Przegląd mang przeróżnych – SPECIAL – Kyousuke Motomi

Yay~ ^^ Szczęśliwie zdałam (prawie wszystko) to co miałam i mogę zacząć drugi rok studiów – po takiej kampanii wrześniowej jak w tym roku, mam wszystkiego serdecznie dość! Jeśli nie będzie mi się chciało uczyć w przyszłym roku na sesję letnią, to bądźcie tak mili i porządnie kopnijcie mnie w tyłek, żebym brała się do roboty ;P Nie chcę przechodzić przez coś takiego po raz drugi… Po za tym ani się człowiek obejrzy, a tu już koniec września… A gdzie moje wakacje??? Chociaż nie, chwila, ja lepiej nie narzekam, bo przecież większość z was i tak ma gorzej – już od prawie miesiąca zapylacie do budy.

Stąd też w sumie moje postanowienie, że przydałoby się coś napisać – wam przyda się trochę rozrywki, a ja muszę przelać na „papier” pomysły, które zrodziły się w mojej głowy podczas ultra-interesującej jazdy polskimi pociągami, czy też w trakcie zmuszania się, by w końcu otworzyć te książki z gramatyki i wreszcie rzucić na nie okiem ;D

Tak więc (wiem, że zdania się tak nie zaczyna – moja polonistka gnębiła mnie tym przez 3 lata xD), dziś zajmiemy się mangami – nie będzie to jednak normalny przegląd. Tym razem skupimy się na pracach Kyousuke Motomi – mangaki, przez wszystkich uważanego za mężczyznę, który jednak okazał się kobietą ;D

Tytuł: Dengeki Daisy
Rozdziały: 42+

Przed śmiercią, brat Teru Kurebayashi dał jej komórkę z zapisanym tam numerem do „Daisy”. Powiedział, że jeśli kiedykolwiek będzie potrzebowała kogoś, żeby się wygadać, powinna skontaktować się właśnie z nim. Od tamtej pory, mimo że dziewczyna mieszka sama, nigdy nie czuła się samotna, ponieważ Daisy zawsze ją wspierał i pocieszał. Mijają lata, a nasza bohaterka trafia do liceum. Aby spłacić dług, który przypadkowo zaciąga, Teru musi pracować dla niemiłego i wrednego (żeby nie wspomnieć, przystojnego) szkolnego woźnego – Takasu Kurosakiego. Mimo, że jej aktualna sytuacja wydaje się być całkowitym przeciwieństwem jej relacji z Daisy, może te dwa światy są sobie bliższe niż Teru przypuszcza?

Zaczynamy od najbardziej znanej mangi tejże pani – Dengeki Daisy. Pisałam już o niej kiedyś dawno, dawno temu, nie zaszkodzi jednak polecić jej ponownie, jako że jest to jedno z niewielu shoujo na rynku, które z czystym sercem jestem w stanie zaproponować każdemu. Jak pewnie wiecie, znaleźć coś dobrego z tego gatunku po przeczytaniu kilkudziesięciu tytułów staje się zadaniem trudniejszym niż szukanie igły w stogu siana. Fabuła wtórna, bohaterki głupie jak but, a przystojni faceci o zgniłych charakterach bynajmniej sytuacji nie ratują. DD jest krokiem naprzód, bitwą ze schematami, która okazała się zwycięstwem. Teru jest genialną heroiną – bardzo łatwo ją polubić. Energiczna, pozytywna, gotowa do działania. Kurosaki natomiast to <fanfary> tsundere xD Historia porządnie wciąga – ta manga ma o dziwo interesującą i tajemniczą fabułę, a nie tylko pożal-się-Boże pretekst do umieszczania postaci w romantycznych sytuacjach. Widać, że wszystko jest dobrze przemyślane i jeszcze nie raz nas zaskoczy – zdecydowana pozycja obowiązkowa dla każdego wielbiciela shoujo i dobrych opowieści. Echhh, moje marzenia by się spełniły, jakby została kiedyś wydana w Polsce, a WANEKO aktualnie strasznie mnie zainteresowało bo napisali, że ich nowy tytuł to „Szkolne shoujo z elementami tajemnicy.” ^^ Czyżby…?

Tytuł: Beast Master
Rozdziały: 9

Yuiko Kubozuka to licealistka kochająca zwierzęta, jednak bez wzajemności. Wszyscy przedstawiciele fauny uciekają na sam jej widok! Kiedy nowy kolega z klasy dziewczyny, Leo Aoi, okazuje się być przerażającym typkiem zachowującym się bardziej jak dzika bestia niż człowiek, bohaterka jest tym faktem bardzo zaintrygowana. Do tego szczerze zazdrości mu łatwości z jaką nawiązuje on kontakty ze zwierzętami. Przypadkiem też odkrywa, że Leo wcale nie jest takim dzikim zwierzęciem na jakie wygląda – za groźnymi rysami twarzy ukrywa się sympatyczny, przyjacielski, a nawet trochę dziecinny chłopak… przynajmniej tak myślała. Prawda jest jednak taka, że na widok krwi zmienia się w niebezpiecznego potwora! Czy Yuiko uda się oswoić tą najdzikszą z bestii z jaką miała do tej pory do czynienia?

Długo się wzbraniałam przed tym tytułem, bo opis wydawał mi się trochę dziwny i mimo wielu pozytywnych pinii, jakoś nie mogłam się zabrać za Beast Mastera. Nie zdawałam sobie jednak sprawy jaki popełniałam błąd! Jeśli sami przechodzicie przez coś podobnego, to naprawdę – zaufajcie mi i bierzcie się do czytania! :) Bohaterowie w tej serii są świetni – Leo dosłownie ma się ochotę pogłaskać <śmiech> Pomysł jest ciekawy i raczej niespotykany (jedynie Boku wa Ookami opiera się na podobnej idei, ale jest bardziej… ekhm… zboczone, że tak powiem ;p). Jak zwykle czeka nas sporo komedii i momentów, które wywołają na naszej twarzy ciepły uśmiech. A właśnie! Na końcu drugiego tomu jest one-shot „Cactus Summer Surprise” – ogromnie polecam go przeczytać, bo jak dla mnie jest majstersztykiem! W końcu nie co dzień czyta się o chłopaku, który wymienił się duszą z kaktusem xD

Tytuł: Otokomae! Beads Club
Rozdziały: 5

Widzieliście kiedyś może „bardzo męską dziewczynę”? Bohaterka tego tytułu, Oikawa Ibuki, jest właśnie kimś takim. Aby jednak odnaleźć swoją bratnią duszę, Ibuki jest zdeterminowana zachowywać się jak prawdziwa, delikatna dama. Niestety. Pierwszego dnia po zmianie szkoły, przez swój praworządny charakter, ratuje z opresji małego pieska, co widzi pewien podejrzany „posłaniec kruków”. Czyżby jej nowy image właśnie został zrujnowany? I, swoją drogą, kim w ogóle jest ten tajemniczy chłopak??

Manga ta rozwaliła mnie niektórymi pomysłami :) To jest jedna z tych cech Motomi, które uwielbiam – jej idee są czasami tak walnięte, że bawią dokładnie tak jak powinny to robić komedie! Śmiejemy się, nabijamy z bohaterów i mamy przednią zabawę przy czytaniu. A że to mało prawdopodobne jest? Hmmm… a kto by się tym przejmował? ;D Mamy tutaj fajne przeciwieństwo tych wszystkich mang o poważanym Samorządzie Szkolnym – zamiast tego mangaka serwuje nam lekką parodię tejże instytucji w przyjemnej oku oprawie, będącej znakiem rozpoznawczym tejże autorki. Naprawdę – wystarczy zobaczyć jeden obrazek, a już zawsze będziemy w stanie rozpoznać tą kreskę :) Oczywiście nie oszukujmy się – ta krótka seria nie jest w tej samej lidze co wspomniane przeze mnie wyżej tytuły (ale też, z tego co się orientuję, jest debiutem Kyousuke) lecz nie zmienia to faktu, że ciągle zapewnia nielichą radochę ^^ PS: Biżuteria, którą robią bohaterowie jest śliczna :)

Tytuł: Purikyu
Rozdziały: 5

Anna Katsuragi jest byłą baleriną, która próbuje się na powrót odnaleźć po tym jak jej marzenia o balecie rozsypały się w proch. Za sprawą pewnego podstępu swojej koleżanki, zostaje wrobiona w przyłączenie się do Klubu Łucznictwa. Tam zaś się okazuje, że jego przewodniczącym jest nikt inny, tylko jej rywal z dzieciństwa, Jinnai!

Sympatyczny, zabawny i nieźle narysowany tytuł – mam wrażenie, że można to powiedzieć o wszystkich pracach tej autorki ;) Love Arrow bynajmniej nie odchyla się od tej zasady. Na uwagę zdecydowanie zasługuje bardzo ciekawa główna bohaterka – rzadko w shoujo można znaleźć tak żywiołowe i silne charaktery. Motyw łucznictwa zaś na pewno spodoba się osobom, które tak jak ja, gdzieś głęboko w duszy marzą o tym, aby samemu kiedyś spróbować sił w tym sporcie ^^ Do tego niewielka ilość zapewni idealną rozrywkę w nudny wieczór.

Tytuł: Penguin Prince
Rozdziały: 5

Zawartość:

  • The Penguin Prince
  • One Thousand Years Love Song
  • Sitting Straight Tea Time (część 1)
  • Tea Time With Flowers And You (część 2)
  • Searching for Four-Leaf Clover

Tym razem mamy przed sobą serię one-shotów. Trzy osobne i jeden dwuczęściowy. Mnie najbardziej właśnie się podobały te, które nie miały z niczym żadnego powiązania.

Pierwszy opowiada o dziewczynie, której się wszyscy boją oraz chłopaku zwanego przez fangirle „księciem”. Dwójka ta ma wystartować w pewnym konkursie (jako rywale, nie jako drużyna), te wydarzenia zaś pozwalają im dowiedzieć się ciekawych rzeczy o sobie nawzajem. Niby bardzo schematycznie, ale jednak potrafi powiać fajną odmiennością – maskotka małego pingwinka była słodziutka ^^

Drugi to prawdopodobnie mój ulubieniec z całego zestawienia :) Znów podobny motyw co poprzednio – entuzjastyczny idiota oraz dziewczyna, która zdobywa najlepsze oceny z literatury, zostają „ochotnikami”, którzy jako reprezentanci ich klasy, muszą wziąć udział w konkursie dotyczącym wierszy. Strasznie podoba mi się idea tego one-shota! Chętnie sama wzięłabym w czymś takim udział – słyszysz cytat i musisz wskazać utwór z jakiego on pochodzi ^^ Oczywiście wszystko opatrzone jest komedią i romansem w najlepszym wydaniu.

Trójka i czwórka to dwie części opowiadające o dziewczynie, która zostaje zmuszona do chodzenia na swego rodzaju korepetycje z dobrego wychowania. Ceremonia parzenia herbaty, układanie kwiatów, etc. Początkowo bohaterce się to nie uśmiecha lecz kiedy okazuje się, że jej nauczycielem ma być przystojny chłopak z równoległej klasy (który swoją drogą ma w szkole opinię niezłego delikwenta), sprawy się odrobinkę komplikują :) Niezły pomysł, ale osobiście nie miałam z nimi aż takiej zabawy jak z resztą tej paczki (choć trzeba przyznać, że związek pomiędzy bohaterami jest dość ciekawy ;D).

Ostatni jest przesłodki! Chłopak jest świetnym pianistą, jednak ciągle słyszy opinię, że jego muzyka nie ma duszy. Przypadkiem wpada na niego pewna dziewczyna i mimo początkowych różnic, udaje im się pomóc sobie nawzajem. Genialne, naprawdę ^^ Historia niby banalna, ale świetny jest akcent dotyczący czterolistnej koniczyny. Odkąd go przeczytałam, ciągle się zastanawiam, czy wedle opisanej tam metody, faktycznie łatwiej jest ją znaleźć :)

Tytuł: Seishun Survival
Rozdziały: 4

Zawartość:

  • Youth Survival
  • Liar Love Letters
  • Sword and Heart Dangerous Relationship
  • Never Dying Crow…!

Na koniec ostatni zestaw one-shotów – tym razem cztery.

W pierwszym z nich mamy okazję podziwiać jak to jest zgubić się podczas wycieczki w góry – pomieszane jest w nim trochę powagi oraz trochę komedii. Podobał mi się fragment, który pokazywał jak łatwo, w ekstremalnej sytuacji, może załamać się ludzka psychika. Choć był to tylko malutki fragmencik, myślę, że autorka oddała to całkiem ciekawie i wiarygodnie.

Drugi był naprawdę genialny! Przedstawia nam historię dwójki licealistów, którzy wymieniają między sobą listy. Oboje z nich początkowo ma ukryte powody takiego zachowania (chłopak chcę w sobie rozkochać dziewczynę, z powodu pewnego zakładu z jej byłym, ona zaś dobrze o tym wie i udaje, że wszystko idzie po ich myśli, tak naprawdę planując zemstę na obu uczniach). Oczywiście problem pojawia się, gdy w grę zaczynają wchodzić prawdziwe uczucia. Bardzo fajnie pomyślany one-shot, który poruszył dość interesujący temat, jakim jest komunikacja w dzisiejszych czasach. Komórki, internet, wszystko to odebrało listom ich przydatność, jednak ich status, czy wyrafinowanie nadal pozostały… bo kto tak naprawdę nie chciałby dostać odręcznie napisanego listu? Ja na pewno bym chciała ^^

Przedostatnia historia jest dość dziwna – śmieszna, ale dziwna. Dziewczyna z dziedzictwem ninja nie potrafi zapomnieć o swej pierwszej miłości, co więc zrobi, kiedy pojawi się ktoś, kto jej bardzo go przypomina? Co więcej, co zrobi, kiedy okaże się, że na jej rodzinę poluje cała zgraja niebezpiecznych ludzi, ponieważ posiadają zwój z tajemniczą i potężną techniką ninja? Czyta się przyjemnie, jak zresztą wszystko od Kyousuke Motomi, ale tak między nami, to nie jestem zbyt wielką fanką opowieści o ninja.

Czwarty jest swego rodzajem bonusem dla osób, którym podobał się „Otokomae! Beads Club” – to dodatkowa historia z życia wariackiego Klubu Koralików mająca miejsce już po zakończeniu serii głównej. Bardzo fajny dodatek ^^


Słowem podsumowania. Pani Motomi to jedna z moich ulubionych autorek mang. Początkowo, tak jak wszyscy, sądziłam że jest mężczyzną, co dodawało jej opowieściom specyficznego uroku. To było ciekawe – gość, który rysuje lepsze shoujo od kobiet? Każdy miałby ochotę chociaż rzucić okiem na takie cudo. Dopiero później dowiedziałam się, że po prostu pisze pod męskim pseudonimem, ale do tej pory zdążyłam pokochać jej opowieści w stopniu, w którym jej płeć nie miała dla mnie żadnego znaczenia ;]

Poczuciem humoru zawsze potrafi poprawić mi humor, posiada bardzo unikalną kreskę – nie da się jej pomylić z żadną inną (szczególnie po jej zdeformowanych formach), a podejściem do romansu sprawia, że nie nudzimy się kolejną wtórną historyjką o płaczliwych bohaterkach.

Jeśli miałabym jednym zdaniem (no, może dwoma xD) podsumować prace tejże mangaki, powiedziałabym: „Dobre shoujo? Shoujo Kyousuke Motomi!” ^^

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 21 Wrzesień 2011, in Manga, Przegląd mang przeróżnych, Różne, Recenzje and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 8 komentarzy.

  1. KissAngelsTears

    Czyli Kyousuke Motomi to kobieta……………..po 3 latach kochania tego nazwiska w końcu mogę być pewna jakiej płci jest ta osoba xDDDDD Ah, chociaż szkoda, że to kobieta. Czemu? To proste……….alebo i nie xDDD Gdy dowiedziałam się, że to mężczyzna (no cóż, teraz wiem, że to była zmyłka xDDDD Kojarzy mi się troszkę jeden motyw z Sekai ichi Hatsukoi xDDDD) to byłam wniebowzięta. Pamiętam, że wtedy pomyślałam ,,nareszcie facet, który jest naprawdę zajebisty!” (sorki za wyrażenie xDDD), a przez to miałam na myśli………..jakby to ująć……..wrażliwość tej osoby? Nie, nie. No cóż, chodzi o to, że miałam nadzieję, że w końcu znalazł się facet, który rozumie nastoletnie miłości :) Myślałam, że wreszcie trafił się facet z fajnym poczuciem humoru, ale także taki, który jest wrażliwy i rozumie dziewczęce serce.
    JEDNAK nadzieja matką głupich i tu mamy kobietę xDDDD A już myślałam, że Japończycy stworzyli mężczyznę, który się zna na uczuciach xDDDD No cóż, jednak mimo tego czy to kobita czy facet, nie żałuje tego, że czytałam i dalej czytam mangi tej osoby :)
    Podoba mi się humor (jeden z 3 największych plusów u tej mangaki), który jest częsty i pojawia się w dobrych momentach, kreska (drugi plusik ^^) jest po prostu boska, zwłaszcza w śmiesznych momentach kocham te chibi face’y xDDDDDD, no i oczywiście (3 plusik, największy ^^) uczucia przedstawiane w tych mangach są świetnie ukazane :)
    Rzadko kiedy ktokolwiek potrafi doprowadzić mnie do łez ze śmiechu czy ze zwykłego smutku, a właśnie Kyousuke Motomi jest jedną z nich, która potrafi z łatwością to u mnie wywołać ^^ I się zgadzam z Tobą w 100%: „Dobre shoujo? Shoujo Kyousuke Motomi!” :D

  2. Nie czytałam tylko Dengeki Daisy i zbioru one-shot’ów Penguin Prince, choć właśnie ten jeden one-shot czytałam ^^ Te mangi są genialne, koniec z sierotkowatymi bohaterkami!
    A’propo WANEKO, wiem że z shoujo wydadzą Special A, ale ostatniego tytułu jeszcze nie zdradzili, więc kto wie, mam nadzieję że coś wartego uwagi. A poza tym, co mnie cieszy, ilość shoujo w Polsce powiększy się o Heart no Kuni no Alice i Otome Youkai Zakuro (spore plany wydawnicze ma to Studio JG ^^)! Strasznie mnie to cieszy.
    Ps. Tak, cichy czytelnik się wypowiedział ^^” Tak a’propo, uwielbiam ten baner! I przez twojego bloga przeczytałam Furubę już 2 razy (zakończenie kilka razy więcej… ^^) bo polecałaś i wciągnęło mnie na maxa.

    • @KissAngelsTears
      Bardzo dobrze Cię rozumiem ^^ Właśnie sama też tak to odbierałam – fajnie było wiedzieć, że istnieje facet, który pisze lepsze romanse niż kobieta, ale cóż – nasze marzenia rozwiały się w proch… co jednak nie zmienia faktu, że mangi od Pani Motomi są świetne ^^
      Dokładnie – humor to jest największa zaleta tych serii! Zawsze człowiek potem pół dnia chodzi po domu z głupim uśmiechem przylepionym do twarzy, a całą rodzina zastanawia się o co chodzi xD (Popieram – chibi face’y ftw! xD Jak je pierwszy raz zobaczyłam, to się zastanawiałam co to u licha ma być, ale szybko je polubiłam ;])
      Dlatego właśnie łączmy siły i szerzmy miłość do Kyousuke Motomi [śmiech]

      @NanaVampire
      Oj, to w takim razie namawiam, namawiam – jak dla mnie DD to wyżyny tego co można wycisnąć z gatunku shoujo ^^ Co się zaś tyczy one-shotów to też polecam je doczytać – idealne są kiedy nadarzy się chwilka wolnego czasu, a rozbrajają tak samo jak i długie serie ;)
      Tak, tak – wiem właśnie, że wydadzą Special A. Zacieram rączki na pierwszy tomik, który ma się w listopadzie ukazać ^^ Czytałam, że kolejnym tytułem jakiś horror ma być, ale właśnie w księdze gości pisali o tym, że zdecydowali się zainwestować dodatkowo w jeszcze jedno shoujo i strasznie się napaliłam, że to będzie Dengeki Daisy :) Pewnie się przejadę na takim myśleniu, ale przynajmniej mogę przez chwilę żyć marzeniami :D
      O! O Heart no Kuni no Alice słyszałam (ale nie kupię, bo ostatnio doczytałam tą serię i mi się nie podobał koniec), ale Otome Youkai Zakuro? To dla mnie nowość – bardzo dziękuję za informacje, bo z chęcią się wokół tego zakręcę ^^ (szczególnie, że widziałam pierwszy ep anime i wyglądało całkiem przyjemnie)

      Hahah, jak widać już nie taki cichy i chwała Ci za to ^^ Miło mi, że się podoba, bo w sumie też jestem z niego całkiem zadowolona (choć jakoś w motyw „jesieni” mi za bardzo się nie wpisuje xD).
      Co do Furuby, cóż… Zostałaś przeciągnięta na ciemną stronę mocy ^^ To moja ukochana manga, więc pisać mogłabym o niej dużo, ale ograniczę się do stwierdzenia, że w takim tempie, to jeszcze mnie wyprzedzisz – ja „tylko” 3 razy przeczytałam całość ;D

      Pozdrawiam,
      Shouri

  3. przeczytałam jednego oneshota i faktycznie, śliczny :) może wezmę się za więcej

    • Polecam polecam ^^
      Jednak one-shoty one-shotami (btw, którego przeczytałaś? :)), ale jeśli jeszcze nie czytałaś Dengeki Daisy, to za to powinnaś się zabrać w pierwszej kolejności :)

      Pozdrawiam ^^

      • „Fałszywe listy miłosne”. Bardzo przyjemny i w dodatku po polsku znalazłam! Szkoda, że nie zrobiłaś notki tydzień temu, jak miałam doła roku.

        „Dengeki Daisy” jest nieukończone chyba, prawda? Sądząc po tym jak przeżywam „Pandorkę” co miesiąc nie wiem czy chce wchodzić w inną mangę…

        • O! Są jakieś polskie tłumaczenia? Nie wiedziałam ;) Będąc na anglistyce jestem za leniwa na szukanie naszych skanlacji ;D
          Niestety tydzień temu siedziałam z nosem w książkach z gramatyki angielskiej i też miałam doła (byłam wprost pewna, że obleję egzamin z angielskie i mnie wywalą ze studiów ;p), więc jak widzisz też nie byłam w nastroju do pisania, ale postaram się w najbliższym czasie ostro nadrobić czas, w który mnie nie było ^^

          Tak, DD ciągle wychodzi. Ale wiesz – to już urok jest serii on-going. Budują napięcie jak mało co ;D A warto znać tytuły, które są znane w fandomie – ech, fajnie byłoby jakby wydali to DD w Polsce. Wtedy bym Cię na pewno przekonała na kupno pierwszego tomiku! :]

          Pozdrawiam i głowa do góry! ^^

  4. Moje ulubiona mangaczka!
    Uwielbiam pracę pani Motomi!
    Zajrzałam po nie, znudzona już starymi schematami, które jedyne czym się różniły to autorami i wyglądem postaci i ich imionami. Dziś zbieram DD, więc mogę śmiało polecić wszystkim zainteresowanym porządny shoujo! Wiwat Waneko!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: