Otome Youkai Zakuro – o kwiatach wiśni, fikuśnych piosenkach i związkach wszelakich :)

Tytuł: Otome Youkai Zakuro
Produkcja: J.C. Staff, Aniplex
Typ: TV
Status: Zakończony
Odcinków: 13
Czas trwania: 24 min.
Gatunek: Historyczny, Romans, Siły nadprzyrodzone, Seinen

Ostatnio naszła mnie dziwna ochota na obejrzenie czegoś romantycznego. Czasami człowiek czuje taką wewnętrzną potrzebę, by popatrzeć na coś sprawiającego, że uśmiech sam wykwita nam na twarzy, a jednocześnie nie mającego nic wspólnego z ocaleniem świata od [kolejnej] nadchodzącej zagłady. Nie można do końca powiedzieć, że Otome Youkai Zakuro przedstawia właśnie taką koncepcję, jako że reprezentuje połączenie gatunków shoujo i akcji. Bez „ratowania” czegokolwiek się nie obejdzie, jednak bynajmniej nie ujmuje to radości jaka płynie z seansu ^^ …bo przecież kto nie chciałby zaznajomić się z heroiną, która skopie tyłki niejednemu bandziorowi lepiej niż zawodowy żołnierz? xD

Mamy Erę Meiji w lekko alternatywnej wersji Japonii, gdzie dopiero co wprowadzono w życie kalendarz Gregoriański. Tymczasem postanowione zostaje, że lisio-uche dziewczyny z części miasta zamieszkanej przez youkai (jap. demony), mają zacząć współpracować z wysłaną tam delegacją młodych, ludzkich żołnierzy, aby tym samym promować między-rasowe zrozumienie i kooperację. Jednak co się stanie, kiedy silna osobowość Zakuro zderzy się z ludzkimi uczuciami?

Kiedyś dawno temu przysiadłam do pierwszego odcinka, obejrzałam, stwierdziłam, że fajne… i na tym moja przygoda z OYZ się zakończyła. Tak naprawdę nie wiem czemu… może nie byłam w nastroju? Może nie miałam ochoty na dokładanie sobie do kolejki następnej serii w trakcie wydawania? A może po prostu „fajne” okazało się dla mnie za małą rekomendacją jak na tamten czas? Niezależnie od powodu, podjęłam decyzję by to nadrobić. W końcu postanowiłam zrobić generalny remont na mojej liście „On-Hold” na MALu, a wybór pierwszego tytułu padł na właśnie Zakuro.

Zaczynając od drugiego odcinka (baaardzo nie miałam ochoty zawracać sobie głowę re-watchem pilotu) dość szybko zorientowałam się co i jak, choć nie wiem, czy zaliczać to na plus dobrej konstrukcji anime, czy też raczej mojej, w miarę sprawnie działającej, pamięci ;D W każdym bądź razie podejście secondo, okazało się wywrzeć na mnie dużo lepszy skutek, jako że po jakichś 3 dniach pochłonęłam całą resztą z, może i nie wypiekami na twarzy, ale na pewno sporą ekscytacją ^^

Pierwsze co rzuca się w oczy, to oczywiście walory wizualne – „walory”, ponieważ nie można zaprzeczyć swoistej gracji, jaką prezentuje kreska. Delikatna i pełna pastelowych barw, które nie rażą w oczy, za to bardzo pasują do shoujo-koncepcji całej serii. Bohaterowie nie straszą przesadzie wielgaśnymi oczyskami, a i sceny walki są zrealizowane dynamicznie – jak na potyczki z duchami/demonami przystało.

Oczywiście cała ta „walka” jest dość względnym pojęciem – fanów ogromnych mieczy i siekania się rodem z popularnych shounenów muszę rozczarować, ale nie oznacza to, że wielbiciele akcji nie znajdą tu coś dla siebie. Choć Panie-Pół-Duchy wymachują na około gałązkami z drzewa wiśni, które przy odrobinie dobrej woli i latających płatkach sakury zamieniają się w małe kordy, czy inne sztylety, zaś starciu musi towarzyszyć folkowa (iście mistyczna!) piosenka śpiewana przez dwie z nich, efekt jest zaskakująco ciekawy.

Co się zaś tyczy wspomnianego utworu – mówcie sobie co chcecie, ale Benibana no Otome Uta w jakiś szatański sposób potrafi się wryć w podświadomość i mimo, że w normalnych okolicznościach podobnych rzeczy nie słuchamy, zaczynamy bezwiednie nucić zastanawiając się z bohaterkami „watasha hana ka, chouchou ka, oni ka” ^^ („Jestem kwiatem? Motylem? A może demonem?”) Aż ciarki człowieka przechodzą, a wierzcie mi – to jest mój najlepszy wyznacznik, czy piosenka jest dobra :D

Jak już jesteśmy przy muzyce – zdarzają się na soundtracku kawałki, które zwracają uwagę nawet bez animacji. Trochę smutniejszego pianinka, ciut rytmów zabawnych i jakby mówiących, że „ktoś coś przeskrobał”… albo za chwilę to zrobi (;D) oraz „tematów bitewnych”, które może i nie zawierają solówek na gitarach elektrycznych, ale dobrze wpasowują się w klimat Ery Meiji.

Tyle jeśli chodzi o kwestie techniczne i choć nikt nie może odmówić im swej niezwykłej wagi, najważniejsze dopiero przed nami.

Fabuła wydaje się bardzo prosta, jako że przedstawia problem uniwersalny, obecny prawie w każdych czasach – dyskryminację. Youkai nie są mile widziane w społeczeństwie – ludzie się ich zwyczajnie boją, ponieważ różnią się od zwykłych, ludzkich istot wyglądem oraz umiejętnościami. Rodzi to niepewności i wątpliwości, które ciężko przezwyciężyć, jednakże właśnie po to powołana do życia zostaje specjalna jednostka – łącząc siły jednej i drugiej rasy, ma otworzyć bramę do wspólnego zrozumienia… Nie dajcie się jednak zwieźć! Twórcy tak naprawdę potrzebowali pretekstu, żeby zmusić trójkę przystojnych żołnierzy do zamieszkania ze ślicznymi dziewczynami, w których żyłach płynie demoniczna krew i cóż – znaleźli go xD

Żartuję sobie oczywiście, bo wbrew pozorom cześć fabularna jest ciekawa i mimo że przewidywalna, dostarcza frajdę cząstkowego dowiadywania się „dlaczego główna bohaterka jest taka wyjątkowa” (bo nie mogło być inaczej ;P).

Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – nie po to człowiek ogląda romans, żeby sobie głowę zawracać wojskiem i innymi tego typu „bzdetami” ;P Postacie stworzono tak, by każdy z nich prezentował inną „postawę psychologiczną” (jeśli mogę to tak nazwać). Silna Zakuro to tsundere, dlatego sparowano ją z Agemakim – fajtłapowatym i strachliwym chłopakiem o wielkim sercu. Małomówny i poważny Riken, za partnerkę otrzymał uroczą lecz nieśmiałą-do-przesady Susukihotaru. Na koniec mamy Bonbori i Hoozuki, tryskające energią bliźniaczki razem z ich „maskotką”, niskim-geniuszem lubiącym przechwalać się swoimi zdolnościami – Ganryuu.

Zabieg stworzenia takiej mieszanki okazał się czymś bardzo interesującym, jednocześnie zapewniającym OYZ sporą widownią, ponieważ dosłownie każdy jest w stanie znaleźć tu coś dla siebie. Lubimy tsundere, to możemy oglądać jak rozwija się burzliwy związek głównej bohaterki. Interesują nas delikatne i spokojne emocje? – wypisz wymaluj, para RikenxSusukihotaru (moi ulubieńcy ^^). Preferujemy bardziej komediowe podejście z drugim, głębszym dnem, to zawsze są jeszcze blondyneczki i mały porucznik. Choć wiadomo, że to właśnie na tytułowej Zakuro twórcy najbardziej się skupiają, pozostałe pary nie zostały na szczęście potraktowane jako tło. Mają swoje odcinki, które rozwijają ich wątki, doprowadzając do spójnego zakończenia po ostatnim epizodzie.

Zakończenia, które, trzeba przyznać, jest niezłe. Wszystkie emocjonalne rozterki zostają rozwiązane, a my możemy się cieszyć happy endem ^^ Niestety nie pamiętam kiedy w ostatnim czasie oglądałam serię, gdzie romantyczny aspekt zostaje doprowadzony do definitywnego końca, ale Otome Youkai Zakuro pozytywnie mnie zaskoczyło fundując widzom uroczą i konkretną konkluzję :)

Stąd też wniosek – jeśli szukacie tytułu, który ma być krótki, jednocześnie zapewniając dobrą rozrywkę i wzbudzając podczas oglądania tam gdzieś w środku takie przyjemne ciepło i radość, dobrze trafiliście ^^ Aż się buzia sama uśmiecha, kiedy po ostatnim odcinku zamiast niedosytu, czujemy satysfakcję z przyjemnie spędzonego czasu! …Swoją droga, to moja pierwsza seria od nie wiem jak dawna, w której pokazano pocałunek – aż się zdziwiłam xD [ale to tak na marginesie ;]]

Ocena: 8/10 (o stopień wyższa, niż w Pierwszym Wrażeniu)

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 27 września 2011, in Anime, Otome Youkai Zakuro, Różne, Recenzje and tagged , , , , . Bookmark the permalink. 5 Komentarzy.

  1. super! tytuł jak bedę miała doła sobie obejrzę :) Dziękuję za recenzję!

  2. Heh, też w te wakacje (bodajże w sierpniu) wzięłam się za tą serie;) I także uważam że to całkiem przyjemna seria^^ Podpinam się pod twoją opinię w recenzji^^ Pozdrawiam

    • @monilip
      Oj tak – na doła jest to tytuł wręcz wyśmienity ;) Fragmenty komediowe potrafią rozbawić nawet osoby z wymagającym poczuciem humoru ;D

      @tear66
      Bo to taka właśnie genialna seria jest na wakacyjne wieczory – przysiądziesz, obejrzysz, będziesz miała radochę i umilisz sobie przyjemne leniuchowanie xD

      Pozdrawiam,
      Shouri ^^

  3. Oglądałam jakiś czas temu i bardzo mi się podobało ^^ Na pewno będę kupować mangę skoro wydają.
    Ale mnie dalej gryzie jakie jeszcze 2 tytuły da WANEKO… ^^

    • Ja w sumie obejrzałam tą serię pod wpływem newsa, że wydanie zostanie u nas manga – musiałam jako sprawdzić, czy zainwestowanie w nią się opłaci i teraz z czystym sercem mogę stwierdzić, że tak :)

      Co do Waneko – dzisiaj ogłosili, że jednym z tych tytułów jest „Dengeki Daisy” ^^ Trafiłam w dziesiątkę z moimi przewidywaniami, jednak nie mam pojęcia co będzie tym drugim – prawdopodobnie jakiś horror :)

      Pozdrawiam ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: