Dubbing – zło wcielone, a może niekoniecznie?

Szczerze mówiąc już za długo się przymierzałam do napisania tej notki. Zawsze chciałam, aby była ona ciekawym czytadłem, a tym samym tworzenie jej na siłę odpadało – czekałam na moment, kiedy naprawdę poczuję wenę, aby ją nabaźgrać… i myślę, że chyba wreszcie nadszedł ;)

Zacznijmy od tego, że dubbing to bardzo kontrowersyjna kwestia i nie mówię tu tylko o anime, ale też o wszystkich innych mediach – wielu ludzi to tak zwani „puryści”, którzy nawet dobrze wykonanej pracy nie docenią, ponieważ pogrążeni są w błędnym przekonaniu, że oryginalna wersja to „świętość”, a wszelkie inne to „herezja”. Przyznam się szczerze, że swego czasu też tak myślałam, ale z czasem i może przez to, że prawdopodobnie trochę wydoroślałam, a moje poglądy stały się dużo bardziej tolerancyjne, zaczęłam dostrzegać, że wszystko powinno dostać szansę, natomiast skreślanie czegoś przez fakt jakichś dziwnych zabobonów jest po prostu złe.

Zerknijmy zatem jak to jest naprawdę z tym dubbingiem :)

Największym zarzutem i to jak najbardziej uzasadnionym, dotyczącym dubbingu, jest dobór aktorów. To właśnie on decyduje o jakości danej produkcji – czy głos jest dobrze przydzielony do postaci, czy pasuje do charakteru, wyglądu, wieku (przykład: Tales of Symphonia. Kratos po japońsku brzmi o wiele za staro, za to ten angielski jest idealny ^^) oraz czy dana osoba potrafi odpowiednio oddać emocje swojego bohatera.

Za przykład wezmę sobie amerykańską wersję FullMetal Alchemist:

Z całej ekipy nie podoba mi się w sumie tylko głos Eda – mam trochę wrażenie, że Vic Mignogna nie potrafi do końca przekazać tego wybuchowo-narwanego charakteru jakim cechuje się nasz Stalowy Alchemik. Wersja japońska w wykonaniu Romi Paku aż tryska życiem i energią, gdzie tymczasem angielska trochę kuleje. Tak samo boli mnie, że odrobinę spartolono humor tej sceny – oglądając oryginał nadal chichotam przed ekranem, a tymczasem dubbing już nie potrafił wykrzesać ze mnie tyle samo pozytywnych emocji. Nie można jednak powiedzieć o nim, że jest totalnie zły, ponieważ po kilku minutach i przyzwyczajeniu się do głosów, można go spokojnie oglądać bez zgrzytania zębami.

…i otóż to! Przez tą małą prezentację chciałam pokazać, że tak naprawdę wszystko zależy tylko od „przyzwyczajenia”. Często jest tak, że nie chcemy zaakceptować wersji dubbingowanej, ponieważ wcześniej słyszeliśmy oryginał, a nasz mózg zakodował sobie kto ma jaki głos – trudno jest mu nakazać, by zmienił sobie ta informacje i stąd bierze się nasza frustracja. Co by jednak było, gdybyśmy najpierw usłyszeli jakąkolwiek inną wersję, a później oryginał? Doświadczylibyśmy czegoś takiego, co ja przeszłam z Shaman Kingiem ;]

Naprawdę dziwnie mi się słucha oryginalnej japońskiej wersji kiedy to całość obejrzałam na polskim dubbingu. Po za tym jest jeszcze kwestia tego, że w większości przypadków najzwyczajniej w świecie nie potrafimy docenić naprawdę dobrej polonizacji, nie wiedzieć w sumie czemu. Dlaczego jesteśmy tak bardzo przywiązani do oryginału nawet jeśli nasz dubbing jest na prawdziwie wysokim poziomie?

Tutaj warto wspomnieć też o grach komputerowych, które są nawet często całkowicie polonizowane, a zamiast się z tego cieszyć, tylko narzekamy. Taki Dragon Age – ile słyszałam bezpodstawnych oskarżeń, że to nie takie, tamto złe itp.? Mim zdaniem aktorzy byli świetnie dobrani, a odgrywane przez nich emocje naprawdę do mnie trafiały. Weźmy też za przykład Baldur’s Gate – przepraszam bardzo, ale czy ktoś jest sobie w stanie wyobrazić tą produkcję bez narracji Piotra Fronczewskiego? Ja bym mogła słuchać Pana Piotra nawet gdyby czytał książkę telefoniczną, ale to już pominę <śmiech>

Weźmy też na tapetę jakieś animacje, np. Shrek, czy Epoka Lodowcowa – trudno myśleć o nich i wyobrażać sobie inne głosy niż Jerzego Stuhra w roli Osła (choć akurat oglądałam Shreka w oryginale i postać ta jest totalnie pisana pod Eddiego Murphy’ego ^^), albo Cezarego Pazurę jako Sida. Dali oni swoim postaciom osobowość i niesamowity humor, a przecież to nie tak wyglądał oryginał :)

Z drugiej jednak strony trzeba zwrócić uwagę na fakt, że zbyt dużo dubbingu, to tez niezdrowa rzecz – próbowaliście może kiedyś rzucić okiem na jakąkolwiek niemiecką telewizję? Oni nie uznają idei lektora i podkładaj głosy pod wszelakie filmy, seriale, czy inne show. Wystarczy usłyszeć Johnnego Deppa szprechającego po niemiecku, a zawał serca mamy w kieszeni ;P Trzeba wiedzieć gdzie jest granica, wiedzieć, że dubbing nie do wszystkiego pasuje. Jestem właśnie wielką przeciwniczką jeśli chodzi o dubbingowanie filmów, a zdarza się to w Polsce przy produkcjach dla tak zwanej „młodszej widowni”, jak chociażby taki Harry Potter, albo Race to Witch Mountain (Góra Czarownic) – Robert Więckiewicz zamiast Dwayne’a Johnsona (znanego raczej jako The Rock ;)), to zdecydowanie zamiana nie dla mnie ;p

Wróćmy jednak jeszcze raz do tego nieszczęsnego anime ;] Co by trzeba było zrobić, aby przeciwnicy dubbingu, jednak go polubili? Myślę, że nie ma takie siły na ziemi, która mogłaby do tego doprowadzić xD Przyczyna jednak może niekoniecznie wynika z tego, że uważamy go za „zło wcielone”, a raczej dlatego, iż to jest w końcu anime! A-ni-me! Pochodzi z Japonii, tam ma swoją ojczyznę, dlaczego by więc nie oglądać go właśnie tak jak Bozia przykazała? ;] Ja osobiście mam zabawę w słuchaniu języka japońskiego, a jak już „na ucho” uda mi się coś wyłapać, to w ogóle jestem w niebo wzięta ^^ Czemu miałabym się pozbawiać tej przyjemności?

Jestem zdania, że tak naprawdę odpowiedź na pytanie zadane w tytule notki nie jest i nigdy nie będzie jednoznaczna. Wszystko zależy od tego o jakim medium wspominamy, od tego czy dobrano pasujących aktorów, czy oni dobrze wykonali swoją robotę. Ja osobiście nie mam zamiaru się wypierać, że np. bardzo lubię pełną polonizację w grach komputerowych i tylko dodaje mi ona radochy jaką czerpię z danego tytułu. Nie wszystkie dubbingi są dobre, ale i nie wszystkie dubbingi są złe – miejmy to na uwadze i po prostu pozwólmy każdemu „bawić się” w swój ulubiony sposób ^^

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 29 września 2010, in Anime, Artykuły, Różne and tagged , , . Bookmark the permalink. 8 Komentarzy.

  1. Dawno się już nie wypowiadałam, ale tym razem muszę coś napisać. Jeśli chodzi o dubbing, to ja osobiście jestem bardzo na „Tak”, chociaż też nie we wszystkich przypadkach. Idei lektora w ogóle nie uznaję, bo ani nie mogę sobie wtedy posłuchać oryginalnych głosów postaci, ani dobrych dialogów w swoim języku. Wiec albo dubbing albo napisy, innej opcji w ogóle nie powinno być.

    W kwestii anime, to najlepszym przykładem tego, jak mistrzowską robotę potrafią odwalić Polacy jest właśnie Shaman King, w którym głosy były tak idealnie dobrane, że po prostu lepiej się nie dało. Obejrzałam obie wersje: i pl i jap., ale japońska to w porównaniu z naszą beznadzieja jest. Przenajmniej w moim odczuciu. Z pl. dubbingiem oglądałam jeszcze kilka odc. Naruto, ale później przerzuciłam się na wersję oryginalną. I gdybym teraz włączyła te polskie odcinki, to prawdopodbnie bym się załamała, ale wtedy nie miałam totalnie żadnych zastrzeżeń, co dowodzi tego, iż to w dużej mierze kwestia przyzwyczajenia.

    Odchodząc jednak od anime, a skupiając się na innych produkcjach, to ja z bratem akurat subiektywnie uważamy, iż Polacy naprawdę potrafią zrobić dobry dubbing i jeżeli do jakiegoś filmu jest ta wersja polska, to obejrzymy właśnie taką, nawet jeśli wcześniej w ręce wpadł by nam oryginał z napisami. Zresztą jeśli wziąć pod uwagę chociażby nasze popularne bajki Disneya i nie tylko. Osobiście mogłabym je oglądać tylko i wyłącznie po polsku, ponieważ ani w oryginale, ani w innych językach mi się zwyczajnie nie podobają ani dialogi, ani tym bardziej piosenki (no, jap. piosenki z Tarzana są wyjątkiem, Masayuki Sakamoto odwalił tam kawał dobrej roboty). I przyznaję się, że oglądając jakiś film/anime już nieraz zastanawiałam się, kogo zatrudniłabym, żeby podkłada danym postaciom głos, gdybym robiła do tego polski dubbing xD

    Ale odchodząc od tematu „polski dubbing”, a wchodząc na ogólnie „dubbing”, to raczej rzadko widzę filmy dubbingowane w innych językach, więc w sumie za dużo też powiedzieć nie mogę. Ale kiedy oglądałam anime Beyblade w wersji jap. i amerykańskiej, to jap. wydała mi się totalną porażką, a amerykańskiej niestety nie znalazłam w całości w internecie, więc w efekcie serii nie dokończyłam. Niby nawet chciałam się poświęcić dla mojego ukochanego bohatera, ale po prostu nie dałam rady. Chyba musiałabym to oglądać bez dźwięku, żeby przez to przejść, serio.

    Hmm… Co ja miałam jeszcze…? W sumie mnóstwo rzeczy, ale to bym już musiała wciskać pomieðzy wcześniejsze zdania, żeby wszystko trzymało się jakiejś kupy. A nie mam teraz za bardzo czasu, więc już sobie odpuszczę, zwłaszcza że i tak nie napiszę wszystkiego, co bym chciała, bo też wszystkiego nie umiem ładnie ubrać w słowa. Na ten temat musiałybyśmy pogadać na żywo, a nie w internecie. Wtedy byłoby dużo wygodniej ;p

    Pozdrawiam ^^
    Alex

  2. O,ja też oglądałam Shamang King z dubbingiem(a no i muszę stwierdzić,że do tego anime mam sentyment ;D!)No i nie mogłam się przyzwyczaić jak usłyszałam głos tego kolegi Yoh xD po japońsku(miał głos ja jakieś dziecko xD).A tak w ogóle ciekawa notka ;D!

  3. Ja wyznaję zasadę – „Dobry dubbing nie jest zły” :D Polacy, bo o polskim dubbingu myślę, robią świetne dubbingi do filmów animowanych (pełnometrażówki Disney’a i innych się kłaniają) ale znowu z filmami fabularnymi radzą sobie gorzej.

    Zgadzam się to kwestia przyzwyczajenia, ja np. nie wyobrażam sobie Pottera po angielsku. Choć z drugiej strony dubbing pozbawił głosu Bartiego Crouch Juniora (czyli Davida Tennanta czyli Doktora z „Doctora Who” o którym ci nie raz nawijałam :P) i innych znany aktorów. Ale uważam i Pottery i „Opowieści z Narnii” za naprawdę dobrze zdubbingowane tytułu. I przy tym warto nadmienić, że w kinach jest możliwość wybrania – napisy czy dubbing. Czego nie było w przypadku „Alicji w Krainie Czarów” (i dlatego z przyjaciółką na to nie poszłyśmy, Depp o głosie Pazury? Mowy nie ma) .

    Seriale… Nie wiem czy ktoś miał (nie)przyjemność oglądania jakiegokolwiek serialu z Disney Chanel, nawet kilku minut, nawet kilku sekund. Ja miałam i powiem tak – tragedia. Nie wiem czy to wina robienia roboty „na odwal się” czy czego ale wychodzi to fatalnie.

    Jeśli idzie o lektora. Jestem też wyznawczynią zasady, że „Lepszy lektor niż zły dubbing”. Takich „Poszukiwaczy zaginionej Arki” nie wyobrażam sobie bez lektora! Dzięki temu, w przeciwieństwie do np. Niemców, znamy głosy amerykańskich aktorów.

    Mamy jeszcze kwestię jakości tłumaczenia. Ostatnio obejrzałam fragment „Doctora Who” w TV. Normalnie bym tego nie zrobiła (ŻADEN LEKTOR NIE BĘDZIE MI ZAGŁUSZAŁ MOJEGO DAVIDA TENNANTA!!) ale, że leciał akurat jeden z moich ulubionych fragmentów to nie zmieniłam kanału. I żałuje bo tylko się niepotrzebnie zdenerwowałam. Jeśli ktoś nie zna np. angielskiego to nie zastanawia się nad tym czy to jest wiernie przetłumaczone. Ale jeśli ktoś zna język, rozumie co mówią aktorzy, to szlag człowieka może trafić. Bo jaki jest sens tłumaczenia powiedzonka głównego bohatera „Alonso” na „Avanti”? Niech mi ktoś wyjaśni bo ja nie rozumiem tego…

    Podsumowując (matko, rozprawka mi wyszła XD):
    napisy<dobry dubbing<oryginał bez napisów (jeśli to angielski film)<lektor<zły dubbing.

    PS. Sorry za długość ale notka bardzo ciekawa i aż prosząca o porządny komentarz :D

  4. Cieszę się, że masz takie zrównoważone zdanie ;). Sam też uważam, że dobry dubbing to nie żadna „herezja”, a nasi rodacy naprawdę potrafią odwalić kawał dobrej roboty w tym zakresie. Wspomniałaś o „Epoce Lodowcowej”, Alex o Disneyu, a ja dorzucę jeszcze „Ruchomy Zamek Hauru”, który oglądałem właśnie z polskim dubbingiem. Mamy w Polsce świetnych aktorów zajmujących się podkładaniem głosów, pora by ktoś zatrudnił ich przy pracach nad anime. Swoją drogą to nową trylogię „Gwiezdnych wojen” też chyba puszczali z dubbingiem i nie pamiętam by mi to jakoś dokuczało.

    Najciekawszy masz przedostatni akapit o A-ni-me :D. Faktycznie, chodzi chyba o to, że wielu fanów anime w jakiś sposób postrzega siebie i swoje zainteresowania jako „elitarne”, a fakt oglądania czegoś w bardzo egzotycznym języku jeszcze bardziej utwierdza ich w tym przekonaniu. Dla wielu oglądanie anime z dubbingiem byłoby pewnie pójściem na łatwiznę.

    Swoją drogą to słyszeliście może rosyjską Haruhi Suzumiyę ( http://www.youtube.com/watch?v=qRtcjJWRkDM&feature=related )? Moim zdaniem jest genialna i może spokojnie konkurować z oryginałem. Rosyjski to wogóle piękny język :D. Największa moją bolączką po zakupie gry „X-blades” był fakt, że w polskim wydaniu jedyną wersją dubbingu do wyboru był język angielski podczas gdy w demie można było wybrać także oryginalny rosyjski, a to właśnie mówiąca po rosyjsku bohaterka tak mnie przyciągnęła do gry :D.

  5. KissAngelsTears

    Ach, ten lektor. Zawsze robi albo miłe albo nie miłe niespodzianki xDDD Ja osobiście nie znosze lektórów, którzy mówią po polsku gdzie głosy lecą po angielsku. To tak mnie wkurza, że od razu wyłączam film xDD A co innych dubbingów to ja już tak obczajona jestem, że już wszytkie polubiłam (poza wyżej wymienionym) :) Czasami nie podoba mi się dubbing w anime w amerykańskiej wersji (np. weźmy takie ,,Kapłanki przeklętych dni” w angielskiej wersji), ale to ogromna rzadkość. Czasami tak aktorzy są dobrani, że aż raz na jakiś czas pada mi na myśl, że amerykańska wersja jest lepsza od japońskiej xDDD

    A polski dubbing…….to wciąż dla mnie ogromna zagadka czy to lubie czy nie. Raz jest tak dubbing genialnie zrobiony, że aż mi szczęka opada, a czasami to aż mi wstyd za to, że jestem Polką. Bardzo mi się spodobał Twój przykłąd z ,,Królem Szamanów”. Tu dubbing polski odwalił się całkiem świetnie, a japońska wersja mnie tak zszokowała, że od razu nacisnęłam pauze xDDD

    I tu się zgadzam z Tobą w 100%. Nigdy odpowiedź na to pytanie jakim jest ,,dubbing” nie zostanie odgadnięta i tak naprawdę każdy odpowiada to samemu sobie. Albo lubi albo nie. To własna decyzja i tyle, czyż nie? :)

  6. Eee.. Jakoś ostatnio czuję, że nie jestem na tyle inteligentna, żeby się mądrować na stronę w wordzie (i święta prawda, nie?), ale cosik skrobnę ;D ;p
    No to tak – FMA to wgl manga mi się podobała o wiele bardziej od anime, ale to może dlatego, że nawet nie widziałam całego anime. A jak chodzi o dubbing to faktycznie wersja japońska ma „lepsze barwy”, jeśli chodzi o Edzia..
    Shaman King.. ee.. Nie wyobrażam sobie, żebym się nie zanudziła na śmierć oglądaniem tego po japońsku xD Tzn w TV bym zniosła, ale na kompie nie mam tak wielkiej motywacji.. Polską wersję mogłabym re-watchnąć, ale japońskiej mówię stanowczo „nie”.. Chyba, że jakimś cudem wymazaliby pl dubbing i trzeba by było. O, wtedy bym się zgodziła, nikt mi nie odbierze Shaman Kinga xD (choć głos Anny to kompletna porażka dla mnie ;D)
    Gry komputerowe.. Hm. Nie grywam w nie za często, ale lubię te polskie dubbingi, które słyszałam ^^
    A jak mówimy o filmowych hitach w naszym ojczystym języku, to chcę powiedzieć, że chociaż wkurza mnie głos takiego na przykład Cezary Pazury (dobry jest, fakt, ale mnie wkurza xD), to anglojęzyczna wersja to już nie to samo dla mnie;P
    Pozdrawiam ;)

  7. O matko! Shaman King na Jetixie! <3 Uwielbiałam to oglądać, widziałam każdy odcinek po tysiąc razy! Od tego zaczęła się moja przygoda z anime! Dubbing był fantastyczny i jak usłyszałam oryginał to jakoś nie mogłam się przemóc. Chociaż Anna mnie zabiła głosem :D
    Trzeba przyznać, że tam Jetix się spisał, przy Naruto poszło już gorzej. Jak usłyszałam Temari to spadłam z łóżka ze śmiechu :D

  8. Sprawa jest prosta: dźwięk i głos są równie istotną sprawą jak obraz. Jeśli zmienia się dźwięk i głos, zmienia się oryginał, więc dzieło jest już czymś innym. Nie toleruję dubbingu absolutnie nigdzie: w filmach, w serialach, w anime – z jednym wyjątkiem, francuską wersją Dragon Balla. Mimo różnych błędów merytorycznych jest to jedyny dubbing na poziomie, z jakim się spotkałam w życiu, a do tego niezwykle barwny i wspaniale pasujący do klimatu tej historii. A języka francuskiego naprawdę nie znoszę, żeby było ciekawiej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: