Kimi to Boku – Odcinek 01

Koniec z tą akcją, mordowaniem i shounenami – czasami człowiek potrzebuje też wytchnienia, prawda? Dlatego postanowiłam obejrzeć w tym sezonie również coś z gatunku „slice-of-life”.

Śmieszna historia związana z tą serią jest taka, że kiedyś założyłam na jakimś forum temat, podając jednocześnie wytyczne i prosząc, żeby ludzie polecili mi coś w tym klimatach. Choć nie pamiętam już nawet co to wtedy miało być, wiem że jedną z propozycji było właśnie Kimi to Boku. Choć mangi nie sprawdziłam, tytuł ten zapadł mi w pamięć dostatecznie głęboko, by dodać dwa do dwóch kiedy zobaczyłam go na liście jesiennych chartsów. Czy jednak mam czego żałować? Czy faktycznie powinnam się zabrać wtedy za tą wersję papierową KtB? Nie do końca…

Historia obraca się wokół czwórki nastolatków – przystojnych bliźniaków Yuuty i Yuukiego Asaba, zniewieściałego Shuna Matsuoki oraz przewodniczącego klasy, Kaname Tsukahary – którzy znają się od dzieciństwa. Może nie są jakoś przesadnie dobrymi przyjaciółmi, choć nie jest znów tak, że się nienawidzą, zawsze jednak trzymają się razem. Pół-Japończyk, przenoszący się właśnie do ich szkoły, Chizuru Tachibana, dołącza do ich paczki, tym samym dając początek komedii o codziennym życiu i dorastaniu naszych bohaterów.

Pierwszy odcinek, mówiąc tak dokładniej, to taka mieszanka flashbacków z dzieciństwa głównych bohaterów i fragmentów, jak to całą paczką poszukują odpowiedniego klubu dla jednego z bliźniaków. W normalnych warunkach nie miałabym nic przeciwko takiemu rozwojowi wypadków – w końcu to seria „o życiu”, więc nie można wymagać walk na śmierć i życie, czy duchów wyskakujących zza krzaków, ale… to wszystko jest taaaaakkk woooooolneeee, że można przysnąć przy oglądaniu.

Nie jestem w sumie pewna – nie podobało mi się, a może jestem po prostu znudzona całym tym epizodem? Tak czy siak, anime to wzbudziło we mnie niewiele pozytywnych uczuć.

Zacznijmy może od czegoś, co jak dla mnie, zapowiadało się całkiem nieźle – to miał być tytuł o męskiej przyjaźni. Niby to fakt, jest czwórka chłopaków, którzy znają się od dzieciństwa, jednak tego co ich łączy, nie wiem czy można nazwać jakimkolwiek głębszym uczuciem. Przez większość czasu odbierałam raczej wrażenie, jakby byli znudzeni sobą nawzajem, a przebywali w swoim towarzystwie tylko „bo tak”. Nie tego szukałam! Chciałam zabawnych docinek, przekomarzań, tego czym cechuje się w filmach, czy serialach „uczucie” pomiędzy facetami (Merlin i Artur z Merlina, anyone? xD) – Panie Reżyserze, bromance! Bromance, a nie takie bzdury! ;P

Nie wiem jak to się rozwinie, ale mam też wrażenie, że tytuł ten może przyciągnąć do siebie shippersów yaoi, albo shounen ai (choć nie ma żadnych akcentów) – cieszyłabym się jednak, gdybym się myliła…

Brakowało mi także jakiegoś motywu przewodniego, czegoś, co mogłabym nazwać „fabułą”. Ja rozumiem, kwestia dorastania i te sprawy, ale dobrze byłoby mieć jakiś punkt zaczepienia, wokół którego serię można kręcić. Tutaj go nie ma – wszystko wygląda bardzo losowo i przypadkowo. W tym odcinku będzie to, a w tym to. Tak jakby jedynym wspólnym elementem mającym zlepiać to wszystko w spójną całość, mieli być bohaterowie.

Można oczywiście powiedzieć, że się czepiam i nie znam, że tak to już jest z seriami typu „okruchy życia”. Niby racja. W pełni przyznaję, że nie są to trochę moje klimaty, ale np. taka OAVka Black Rock Shootera, która też zalicza się pod ten gatunek, całkiem mi się podobała, a to pokazuje, iż jednak się da nawet w takim typie produkcji wymyślić „problem”, który pociągnie fabułę do przodu. Tu tego niestety nie widziałam, a wolne tempo akcji tylko bardziej zniechęca mnie przed podarowaniem Kimi to Boku drugiej szansy (bo niby jeszcze nie pojawił się jeden z bohaterów).

Oczywiście nie wszystko było złe czy nudne – choć początek ciągnął się jak flaki z olejem, odcinek miał swoje momenty-perełki, jak choćby niektóre momenty związane z poszukiwaniem klubu dla bliźniaka. Nawet lekko się uśmiechnęłam przy jednej, czy drugiej scenie (a w szczególności przy komentarzach megane ^^). Tak samo flashbacki – było wprost przeurocze ^^

Nadzieja na poprawę mojej oceny spoczęła też głównie na barkach bohaterów… jednak ze smutkiem muszę stwierdzić, że nie udźwignęli jej ciężaru. Choć bliźniacy kojarzyli mi się trochę z Hitachinami (to jak będąc dziećmi, straszyli biernego Kaname xD), brakuje im tej iskry, którą cechowała się Ouranowa parka. Shun to takie ciepłe kluski, że szkoda choćby o nim wspominać, za to okularnik, to inna bajka – on jeden z całej ekipy wzbudził we mnie szczerą sympatię i zainteresowanie ^^ Taki lekki tsundere ;)

Swoją drogą… o co chodzi z tymi kotami??? Pojawiały się wszędzie przez cały odcinek i oprócz tego, że odzwierciedlały trochę postacie i było kochane, nie załapałam sensu ich obecności ;]

Grafika i muzyka były dokładnie takie jak cała reszta – delikatne, pełne spokojnych nut i jasnych, bladych kolorów. Nie jest to złe, ale nie posiada żadnej cechy, która miałaby jakoś wyróżnić ten tytuł… w tym w sumie jest jego główny problem. Totalnie nie wybija się z tłumu.

To taka luźna seria o dorastaniu (gdybym chciała być złośliwa, powiedziałabym, że w takim razie jest o niczym). Zapewne w swoim gatunku można ją uznać za coś niezłego, a może nawet i dobrego, ale wydaje mi się, że takie oglądanie jak w moim przypadku, czyli „z doskoku”, nie jest dobrym pomysłem. Życiowe opowieści trzeba jednak lubić, a jako że ja akurat należę do gatunku ludzi, którzy uważają, że „życia” mają dość na co dzień, by jeszcze je dodatkowo dostarczać sobie w innej postaci, fanką Kimi to Boku raczej nie zostanę. Oprócz paru fajnych scen, nudziłam się przez większość czasu i nie chcę się tak więcej w przyszłości maltretować – może następna seria slice-of-life, której kiedyś w przyszłości znów dam szansę, odniesie lepsze rezultaty.

Ocena: 5/10

Screeny:

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 25 Październik 2011, in Anime, Pierwsze Wrażenie and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. 5 komentarzy.

  1. Mam cichą nadzieję że mnie to też znudzi i będę mieć mniej do oglądania ;)
    Shun skojarzył mi się od razu z Koko wa Greenwood, tam też był chłopiec o tym imieniu tak zniewieściały, że na początku udawał dziewczynę udającą chłopca. To znaczy – na początku…

  2. Ja, ja, ja „Merlin” oglądam! A po odcinku 4×04 płakałam ze wzruszenia. A ja rzadko płacze z radości czy coś w tym stylu! Zresztą po 4×02 też ryczałam (wiadomo czemu), a po końcówce 4×03 miałam taki odpał, że łaziłam w kółko po mieszkaniu czekają aż odcinek się ściągnie (oglądam zawsze online, prosto z BBC) i będę mogła jeszcze raz obejrzeć. Kocham ten sezon! Kocham ten serial!!!

    ehem, wracając pod recenzji. Daruje sobie chyba

    • @SStefania
      Hahaha fajne podejście xD
      Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, to co napisałaś, ale zdecydowanie jest to jakaś zakręcona kwestia ;) (nie znam Koko wa Greenwood…)

      @monilip
      A ja znów po 4×04 zrobiłam głośne „awwwwwwwww~~” xD (Ps: Scena ze spodniami Artura mnie zabiła Hahahhahaha xD). Po 4×02 nie płakałam, ale byłam strasznie przybita, a ostatnim gwoździem do trumny był 03 (a nawet go nie lubiłam ;p) – co oni tak u licha w tym sezonie wszystkich mordują? ;P
      Ogólnie jednak faktycznie sezon świetny – zauważyłaś, że we wstępie zmienili z „young boy” na „young man”? ;]

      Pozdrawiam ^^

  1. Pingback: Danshi Koukousei no Nichijou – Odcinek 01 « .:: Dream Universe ::.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: