można wrzucić sobie te 13 odcinków, nacieszyć oczy japońskim folklorem (w fantastycznym wydaniu), trochę się pośmiać i nie mieć poczucia zmarnowanego czasu ^^ Mi się podobało – przewracałam oczami na przesadne dramaty, chciałam zamordować Nanami, ale po chwili znów się uśmiechałam, a odcinki kończyłam w dobrym humorze i co najważniejsze – nie nudziłam się! Jeśli celujecie w coś lekkostrawnego, Kamisama Hajimemashita będzie dobrym wyborem, zaś fani wątków miłosnych grających pierwsze skrzypce pewnie przymkną też oko na rzeczy, które mnie osobiście trochę wkurzały ;)

OCENA PO PIERWSZYM WRAŻENIU: -7
OCENA KOŃCOWA: 7

Kamisama.Hajimemashita.03

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 5 Styczeń 2013, in Anime, Posłowie, Recenzje and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink. 6 komentarzy.

  1. Bardzo polubiłam Kamisamę.Szkoda,że skończyło się po 13 odcnkach.Chodzą plotki,że pojawi się druga seria.Mimo wszystko – dziękuję,że chciałaś poświęcić swój czas na obejrzenie ich wszystkich.Bardzo mi zależało,by poznac twoje zdanie :)
    Pozdrawiam,Aino

  2. Lekkostrawność – zauważyłam, że często używa się właśnie tego określenia w stosunku do „Kamisama Hajimemashita” i faktycznie oddaje ono kwintesencję tego tytułu :)

    Zgadzam się niemal w całości z Twoją opinią – jedynie co do głównej bohaterki nie mam większych zastrzeżeń. Faktycznie te jej romantyczne przemyślenia względem Tomoe zaczęły przybierać na sile, ale nie do stopnia, który w jakimkolwiek momencie by mnie irytował. Fajne było to, że tak otwarcie i odważnie wyznała mu swoje uczucia. A że potem huśtawka – wszak nastolatka :P W sumie nie różniła się zanadto od dziewczyn w jej wieku przeżywających swoje pierwsze miłości ;) Podoba mi się z kolei to, że w jakiś sposób wyważyli proporcje między tym, kiedy to ona była ratowana przez Tomoe, a kiedy to on przez nią – dzięki temu nie wyszła na delikatną porcelanową lalę, której główna funkcja polega na popadaniu w tarapaty, z których samiec alfa mógłby ją wyratować. Nanami nie była na pewno tak silną i niestandardową bohaterką shoujo, jak powiedzmy Shizuku z „Tonari…”, ale też nie wydaje mi się, by była takim skrajnie oklepanym cliche :)

    Jak tylko pomyślę o tej serii, od razu mam uśmiech na twarzy – ta lekkość, poczucie humoru, śliczna kreska, boski Tomoe :D Tytuł nie był przekombinowany – jechał po całości na konwencjach typowych dla romansów, a mimo to robił to w tak nieirytujący i prostolinijny sposób, że oglądanie tego było czystą przyjemnością i relaksem :)

    • Masz dużo racji.Nanami różniła się od Shizuku z ,,Tonari…” ,ale w wielu momentach była urocza,czasem denerwująca.Tomoe był,jest i zawsze będzie boski – nie ma co ukrywać.Jednak Mizuki i Kurama w niczym mu nie ustępowali ^^.
      Pozdrawiam

      • Oj, zgadzam się :) Mizuki i Kurama również byli boscy. Myślę, że największe napady śmiechu, jakie przeżyłam przy tym anime, zawdzięczam właśnie Mizukiemu – jego gra na flecie rozłożyła mnie na łopatki :D Zdecydowanie postaci drugoplanowe całkiem fajnie im się udały.

        • @Aino-chan
          Seria naprawdę mi się podobała (7 to naprawdę dobra ocena w mojej skali – szczególnie dla romansów ^^ Taka moja przywara – przeczytałam tyle shoujo, że już rzadko które naprawdę potrafią mnie zainteresować), więc nie ma co mówić tu o podziękowaniach – raczej ja dziękuję za polecenie tytułu, przy którym naprawdę dobrze się bawiłam ^^
          O drugiej serii nic jeszcze nie słyszałam, ale zobaczymy jak to będzie – sprzedaż jest nie najgorsza, więc kto wie? Na pewno napiszę, jeśli dowiem się czegoś więcej :)

          @Lin
          Otóż to – może nie odkrywcze, ale idealne na sobotni wieczór, kiedy człowiek chce się rozerwać bez zbędnego wysilania szarych komórek ;)

          To prawda! W scenie, gdzie wyznała mu co czuje naprawdę sobie zyskała, ale następująca po tym huśtawka, o której wspominasz, to właśnie coś, co mnie praktycznie zawsze w shoujo irytuje [śmiech] Za dużo tytułów z tego gatunku przeczytałam i coraz trudniej mi przymknąć oko na takie „niepotrzebne wzdychanie” ;) (albo ja się już „za stara” na to robię lol) Nie przeczę jednak, że i tak w świetle większości bohaterek szojców Nanami wypada świetnie, bo jest ogarnięta i zabawna ^^

          Pozdrawiam ^^

          • „Za dużo tytułów z tego gatunku przeczytałam i coraz trudniej mi przymknąć oko na takie “niepotrzebne wzdychanie” ;)”

            :):) Myślę, że dokładnie z tego powodu ja jeszcze na to alergii nie mam – w sumie do anime po baaaaardzo długiej przerwie wróciłam niedawno i choć namiętnie czytuję recenzje i robię sobie listy „must see”, to samych serii nie naoglądałam i nie naczytałam się aż tyle, żeby mieć tego już dość ;) Faktem jest, że shoujowce to po prostu dość mocno ograniczony zbiór kalek, które w różnych ilościach i kolejnościach twórcy kolejnych tytułów sobie zapożyczają, dlatego oryginalność to nie tylko cecha, której większość serii nie ma, ale to również cecha, do której większość twórców jakoś wybitnie nawet nie startuje ;) W tym gatunku jeśli uda się stworzyć serię, która nie drażni, a zamiast tego stanowi dla widza miły relaks i rozrywkę, to już jest sukces. I „Kamisama…” bez wątpienia taką właśnie serią jest :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: