[visual novel] (P)lanets – zwyczajne życie właśnie się skończyło…

Jakiś czas temu poprosiłam was (i nadal proszę ^^) o propozycje dotyczące visual novel, czy gier otome, ponieważ po Lucky Rabbit Reflex! poczułam naprawdę porządną ochotę bliżej zapoznać się z tym gatunkiem :) Ku mojej wielkiej radość dostałam od NanyVampire dość pokaźnego maila ze sporą ilością tytułów (za co jej bardzo dziękuję!), które tylko czekały na to by je sprawdzić – postanowiłam zacząć od (P)lanets ^^

Jest to gra otome podpinająca się bardziej pod gatunek visual novel, niż dating-sim. Nieważne jednak czym jest, muszę przyznać, że wciągnęła mnie na ładnych kilka wieczorów… no bo przecież musiałam zdobyć wszystkie zakończenia! ;P

Historia rozpoczyna się w momencie, kiedy nasza główna bohaterka, Marin, ma w szkole pewien nieprzyjemny wypadek – mianowicie spada ze schodów popchnięta przez jakiegoś idiotę w trakcie zatłoczonej przerwy. Choć wygląda to bardzo groźnie, dziewczynie na szczęście nic się nie stało… przynajmniej tak myślała przez pierwsze kilka minut. Później jednak dowiaduje się smutnej prawdy – jej rodzice ni z tego ni z owego wygadują o niej same nieprzyjemne rzeczy, a pielęgniarka jest wredną jędzą. Poprawka – oni tego nie „wygadują”, tylko o tym myślą… Choć Marin może w to początkowo nie wierzyć,  porządne uderzenie w głowę, jakie sobie zafundowała, przekształciło ją w telepatkę, a ona, czy tego chce, czy nie, musi się z tym zmierzyć.

Następnego dnia spotyka pod swoim domem nieznajomego chłopaka, który oznajmia jej, że jedyną nadzieją dziewczyny na zachowanie zdrowych zmysłów i niezwariowanie przez te ciągłe głosy hałasujące jej w głowie, jest dołączenie do Akademii Planets, gdzie z dala od oczu przeciętnych ludzi, uczęszczają dzieciaki obdarzane nadprzyrodzonymi zdolnościami.

Marin nie ma wyboru – musi się zgodzić i stawić czoła przyszłości.

Fabuła może i nie jest zbytnio odkrywcza, ale sposób w jaki ją opowiedziano można potraktować za duży plus. Autorce nie brakuje poczucia humoru, z którego skrzętnie korzysta tworząc sympatycznych bohaterów, ubarwiających stylistykę wałkowaną już na wszystkie sposoby przez różne media.

Jak już jesteśmy przy postaciach zerknijmy na cztery ścieżki, którymi możemy podążyć podczas gry:

Kaius – zamknięty w sobie chłopak o bardzo chłodnym i zdystansowanym nastawieniu do ludzi. W miarę rozwijania się historii odkrywamy co jest tego powodem i zdecydowanie nasze odbieranie go mocno się ociepla. Jest to chyba też najbardziej konfliktowy route – w pewnym momencie docieramy do fragmentu, kiedy naprawdę ma się ochotę  mu przywalić i wbić trochę zdrowego rozsądku do głowy. Zakończenie jednak rekompensuje ewentualne wcześniejsze wybuchy gniewu ;] Jakoś od początku wydawało mi się, iż nasz czerwonowłosy samotnik jest kanonowym wyborem z (P)lanets, dlatego zaczęłam właśnie od niego i nie żałowałam, jako że grało się naprawdę przyjemnie ;)

Ryuu – gadatliwa, radosna i bardzo bezpośrednia istota. Co prawda skrywa przed Marin pewną tajemnicę, ponieważ nienawidzi, kiedy ktoś się o niego martwi, ale z drugiej strony zawsze mówi co myśli i nie da się go nie lubić… przynajmniej na jego ścieżce. Okropnie sympatyczny wątek fabularny, który okropnie kojarzył mi się z tym Kanaty w Starry Sky: In Spring (jeśli ktoś grał, od razu połączy jedno z drugim ;)). Na route Kaiusa można wyrobić sobie pewną niechęć do białowłosego, jako że ta dwójka się nawzajem nie znosi, ale kiedy pozna się go bliżej, naprawdę potrafi podbić serce. Jeśli miałabym kogoś wybrać, to właśnie jego wskazałabym jako moją ulubioną postać ^^

Lucan – ułożony i miły typ „księcia”. Choć z reguły nie lubię takich zbytnio przesłodzonych postaci, tak z nim akurat nie miałam problemu. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że nasz długowłosy blondyn wcale nie ma tak czystej i pięknej duszy, jak się to może wydawać, ponieważ ukrywa przed wszystkimi dość nieprzyjemną tajemnicę. Na jego ścieżce możemy też oglądać bardzo ciekawą Marin – jest bardziej zaradna, bezpośrednia i pewna siebie rekompensując nieśmiałą stronę osobowości Lucana. Pod tym względem route jest przyjemny i fajnie się balansuje. Także wątek Ruiko, przyjaciółki poznanej w Planets, znajdzie tu swoje, bardzo zaskakujące rozwiązanie.

Haruhi – niebieskowłosy, odrobinkę młodszy, najlepszy przyjaciel. Z pewnych rodzinnych powodów, od zawsze ubierał się w damskie ubrania i był ostoją dla chłopczycy, którą w dzieciństwie była Marin. Pragnie dla niej tego co najlepsze. Nie wiem w sumie, czy można to nawet nazwać osobną ścieżką. Jest to raczej taki mały bonus. Postać prowadzimy dokładnie tak jak w route Kaiusa tylko w pewnym momencie dokonujemy innego wyboru co skutkuje może jedną, specjalnie dedykowaną dla niego grafiką CG. Jako dodatek jest ok, choć osobiście zdecydowanie nie widzę go jako poważny love interest, a raczej właśnie w roli specyficznego przyjaciela, któremu można się wygadać ze swoich problemów.

Jak widać postacie są dość typowe: mruk, śmieszek i książę. Na szczęście jednak nie ujmuje im to uroku. Każdego Pana łatwo polubić grając w jego ścieżkę, zaś główna bohaterka jest wręcz zaskakująco sympatyczna. Napisana jest dość komediowo, więc zazwyczaj z uśmiechem czytamy jej dalsze przygody. Poboczne postacie też o dziwo są niezłe – złośliwa mama, czy trochę nadopiekuńczy dyrektor byli fajnym dodatkiem.

Jedyny minus względem fabuły, który mogę tutaj wytknąć, to niewykorzystanie jej potencjału. Tak naprawdę nigdy nie zostaje nam wyjaśnione skąd u bohaterki nagle pojawiły się zdolności psychiczne, co więcej w ogóle dziewczę z nich nie korzysta. Jeśli już tworzy się bohaterkę, która potrafi czytać w myślach, to aż się prosi o sytuację, gdzie np. właśnie dzięki tym umiejętnościom dowiaduje się jakiegoś sekretu, albo narzuca innym swoją wolę – możliwości jest wiele. W ścieżce Kaiusa jest jedna scena, gdzie wątek telepatii jest użyty i to jest wszystko na całą grę, co mnie bardzo zawiodło. W pewnym sensie jest to potraktowane bardziej jako pretekst do wrzucenia Marin do szkoły z trzema przystojniakami (którzy o dziwo już częściej używają swoich mocy), niż coś, co miałoby się rozwinąć w głębszą intrygę.

Co się jednak dziwić – jakby nie patrzeć jest to gra otome, a tym samym wątek romantyczny musiał być mocno nakreślony. Jednak tak jak wspominałam już na wstępie, pragnę zaznaczyć, że mamy tutaj do czynienia z visual novel, a nie symulatorem randkowym. Historię Marin po prostu czytamy i w krytycznych momentach podejmujemy decyzję odnośnie tego jak się zachować – nie ma żadnych mini gierek, podnoszenia statystyk, ani innych bajerów. To coś jak interaktywna książka, w której możesz wybrać takie zakończenie, jakie Ci się podoba ;)

Strona wizualna jest dość kontrowersyjną kwestią. Tła oraz grafiki CG są całkiem ładne, ale już sprite’y postaci czasami wyglądają lekko nienaturalnie. Tym samym można trochę ponarzekać na wygląd, który faktycznie nie jest rewelacyjny, ale z drugiej strony weźmy pod uwagę, że gra została zrobiona tylko przez jedną osobę. Jak na taki projekt, Planets naprawdę zasługuje na szacunek ^^

O ile jednak pod względem wyglądu można się przyczepić, tak muzyka jest bardzo dobrze dobrana. Okropnie podobały mi się smutne motywy na pianinku oraz szybsze utworki przy zabawnych scenach. Kiedy połączyć efekt wizualny z dźwiękowym, wszystko tworzy przyjemną całość.

Z czysto technicznych kwestii mamy przejrzyste menu, możliwość zapisu gry w dowolnym momencie (choć nie wtedy, kiedy na ekranie pojawiają się okienka wyboru, dlatego polecam częste save’owanie ;D), dostęp do galerii z CG oraz bardzo fajną opcję, mianowicie pomijanie teksów, które już czytaliśmy. Świetnie się to sprawdza przy kolejnych przejściach – włączamy skip, a sceny już wcześniej oglądnięte, szybko się przewijają, zaś kiedy pojawia się moment wyboru lub tekst, którego jeszcze nie czytaliśmy, gra automatycznie przełącza się w normalny, wolny tryb prowadzenia historii :) Dzięki temu nie tracimy niepotrzebnie czasu ^^

Wspomniałam już chyba o wszystkim, dlatego pozostało mi już tylko podsumować (P)lanets.

Nie jest to produkcja pozbawiona wad, ba! Ma ich nawet trochę. Poczynając od moim zdaniem odrobinkę niedopracowanej fabuły, po denerwujące saveowanie (czasami przeskoczą nam teksty, których nie zdążyliśmy jeszcze przeczytać), ale nie zmienia to faktu, że mamy przed sobą naprawdę porządny tutuł visual novel kierowany do damskiej widowni. Da się przy nim naprawdę przyjemnie spędzić czas (około 3h), bohaterów łatwo polubić, a ostatecznym, mocnym argumentem przemawiającym na jego korzyść powinien być fakt, że jest on całkowicie darmowy ;)

Download: LINK
Walkthrough: LINK

Screeny:

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 4 Listopad 2011, in Gry, Otome, Różne, Recenzje and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. 11 komentarzy.

  1. Mniej brzydkie niż tam te Króliki, ale nadal niezbyt ładne. Tak bardzo mi smutno że UtaPri nikt nie wydał na Zachodzie, a jedyna gra randkowa którą udało mi się dopaść był Princess Debut na DSa, gra dla dziewczynek… Jeszcze bardziej trzeba się nauczyć Japońskiego, żeby grać w ładne rzeczy.
    Tak, oceniam gry po wyglądzie, o to w końcu chodzi w tego typu grach, haha.

    • Każdy może oceniać według czego chce, to w końcu wojny kraj ;D
      Ale szczerze?
      Też tak początkowo podchodziłam go dating-simów i zagrałam w Starry Sky: In Spring (jest patch na angielski, więc jeśli faktycznie chciałabyś coś oryginalnie japońskiego w klimatach otome, to idealnie tytuł dla Ciebie) i tak się zanudziłam, że myślałam, że mnie trafi >_> Przeszłam tylko jedną ścieżkę i więcej nie miałam ochoty mieć cokolwiek wspólnego z tą grą, bo mimo ślicznej wprost grafiki, ciągnęła się jak flaki z olejem.
      To zmieniło moje nastawienie xD Fabułą i sposób w jaki się ją opowiada, też mają znaczenie ^^

      Ale razem z Tobą łączę się w bólu – w UtaPri też z chęcią bym zagrała *ech*

  2. Ja bym chciała znać japoński na tyle by bez problemu grać w Princess Maker 4…

    Co do recenzji – jak fajnie, że nie odpuściłaś sobie gier otome! Jeśli będę miała chwilkę to chętnie pogram w to. Po oposie i obrazku już wiem którą ścieżka pójdę XD

  3. Yatta, recenzja ^^
    W (P)lanets grałam już jakiś czas temu, sympatyczne strasznie ^^ A ja i tak najbardziej lubię Kaiusa… Ale o dziwo każdego polubiłam, co mi się nieczęsto zdarza. Grafika jak na fanowskie produkcje mimo wszystko jest dobra, w niektóre nie jestem w stanie zagrać bo mi nie leży xD No bo mimo wszystko, grafika też ważna…
    Starry Sky cię nudziło? Mi się bardzo podobało xD Poza tym, jak na visual novel jest dość krótka, więc skończyłam aż za szybko. Niektóre czyta się ponad 50 godzin (a Clannad to i chyba z 200 wyjdzie… o matko, a ja chcę to przeczytać… nie ma to jak dużo ścieżek ^^”).
    Przy okazji, jeśli nudzi ci się i masz 5-10 min wolnego czasu, wyszła 1 nowa otome fanowska, Witch Spell http://lemmasoft.renai.us/forums/viewtopic.php?f=11&t=12497 Króciutka, ale ma ładną grafikę i jest urocza i sympatyczna, a ja nie mogłam się nie śmiać czytając to. Jest dwóch chłopaków, więc 2 endingi. Ogółem historyjka na wolne kilka minut ^^. No i się rozpisałam…
    I tak przy okazji, SStefania, z gier randkowych, czyli dating sim’ów na DS jest jeszcze Tokimeki Memorial Girl’s Side 1 i 2 przetłumaczone (ale to taki dating sim w pełnym wydaniu) a z visual novel otome japońskich na angielski przetłumaczono jeszcze Yo-Jin-Bo, gatunki coś w stylu historyczne, komedia, parodia, przygoda, no i romans oczywiście ^^ i aż 6 chłopaków (w zasadzie to facetów, imo starsi niż liceum… prawdopodobnie ^^).
    Dobra, koniec, rozpisałam się za bardzo (po prostu vn’ki to temat który uwielbiam ^^)
    A, a, a, jeszcze jedno, ale obiecuję, ostatnie ^^” Autorka (P)lanets planuje kontynuację, już inni bohaterowie, akcja rok później, ale ci z tej części mogą się pojawić ^^. No i poprosiła koleżankę która świetnie rysuje o pomoc i rady, więc grafika będzie lepsza. No i tym razem nie 3 ścieżki i jedna poboczna, tylko 4 pełne ^^. Nieprędko wyjdzie, ale jeśli chcesz, mogę dać znać jak to się stanie ^^. Dobra, stop, koniec, za dużo napisałam. Gratulacje dla tych którzy przebrnęli przez mój komentarz ^^”.

  4. Jako że nie mam twittera dodaje tutaj swój wpis. Killua dostaje swój awesome moment w pierwszej serii OAV w starym Hunter x Hunter. I jak dla mnie to jest najlepsza rzecz shonen jaką w życiu oglądałem (będę to powtarzał do znudzenia). Mamy jak na shonen mroczną kreskę, mistrzowsko rozegrany motyw zemsty (pozdrawiam w tym miejscu Naruto, któremu się to po prostu mocno nie udaje).

    No a co do samego tematu, czyli gier otome. Jak dla mnie dating sims są niesamowicie nudne. Polecam przeczytanie jakiejś visual novel (i nie bać się tam h-scenes), bo one mają jakąś głębszą fabułę (mówie o tych dobrych rzecz jasna) niż „wyrwać coś w tym odcinku”.

    Pozdrawiam Sai.

  5. Zazwyczaj nie gram w visual novel lecz kiedyś miałam styczność z Fantasia: Realm of Thanos,która do takowych się zaliczała … jeżeli się nie mylę gra ma nawet kontynuację. Jeśli naprawdę masz ochotę pograć w tego typu gry to o wiele bardziej polecam ci japońskie otome game takie jak Yo-Jin-Bo ,które zostało wydane w angielskiej wersji językowej na PC. Jeśli nie przerażają cię tzw „krzaczki” to spokojnie możesz sięgnąć po La Cord’ę albo gry z seri Starry Sky … tym bardziej ,że do wiosennej odsłony jest angielski patch ^^

  6. KIedy będą zimowe zapowiedzi anime ? ^.^

  7. oooo świetnie, nie mogę się doczekać : ) masz świetny styl pisania i ze wszystkich blogów i stron poświęconych M&A twój jest jednym z ciekawszych ^^
    pozdrwiam

  8. Również czekam na zimowe zapowiedzi :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: