Pierwsze Wrażenie: Jinrui wa Suitai Shimashita (odcinek 01)

Moje kolejne reakcje przy oglądaniu tego… czegoś xD

^____^    <== czytaj:  „jakie ładne”
*________*    <== czytaj: „jakie słodkie”
<haha>    <== czytaj: „dobre teksty”
… ……. …….    <== czytaj: „eeeeeeeeeeeeee…. co się właśnie stało?”
O______o    <== czytaj: „WTF?! Co ja oglądam?!”
<lmao>    <== czytaj „uduszę się ze śmiechu [i niedorzeczności]”

Skończyłam dzisiaj Tsuritamę, to musiałam sobie uzupełnić grafik innym szaleństwem xD

OPIS: Minęło kilka stuleci odkąd liczebność ludzi zaczęła spadać z powodu niewielkiego przyrostu naturalnego. Najbardziej rozwijającym się gatunkiem na Ziemi są teraz “Wróżki”, 10-centymetrowe stworzonka o bardzo wysokiej inteligencji. Zostałam rozjemcą pomiędzy ludźmi a wróżkami, po czym powróciłam do rodzinnego miasteczka by pomóc dziadkowi. Myślałam, że moja praca nie należy do przesadnie trudnych, więc przy okazji odwiedziłam jedno z pobliskich siedlisk wróżek, aby się przywitać, jednak…

OPINIA: „Dziwne” nie jest wystarczającym słowem, żeby opisać to anime. „Abstrakcja” nie oddaje głębi, zaś „wariactwo” przesłania, które niesie ta seria… co to więc jest? Sama chciałabym wiedzieć ;D

Zabierając się za zapowiedzi liczyłam na słodziutki tytuł o dziewczynce z różowanymi włoskami i gromadce elfików… Po przeczytaniu (po łebkach, żeby nie robić sobie spoilerów) kilku wrażeń, zaczęło narastać we mnie podejrzenie, iż coś z tym myśleniem chyba jest nie tak ;P Nie spodziewałam się jednak, że aż w takim stopniu <śmiech>

Trudno ogarnąć umysłem Jinrui wa Suitai Shimashita, a co dopiero napisać konstruktywną opinię nie robiąc z tego filozoficznych wywodów, ale postaram się jakoś temu zaradzić.

Fabuła jest dość jasno określona w opisie – główna bohaterka jest mediatorem pomiędzy ludźmi a wróżkami, jednak nie wydaje się mieć z tego powodów jakichś większych przywilejów. Ot, żyje sobie wśród tej podupadającej ludzkiej cywilizacji przepełniona takim poziomem zdrowego rozsądku, że jej komentarze na kolejne sytuacje, w których ją oglądamy, zwalają z nóg :) Jest ona narratorką opowieści, a więc mamy wgląd w cokolwiek ciekawy umysł różowo-włosej. Ciężko stwierdzić, czy jest nad wyraz mądra, czy nad wyraz obojętna na świat, ale zdecydowanie wydarzenia widziane jej oczyma są zabarwione nutką zabawnego cynizmu.

Warto też zwrócić uwagę na szatę graficzną – to, że we wstępie wspominałam Tsuritamę nie jest przypadkiem, ponieważ oba tytuły dzielą podobny sposób wykonania. Jaskrawe barwy, tła wyglądająca niczym malowane farbami, delikatna kreska. Wprowadza to taki niepowtarzalny, bajkowy klimat ^^

Ładne kolorki, słodziutkie wróżki – nie myślcie jednak, że to anime to zwykła, prosta sielanka. Tak naprawdę, jeśli przyjrzeć się mu z bliższa, można zobaczyć w nim sarkastyczny komentarz na cały nasz obecny świat. Kawaii dziewczynki nie wiedzące jak oprawić kurczaka (ile takich osób teraz mamy? „Jedzenie jest ze sklepu” ;P), albo nie chcące go zabić (aż się cisną na usta komentarze odnośnie naszych wspaniałych ekologów). Spotkanie rady, które bohaterka podsumowała jako coś niepotrzebnego, bo w końcu „wszystkie decyzje są podjęte zanim jeszcze owo zebranie się rozpocznie”. Później sama kłamała w żywe oczy bezwstydnie powołując się na organizację, do której należy, żeby zatuszować swoje błędy. Pewnie było tego więcej, ale o 1 w nocy nie odbiera się wszystkiego tak jasno jak w południe ;) Jest też możliwość, że wyolbrzymiam i skojarzenia te są tylko wytworem mojej wyobraźni, ale nie sądzę, że byłby cel w tak specyficznie prowadzonej narracji, gdyby właśnie nie te podprogowe nawiązania oprawione w czarny humor.

W ostatnich minutach zaś, kiedy pojawia się słodki robocik-kromka-chleba, doświadczyłam chyba największego zaskoczenia i zmieszania tym co się dzieje na ekranie od calutkich miesięcy xDD Lekko mówiąc: zatkało mnie… a potem wybuchnęłam tak głośnym śmiechem, że mam nadzieję, iż nikogo nie obudziłam (przypominajmy – jest właśnie 2 w nocy :]). Nie jestem w stanie wyrazić słowami moich przemyśleń, ale jedno jest pewne – jeśli kogoś nudził pierwszy odcinek Jinrui, bo powiedzmy sobie szczerze, nie ma co się tutaj spodziewać zawrotnej akcji, tak w tej scenie się odkupił aż za bardzo ;P

Podsumowując: to zdecydowanie nie jest anime dla wszystkich. To coś totalnie surrealistycznego, co nie wpasowuje się w żadne kategorie. Coś co jest słodkie i mroczne jednocześnie – naprawdę szczerze polecam dać temu szansę, bo mogę zagwarantować, że czegoś takiego jeszcze nie widzieliście. Jedna z ciekawszych propozycji tego sezonu!

PS: Chcę więcej milusich skrzatów~~!! *____*

WSTĘPNA OCENA: 7+/10

SCREENY:

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 4 lipca 2012, in Anime, Pierwsze Wrażenie and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. 8 komentarzy.

  1. Dokładnie takie same wrażenia mam po obejrzeniu pierwszego odcinku. Czarny humor, trochę szaleństwa a przy tym raczej nie głupie. A co do nawiązań do naszego społeczeństwa, to mamy oprócz tego co wymieniłaś jeszcze nadzorce w fabryce, który nie ma cholernego pomysłu jak to wszystko działa, chleb ze śmieci no i wspaniały magiczny płyn na porost włosów, który stosuje nasza bohaterka bez mrugnięcia okiem, a po użyciu którego całe szaleństwo się zaczyna. Jest dobrze.

    No i moje pierwsze wrażenie po obejrzeniu – „Hej, to jest narracja w stylu Romeo!”
    Autor LNki – Romeo Tanaka. Nie miałem pojęcia, że mój ulubiony scenarzysta eroge pisze też się wziął za Light Novel.

  2. To już drugi bloger, który recenzuje te anime. Powiem tak. Może i to dobry tytuł (ale myślę, że co najwyżej niezły), ale jakoś aktualnie chciałbym pełnokrwistego anime (chodzi o japoński klimat, a tu mamy kolejne nawiązanie do trendów obcych).

    Nawiasem mówiąc jestem po pierwszym odcinku Uta Koi. Wygląda zjadliwie. Kto lubi krótkie historie wielkich miłości powinien tego tytułu spróbować. Pierwszy odcinek był lekki i na swój sposób uroczy (szata graficzna jest specyficzna, ale ładna).

    PS. Zrobiłaś błąd. ”Później sama kłamała w żywe oczy bezwstydnie powołując się na organizację, do której należy, żeby zatuszować swoje błędu.” [powinno być chyba ”błędy”]. Pozdrawiam i dzięki za notkę :-)

    • @SaiEF
      A widzisz, tego nie zauważyłam – chyba mój umysł się trochę przytępiło tej godzinie [śmiech] W każdym bądź razie jest to nietypowa seria, na pewno warta uwagi ^^

      @Luka Wars
      No wiesz – tak jak my szukamy orientu sięgając po anime, tak Japończycy widzą ten „orient” w nas, więc nie dziwne, że biorą pod młotek także bardziej zachodnie trendy. Zaś samo Jinrui to raczej komentarz uniwersalny. To że nie jest o samurajach, ninja, czy epoce Heian jest uwarunkowane tym samym co sprawia, że w Europie nie nagrywa się filmów tylko o epoce wiktoriańskiej, czasach napoleońskich, czy drugiej wojnie światowej. Ja akurat cieszę się, że choć odrobinę Japonia otwiera się na świat (jeśli można to tak wzniośle nazwać). A ich ciekawa kultura ciągle przebija się przez japońskie produkcje, więc tak czy siak myślę, że nie ma się o co bać i jeszcze nam się przejedzą yukaty, Tanabaty, czy klaskanie przed kapliczkami ^^ (małe szanse, ale cóż xD)
      Uta Koi jest następne w kolejce do PW :)
      @PS – Dzięki za zwrócenie uwagi. Zawsze staram się czytać moje notki po kilka razy, ale czasami przechodzą takie kwiatki (bezwstydnie zwalam to na moją wadę wzroku ;P)

  3. W jaki sposób Japonia otwiera się na świat? Chyba w podobny, jak prostytutka otwiera się na majętnego klienta. Japońska kultura przesiąka zachodem. Nie dziwi mnie ten proces, ale też nie podzielam twojego entuzjazmu. Jeśli komuś przejadły się klimaty japońskie, zawsze może powrócić do Reksia, Krecika, Żwirka i Muchomorka.

    Wartość anime określa jego wyjątkowość na tle innych animacji. Jeśli anime aspiruje do bycia zachodnią kreskówką to nie będzie nic sobą reprezentowało.

    • Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że anime od jakiś 20 lat jest głęboko przesiąknięte zachodem? To że mamy ninja samurajów i youkai nie znaczy, że jest japońskie, serio.

    • Nie, bo lepiej żeby zamknęli granice, uważali kobiety za służące, a turystów traktowali jak niechcianą konieczność. Zmiany są nieuniknione i to, że ich kraj tego doświadcza (choćby właśnie przez przesiąknięcie zachodem) jest tak samo normalne, jak to że Polska po latach z komuny przeszłą na demokrację. Postęp/Regres – zwał jak zwał, każdy ma swój punkt widzenia, ale nie możemy oczekiwać tego, że ich kultura pozostanie na wieczność w niezmienionym stanie.

      No i tu chyba ktoś myli pojęcia – anime to po prostu „animacja z Japonii”. Określenie bardziej specyficznego stylu, niż tematyki. Tą może sobie wybierać do woli i nieważne, czy będzie to historyjka o afrykańskich niewolnikach, czy samurajach – to wciąż będzie anime jeśli narysuje je japońskie studio. Z tego co zaś zauważyłam, to raczej na Marvelową kreskę anime nie schodzi ;P

      Po za tym znów „reprezentowało” – czy wszystko musi sobą coś reprezentować? A nie może być po prostu „for fun”? Po za tym Jinrui to jedna z ciekawszych, ze społecznego punktu widzenia, serii, która jako jedna z niewielu ostatnimi czasy właśnie coś „reprezentuje”, dlaczego więc od razu ma być złe, że zapożycza z zachodu? Myśleć „Japonia tak, zachód be”, przestałam już dawno temu.

      • Ale oni traktują turystów z niechęcią, to jest strasznie ksenofobiczny kraj ogólnie. Warto poczytać jaką mordęgą może być znalezienie dla obcokrajowca mieszkania w Japonii. I nie kojarzę też innego cywilizowanego kraju, w którym znajdziemy lokale do których nie wpuszczają obcokrajowców.

        A inna bajka, to że nie widzę jakiś kosmicznych zachodnich motywów w Jinrui, raczej mowa o problemach globalnych, który występują także w Japonii. Chyba nie ma drugiego narodu, może koło Amerykanów, który wpieprza taką ilość gotowego jedzenia.

        • Wiem niestety, co ostudziło mój zapał na odwiedziny – najpierw język, bo bez tego to już w ogóle tam zginę ;P „Postęp” w tej dziedzinie ich życia byłby fajny [ech]

          Tak jak mówiłam – to już zależy jak patrzeć. Jako fanka fantastyki, jeśli dostanę dobrą opowieść to mało mnie obchodzi z jakich motywów ona zapożycza. To że z Jinrui nie czuć takiego „typowego-japońskiego-klimatu” (bardzo dyskusyjna kwestia co nim jest) mi osobiście nie przeszkadza ^^

          Co do ostatniego zdania – lol xDDDD Jest jeszcze jeden [pod]naród – studenci xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: