Black Rock Shooter – OAV

Taaaak… Na BRS czekało wielu, oczekiwania mieliśmy ogromne, zaś to co dostaliśmy nie dorównało naszym wyobrażeniom. Pytanie tylko brzmi, czy to źle dla samej produkcji, czy może to my wykreowaliśmy sobie jakąś chorą wizję tego jak powinno to OAV wyglądać i nie potrafimy pogodzić się z innym zamysłem twórców?

Moja jedyna rada, to taka, byście nie sugerowali się opiniami innych w kwestii tego anime i mówię tu także o moim, czysto subiektywnym tekście, który przeczytacie pod spodem. Naczytałam się komentarzy oceniających Black★Rock Shootera jako dno totalne i takich wychwalających go pod niebiosa – tak naprawdę jedna właściwa opinia nie istnieje, a poniższy odcinek ze swoimi rozbieżnościami w reakcjach, nadał temu zdaniu całkiem nowe znaczenie.

To po prostu trzeba zobaczyć samemu ^^

Ending:

Piosenka „Braveheart” zespołu THE GOMBAND, to świetny utworek! ^^ Taki J-Rock w prawdziwym tego słowa znaczeniu, czyli gitary, perkusja i mocniejsze, bardziej energiczne brzmienia :) Zdecydowanie umila oglądanie napisów końcowych ;D Zastanawiam się czy by jej nie przetłumaczyć… Jeśli tak, to możliwe, że wepchnę ją poza kolejką do harmonogramu (póki teraz naprawdę mam na nią hype’a ;])

Streszczenie:

Mato to energiczna uczennica rozpoczynająca właśnie gimnazjum. Podczas pierwszego dnia spotyka wysoką lecz cichą Yomi, z którą udaje jej się szybko znaleźć wspólny język. Po niedługim czasie obie dziewczyny zaprzyjaźniają się i stają się praktycznie nierozłączne. Jednak wtedy kończy się pierwsza klasa i zaczyna druga, a przyjaciółki lądują w równoległych klasach. Mato zaprzyjaźnia się z Yuu, menadżerką klubu koszykówki do którego także należy, zaś Yomi zaczyna czuć, że coraz bardziej oddala się od swojej przyjaciółki. Pewnego dnia po prostu znika. Nikt nie może jej odnaleźć, a Mato jest zdewastowana zniknięciem dziewczyny. Wtedy jednak przydarza jej się niezwykła historia – przenosi się do pewnego dziwnego świata i staje Black Rock Shooterem, aby tym sposobem uratować swoją przyjaciółkę, która przyjęła postać Dead Mastera. Po długiej i ciężkiej walce, obie dziewczyny, całe i zdrowe wracają do rzeczywistości… tylko po to, aby zobaczyć jak Yuu zaczynają trawić te same uczucia rozpaczy i samotności…

Przemyślenia:

Spójrzmy prawdzie w oczy – wszyscy (albo większość) spodziewali się, że będzie to anime pełne akcji, walki i destrukcji, dostali zaś opowieść o dwóch dziewczynach, których przyjaźń została wystawiona na wielką próbę. Czy to dobrze, czy źle, trzeba po prostu zadecydować samemu, ale zacznijmy od początku.

Graficznie anime trzeba ocenić w jakby dwóch płaszczyznach – pierwsza to sceny ze świata realnego. Tutaj zdecydowanie widać tej sam czuj co K-ON! i naprawdę jeśli ktoś oglądał przygody dziewcząt należących do lekkiego klubu muzycznego, to podobna kreska od razu rzuci mu się o oczy. Animacja postaci także wygląda jak żywcem wyciągnięta z tamtej serii – wystarczy się przyjrzeć sposobowi w jaki poruszają się postacie, czy też ich samemu designowi, ze szczególną uwagą na twarze, żeby zobaczyć ogromne podobieństwo ;) Muszę przyznać, iż pomimo faktu, że nie jestem maniakalną wielbicielką K-ON!, to wyglądało to całkiem nieźle ^^

Druga rzecz, to wydarzenia ze świata równoległego – jak dla mnie był to miód dla oczu! ;] Oglądałam wersje 522 MB .mkv i jakościowo naprawdę nie sprawiła mi zawodu – szczegółowa animacja, sceny walki, dynamizm. Wszystko wyglądało genialnie! Na screenach może tego tak nie widać, ale te same momenty w ruchu, to kompletnie inna bajka :] Na takie rzeczy, to ja mogę patrzeć i godzinami ;P …ale niestety przeciętna produkcja, która ukazuje się co tydzień, może tylko pomarzyć o takim wykonaniu <wzdycha>

Muzycznie także BRS nie zawiódł. Ostrzejsze rockowe utwory lecące podczas scen walki robiły dobry klimat i wywołały u mnie wielką chęć podciągnięcia sobie trochę głośności (zazwyczaj staram się oglądać tak, żeby rodzinka nie czepiała się na „rozchodzące się po całym domu japońskie krzyki” ;]]]). Podobało mi się to, że to były takie ciężkie gitary – nie typowy j-rock, a prawdziwie mocniejsze brzmienia ^^ Btw, jest ktoś mi w stanie powiedzieć co to za utworek leciał tak mniej więcej od 19 minuty? Pianinkowa melodia + delikatny głos wokalistki :) Wydawało mi się, że tekst był po angielsku (albo przynajmniej fragmenty), ale nie jestem w stanie znaleźć co to jest za cudo :((( Fajnym akcentem była także lecąca w końcówce piosenka „Black Rock Shooter” wykonana na pianinie – nie przepadam za utworami Vocaloida, dlatego cieszę się, że zamiast wstawić oryginał, umieszczono w OAVce tylko aranżację :) Ech… ściągnęłabym sobie soundtrack, gdyby był gdzieś dostępny…

Teraz przejdźmy już do samej fabuły, czyli elementu, który otrzymał najwięcej krytyki. Tak naprawdę otrzymaliśmy całkiem niezłe slice of life (po polsku to się chyba tłumaczyło na „okruchy życia”, prawda? ;)), zaprawione fajnymi scenami akcji. Śmiem przypuszczać, że większość spodziewała się raczej czegoś z goła odwrotnego, ale z drugiej strony jak niby miało wyglądać to anime? Teledysk i piosenka, to całkiem inne medium, więc aby przerobić to na OAV, trzeba było stworzyć historię. Gdyby zrobili rozwałkę dla samej rozwałki, to znów ludzie czepiali by się, że „nic w tym nie było” ;P Tak wyszła przynajmniej logiczna całość…

…którą chyba nie wszyscy dostrzegli. Trochę niepokoi mnie, że tak wiele osób uważa, iż BRS jest pełen luk fabularnych i niedomówień. No ludzie! To jest przecież proste jak budowa cepa, tyle że autorzy wykorzystali fajny myk z równoległym opowiadaniem tej samej historii. Jedna cześć działa się od A punktu w czasie, a druga od B. Kiedy A zrównało się z B, B sięgnęło końca opowieści – moim zdaniem takie rozwiązanie było genialnym posunięciem i motorem napędowym całego anime.

Wyobraźcie sobie, że ustawiono by wszystko w chronologicznej kolejności – przez 25 minut zanudzalibyśmy się historią slice of life, zaś przez drugie 25 czuli totalny przesyt nagromadzonych scen walki. Jednak przeplatanie jednego i drugiego sprawiło, że nie nużył nas przydługi dramat i ciągnące się walki. Do tego początkowo przeskakiwanie pomiędzy światami tylko bardziej zaciekawiało mnie do oglądania, bo zastanawiałam się co łączy jedną rzeczywistość z drugą :) Szkoda tylko, że dość szybko domyśliłam się co jest grane, ale cóż – za to miałam też parę innych teorii, a wymyślanie możliwych rozwiązań jakichś spornych kwestii i niedopowiedzeń, to moje ulubione zajęcie xD

Jedynym w sumie niedopowiedzeniem, czy też może kwestią, która nie wiem po co w ogóle się pojawiła, to walka na samym początku. Nie widzę jej sensu – ot była i się skończyła. Tyle. Jeśli chodzi o resztę historii, to wszystko zostało wyjaśnione, a przebłyski z alter ego Yuu, to pewnie taka aluzja do ostatnich scen (po napisach), gdzie to widzimy jak dziewczyna zaczyna zachowywać się podobnie jak Yomi przed zniknięciem.

Mówiąc o samych wrażeniach z opowieści, to jest ona dość przeciętna, choć niestety bardzo prawdziwa. Przynajmniej sama doświadczyłam czegoś podobnego, a przyjaźń z jedną osobą, którą traktowałam prawie jak siostrę, przemieniła się w coś dziwnego po tym jak poszłyśmy do innych szkół, więc przesłanie BRS jestem w stanie zrozumieć, ale… Z drugiej strony wygląda to tak, jakby scenarzyści mówili nam, że w życiu można mieć tylko jednego przyjaciela, a to przecież nieprawda (także wiem z autopsji ;)). Wszystko zależy od tego czy obie strony starają się podtrzymać to co ich łączy, a jak widać Yomi wolała zrobić się EMO niż walczyć o swoją przyjaciółkę, cóż…

Podsumowując – Black★Rock Shooter, to anime dobre. Graficznie i muzycznie nawet bardzo dobre, a fabularnie nie powala, ale jest w porządku. Jestem w stanie się założyć, że właśnie tak oceniło by je z 90% odbiorców, gdyby nie fakt, że wzniecono przy nim takie zamieszanie i wielki hype, iż na powstałe oczekiwania „dobre” okazało się za małą wartością. Ja z czystym sercem wystawiam mu 7/10 (MALowskie „good”), bo tak naprawdę niczego konkretnego nie spodziewałam się po BRS. Czekałam na nie jak na każde inne anime, a ocenę wystawiłam zgodnie z kryteriami, których używam do wszystkich pozostałych serii. Żadnego specjalnego traktowania, ale i żadnej taryfy ulgowej. Jeśli także podchodzicie do Black★Rock Shootera jako do „zwykłego produktu, który ma wam zapewnić rozrywkę na 50 minut”, to miło spędzicie czas przed monitorem. Jednak, jeśli należycie do grupy „oczekującej na kokosy”, to śmiało możecie obniżyć mu ocenę o jedno lub dwa oczka, do MALowego „average”, ponieważ wtedy zaprawiona scenami akcji, niezobowiązująca opowieść o przyjaźni może wydać wam sie tylko zwykłym przeciętniakiem.

Screeny:

Z powodu wielkiej ilości screenów, dodaję je na zasadzie wordpressowskiej „galerii” :) Jeśli spodoba mi się taka metoda, która jakby nie było, pozwala mi zaoszczędzić sporo czasu, to będę się jej trzymać i przy innych notkach ^^

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 29 lipca 2010, in Anime, Black★Rock Shooter and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink. 5 komentarzy.

  1. „Graficznie anime trzeba ocenić w jakby dwóch płaszczyznach – pierwsza to sceny ze świata realnego. Tutaj zdecydowanie widać tej sam czuj co K-ON! i (…) Muszę przyznać, iż pomimo faktu, że nie jestem maniakalną wielbicielką K-ON!, to wyglądało to całkiem nieźle ^^”
    Również nie mogłam się pozbyć tego wrażenia i również mi K-ON’owa grafika nie przeszkadzała. Chociaż nie jest to pierwsze anime, które korzysta z tej kreski – czyżby japońskie studia coś napadło?

    „Wszystko wyglądało genialnie! Na screenach może tego tak nie widać, ale te same momenty w ruchu, to kompletnie inna bajka :] Na takie rzeczy, to ja mogę patrzeć i godzinami ;P”
    Dokładnie. Cieszę się, że nie zawalano aspektu dynamiczności. Czasem to się w anime zdarza (czasem – nadzieja).

    „Fajnym akcentem była także lecąca w końcówce piosenka „Black Rock Shooter” wykonana na pianinie”
    Czyli jednak była, a ja nie rozpoznałam jej przez pianino? XD Brawo dla mnie.

    „Tak naprawdę otrzymaliśmy całkiem niezłe slice of life (po polsku to się chyba tłumaczyło na „okruchy życia”, prawda? ;))”
    Przynajmniej ja to tak nazywam. Pod warunkiem, że nie robię literówki ;p Ale wiem, że niektórzy preferują tłumaczyć to inaczej…

    „Teledysk i piosenka, to całkiem inne medium, więc aby przerobić to na OAV, trzeba było stworzyć historię. Gdyby zrobili rozwałkę dla samej rozwałki, to znów ludzie czepiali by się, że „nic w tym nie było” ;P”
    Liczyłam na pogłębienie historii z PV do vocaloidowej piosenki. Nadanie znaczenia fabularnego przedstawianej nam walce. Pozwolenie nam na poznanie i obdarzenie jakimiś uczuciami bohaterów. Liczyłam na to, że studio skorzysta z pomysłu licznych PV i go udoskonali. Dostałam coś zupełnie innego. Historię o dwóch dziewczynach (trzech właściwie) i ich przyjaźni. Nie narzekam. Takie coś jest ok. Tyle, że ten jeden raz, gdy miałam jakieś oczekiwania wobec pozycji (zazwyczaj unikam rozczarowania, nie zastanawiając się, jakie coś będzie, zanim to obejrzę) rozczarowałam się. I przyznam, że nie lubię tego uczucia.

    „Autorzy wykorzystali fajny myk z równoległym opowiadaniem tej samej historii. Jedna cześć działa się od A punktu w czasie, a druga od B.”
    Bardzo lubię to rozwiązanie fabularne. Jednak, jak w przypadku jednego z tomów „Zwiadowców” Flanagana, można się przekonać, że publika nie koniecznie musi lubić takie „udziwnienia”.

    „Szkoda tylko, że dość szybko domyśliłam się co jest grane”
    Ja również. A szkoda, bo bez tego, mogłoby być ciekawiej. Ale ja to nie wszyscy, więc zapewne inni mieli pod tym kątem przyjemność ;)

    „Przynajmniej sama doświadczyłam czegoś podobnego, a przyjaźń z jedną osobą, którą traktowałam prawie jak siostrę, przemieniła się w coś dziwnego po tym jak poszłyśmy do innych szkół, więc przesłanie BRS jestem w stanie zrozumieć, ale… Z drugiej strony wygląda to tak, jakby scenarzyści mówili nam, że w życiu można mieć tylko jednego przyjaciela, a to przecież nieprawda (także wiem z autopsji ;)).”
    Kiedy ja spostrzegłam się, co z tego będzie, pomyślałam tylko „znowu”. Tyle razy już widziałam coś takiego, czy to w realu, czy w książkach, filmach, M&A, że szczerze mówiąc jestem znudzona ciągłym udowadnianiem, że należy mieć tylko jedną najlepszą przyjaciółkę, a innych traktować z miłą obojętnością. Nie zawsze, lecz często w realu do czegoś takiego to prowadzi.

    „Wszystko zależy od tego czy obie strony starają się podtrzymać to co ich łączy, a jak widać Yomi wolała zrobić się EMO niż walczyć o swoją przyjaciółkę, cóż…”
    Dla mnie zachowanie Yomi było irracjonalne. Nawet nie spróbowała. A wystarczyła by tylko rozmowa, bo Mato wyglądała, jakby nie miała pojęcia, że jej zachowanie rani przyjaciółkę.

    „Jednak, jeśli należycie do grupy „oczekującej na kokosy”, to śmiało możecie obniżyć mu ocenę o jedno lub dwa oczka, do MALowego „average”, ponieważ wtedy zaprawiona scenami akcji, niezobowiązująca opowieść o przyjaźni może wydać wam sie tylko zwykłym przeciętniakiem.”
    Niestety moje własne przed-seansowe przemyślenia sprawiły, że właśnie do tej grupy należałam. Więc moja ocena to 5/10. Nie widzę tu nic wyjątkowego, ani nic odpychającego. Taki przeciętniak, przy którym jednak spędzony czas nie był zmarnowany.

    Pozdrawiam ^^

  2. Gdy przyjechałam z koloni, od razu weszłam na Twittera i GG. Pierwsze, co wlepiło mi się w oczy to tweet Alex na temat „Black Rock Shooter”. Pomyślałam „O boże, to już jest!!” i od razu załadowałam odcinek. Jednakże byłam tak zmęczona, że obejrzałam to dopiero nazajutrz. Z początku nie wciągało. Ot, jakaś tam historia i chociaż podobało mi się wciskanie walki Black Rock Shootera i Dead Mastera co jakiś czas to kompletnie tego nie rozumiałam i za to dałam minusa. W pewnym momencie, kiedy dziewczyny rozdzielono, zaczęło mnie nudzić – ‚o jeju, jeszcze caaałe pół godziny’. Dlatego looknęłam w końcu na streszczenie. Przedtem nie chciałam tego robić, wolałam odkryć fabułę sama. Kiedy tylko przeczytałam, że Yomi zniknie… Od razu rozpędziłam się w oglądaniu i odcinek minął straasznie szybko.
    Nie zwracałam wielkiej uwagi na muzykę, ponieważ baaardzo wyciszyłam głos. Kreska szybko podbiła moje serce, a fabuła.. hm.. podobają mi się takie klimaty. Prawda, głupie to jest, że podsuwają nam to stwierdzenie, że przyjaźnić można się z tylko jedną osobą, ale z drugiej strony wyszło to bardzo prawdziwie. Niby można mieć kilka przyjaciółek, ale w wielu przypadkach jest tak, że nie udaje się znaleźć kilku ludzi, którzy polubiliby się i dochodzi do kłótni itd. Tak jak tutaj, Yomi lubiła Mato, Mato lubiła Yomi. Yuu lubiła Mato. Mato lubiła Yuu. Ale pomiędzy Yomi i Yuu nie było żadnego uczucia :P
    Ok, więcej w mojej recenzji ;]
    Pozdrawiam.

  3. @Lavinnia
    Tu masz rację – K-ON! w sumie odniósł sukces (choć nie wiem dlaczego, bo moim zdaniem jest to mocno przeciętne anime) i może dlatego inne studia postanowiły uszczknąć sobie trochę chwały? ;)

    „Czyli jednak była, a ja nie rozpoznałam jej przez pianino? XD”
    Leciała dokładnie na końcu – kiedy Mato rozmawiała z BRS. W tle słychać pianinko ^^ Bardzo podobała mi się ta aranżacja :)

    „Tyle, że ten jeden raz, gdy miałam jakieś oczekiwania wobec pozycji, rozczarowałam się.”
    Ja właśnie kompletnie nie obracam się w środowisku Vocaloida, bo te piosenki mnie zwyczajnie drażnią, dlatego też nie miałam najmniejszego pomysłu jak bym chciała, żeby to anime wyglądało – jak widać opłaciło mi się takie podejście ^^

    „Dla mnie zachowanie Yomi było irracjonalne. ”
    Właśnie to mnie najbardziej wkurzyło w całym anime, bo nie miało sensu. Z reguły kiedy człowiek pokłóci się z przyjacielem/ wynikną jakieś nieporozumienia, to nie pogrąża się od razu w otchłaniach rozpaczy >_>

    Czyli miałam rację – z oczekiwaniami 5/10, bez oczekiwań 7/10 ;)

    @Aikee_chan
    Ja chyba wolałabym się nudzić ;] Nie lubię robić sobie spioilerów ;D Po za tym przypuszczam, że brak romansu mógł z Twojego widzenia niekorzystnie wpłynąć na to OAV (ała, ała, spokojnie! Tylko żartuję ;])

    „ponieważ baaardzo wyciszyłam głos. ”
    A ja sobie specjalnie pogłośniłam – ten jeden raz rodzinka musiała wytrzymać xD

    „Tak jak tutaj, Yomi lubiła Mato, Mato lubiła Yomi. Yuu lubiła Mato. Mato lubiła Yuu. Ale pomiędzy Yomi i Yuu nie było żadnego uczucia :P”
    Fajne podsumowanie – myślałaś może o zostaniu w przyszłości psychologiem? ^^

    W takim razie nie mogę się już doczekać Twojej recenzji :)

    Pozdrawiam ^^

  4. Moim zdaniem, dziwienie się temu zachowaniu Yumi i jej braku starań o odzyskanie przyjaciółki w gruncie rzeczy nie ma sensu: jeśli bohaterka jest małomówną introwertyczką, która nie mówi ani słowa o swoich uczuciach, takie zachowanie jest spodziewane. Nie każdy umie walczyć o „swoje”. :)

    • Niby tak, ale z drugiej strony introwertycy znów nie są takimi sierotkami jak by się wydawało ;) Sama jestem introwertyczką, a kiedy jestem w większej grupie nieznanych mi osób, to już w ogóle masakra, ale tutaj jest mowa o przyjaciółce, kimś bardzo bliskim. W takim wypadku rozmowa jest naturalna i wydaje się normalnym rozwiązaniem – odejście w cień nie ma sensu, jeśli przynajmniej na początek nie sprawdzi się o co tak naprawdę chodzi. Po co od razu skakać do konkluzji? Introwertycy tak naprawdę są bardzo towarzyscy w małym gronie bliskich znajomych, więc wydaje mi się, że szczera rozmowa nie byłaby dla Yumi takim znów ogromnym problemem, do tego mówimy o rozmowie z osobą, z którą spędziła cały rok i przed którą się otworzyła ^^
      Jak najbardziej rozumiem, że dwie osoby, które kiedyś dobrze się rozumiały mogą się z rożnych przyczyn od siebie oddalić, nawet sama czegoś takiego doświadczyłam, ale mimo to i tak będę się upierać, że Yumi mogła to lepiej rozegrać ;)

      Pozdrawiam ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: