Pierwsze Wrażenie: Sengoku Collection (odcinek 01)

Drogie duchy, padam z nóg! Sprzątanie, 2 ciasta – byłam przekonana, że na nic twórczego nie starczy mi już dzisiaj sił i ochoty, ale po obejrzeniu pierwszego odcinka Sengoku Collection doszłam do wniosku, iż krótka opinia nie pozbawi mnie resztek soków życiowych, a może komuś się przyda przy decydowaniu, czy zajmować sobie transfer tym „cudem”, czy nie :)

Jest to pierwszy tytuł w tym sezonie, który ściągnęłam na zasadzie „napatoczyło się, to czemu by nie?”, a nie ponieważ wcześniej sobie to zaplanowałam. Czy się opłacało? Hmmm….

Opis: [zmieniony w stosunku do tego z zapowiedzi, ponieważ tamten okazał się totalnie chybiony] Sengoku Collection obraca się wokół przeróżnych samurajów, którzy przeniesieni z równoległej rzeczywistości, lądują w naszym świecie. Warto też dodać, że w przeciwieństwie do znanych przez nas postaci historycznych, ich odpowiednikami okazują się dziewczyny wyglądające niczym licealistki. Przybywając z epoki średniowiecza, są one oczarowane współczesnym Tokio, a kolejne przygody w nieznanym im świecie, zacieśniają ich przyjacielskie więzy.

Opinia: Porównując oba opisy widać, że z serii o czasach wojen średniowiecza, zrobił nam się tytuł o samurajskich dziewczątkach. To się nazywa przejechać na oczekiwaniach. Jeśli ktoś czekał na ten tytuł, to niestety muszę powiedzieć, że się mocno rozczaruje.

Zacznijmy od tego co się rzuca w oczy, czyli grafiki, która jest brzydka.Tak, brzydka. Wyświadczcie mi przysługę i popatrzcie sobie na plakat promocyjny – ta seria tak nie wygląda. Mnie udało im się nabrać – po tamtym obrazku myślałam, że choć nie mam pojęcia o czym ten tytuł ma polegać, przynajmniej jakościowo będzie miał sporo do zaoferowania – pamiętacie dziwne cudo o nazwie „Houkago no Pleiades„? Liczyłam na coś takiego – nawet jeśli całość będzie tylko czymś ala spot reklamowy, to na cześć efektów będzie można poematy pisać. Nic bardziej mylnego. Tła są robione na odwał, a projekt postaci leży i kwiczy.

Wbrew jednak wszystkiemu co napisałam powyżej, opening i ending wyszły nawet nieźle – muzycznie też nie można zbytnio narzekać. Piosenka początkowa „Me wo Tojite Gyuttoshiyo„, jest całkiem w porządku. Końcowa już delikatnie irytuje, ale to dałoby się wybaczyć – przynajmniej nieźle wpasowuje się w styl serii.

Co jednak można zdefiniować jako ten rzekomy „styl”? Słabe wykonanie, niezbyt odkrywczy pomysł i stereotypowych bohaterów?

Lądowania w świecie równoległym to motyw przerabiany na miliardy sposobów, ale nie tego się czepiam – wkurza mnie to, że nie został fajnie wykorzystany. Daje on mnóstwo możliwości, a tutaj większa cześć odcinka przelatuje nam na tym, jak to bohaterowie jeżdżą sobie po okolicy i zwiedzają Tokio. Eeee… naprawdę? Moją pierwszą myślą, gdybym znalazła się na miejscu tej dziewczyny byłoby „Jak u licha mam wrócić do domu?!?!”, tymczasem ona tylko raz za czas napomknie smutnym tonem, że „och, to nie jest przecież mój świat” i na tym kwestia się ucina… aż do momentu kiedy to ni w pięć ni w dziesięć modli się przy pobliskiej kapliczce, nawiedzają ją trzy duszki, po czym dostaje zadanie nazbierania jakichś dziwnych świecących kulek (przepraszam, nie słuchałam za dokładnie ;P Coś ala wewnętrzną moc innych ludzi), które mają jej pomóc powrócić do swojej rzeczywistości. Złe rozplanowanie, oj złe. Nie dało się jakoś lepiej podzielić ten odcinek czasowo, niż marnować czas na głupoty jak np. kąpielowy fanservice, czy eksponowanie wszystkich cech bycia tsundere, a potem o życie starać się upchnąć to co ważne w ostatnich paru scenach?

Ok, mogą powiedzieć, że „starali się skupić na bohaterach”, ale oni też jakoś szczególnie nie błyszczeli. Postać męska (o okropnym wyglądzie!) to taki trochę stereotyp życiowego nieudacznika, który jest oczarowany przez zjawiającą się znikąd i rozstawiającą go po kątach tsundere – różowowłosą Nobunagę. Nie mówię, że nie są sympatyczni – o dziwo oprócz ich nierzeczywistego (nawet jak na standardy anime) zachowania (na głowę spada Ci samuraj z równoległej rzeczywistości o za dużym biuście, a Ty tak po prostu to akceptujesz? Po wylądowaniu w innym świecie robisz wszystko, żeby wrócić do siebie, a nie obżerasz się hamburgerami i lodami, tak czy nie?) da się ich polubić.

Nie jest to komedia, więc i humor (którego jest tyle co nic) oceny SC nie podniesie (dużo byłabym w stanie wybaczyć, gdyby sypali gagami na prawo i lewo ^^), fabularnie wypada średnio, a jakość woła o pomstę do nieba – może będzie w stanie rozkręcić się w przyszłości, ale jakoś nie mam ochoty się o tym przekonać. Mogę jednak podziękować Sengoku Collection za jedno – teraz mam ochotę obejrzeć Brave 10, które leży od zeszłego sezonu, a tam jest większe prawdopodobieństwo na zobaczenie prawdziwych samurajów w akcji :D

Ocena wstępna: 4 [i jednocześnie końcowa, jako że leci do dropped]

Screeny:

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 7 kwietnia 2012, in Anime, Pierwsze Wrażenie and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. 4 komentarze.

  1. Faktycznie, grafika fatalna…

  2. Czyli już wiem, za co na pewno się nie zabierać :).

  3. Grafika mnie totalnie odtrasza, prawie wypaliło mi oczy. Miałam ochotę zerknąć co to jest, ale zniechęciłaś mnie :) To dobrze, bo nie mogę marnować czasu. Jest wiele więcej intereujących serii tej wiosny.

  1. Pingback: Sezon letni ’12 – przegląd cz.02 :) « .:: Dream Universe ::.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: