K-ON! – herbatka w rytmie rocka!

Nowa szkoła, nowi ludzie, nowe perspektywy – to wszystko rozpościera się przed Yui, naszą niezdarną uczennicą, która przypadkiem jest główną bohaterką tejże opowieści!

Mimo, że czasami można odnieść wrażenie, iż jej tępota wykracza po za wszelkie granice tolerancji, postanawia ona dołączyć do jakiegoś kółka zainteresowań – tylko co wybrać, skoro w jej przypadku słowo „zainteresowanie” to czysta abstrakcja ograniczająca się do jedzenia i długiego spania?

Dziwnym trafem pada na klub muzyczny!

Szybko poznajemy pozostałe członkinie klubu – impulsywną perkusistkę Ritsu, strachliwą Mio, dla której obsługa gitary basowej to bułka z masłem oraz Tsumugi – pannę z dobrego domu grającą na keyboardzie. Później dochodzi jeszcze Azusa, ale o niej się nie rozpisuje bo jakoś od początku mnie okrutnie irytowała ;P

Kolejne 13 odcinków pokazuje nam różne perypetie z udziałem wyżej wymienionych dziewczyn, próby nauczenia Yui gry na gitarze, czy też ich pierwsze występy przed publicznością.

Na pierwszy rzut oka zapowiadałoby się nieźle, prawda? Niestety to tylko wrażenie.

Podchodząc do tej serii miałam nadzieję na anime o muzyce, tymczasem dostałam tytuł z piciem herbatki i wcinaniem ciasteczek w roli głównej! Próby? Piosenki? Koncerty? Tego jest tyle co kot napłakał! Odcinki w większości przedstawiają różne sytuacje z udziałem naszych bohaterek, ale praktycznie nie ma to nic wspólnego z muzyką ;(

…a szkoda bo kiedy pojawia się wreszcie motyw grania i śpiewania, to faktycznie ogląda się miło i przyjemnie :) Piosenki choć mają niemiłosiernie głupie teksty, są melodyjne, lekko rockowe i dobrze się ich słucha. To samo zresztą tyczy się openingu i endingu. Szczególnie w ucho wpadł mi motyw końcowy – „Don’t say ‘Lazy’”, naprawdę dobry utworek! ^^

Graficznie jest… ciekawie. Kreska K-ON!’a to bardzo specyficzna sprawa, ale o dziwo nie irytowała (jestem cięta na takie rzeczy, ale szybko przestawiłam się na keionowy styl ;)). Do tego fanom realizmu na pewno spodoba się brak fantazyjnych fryzur – tak ich wygląd jak i kolor jest najzupełniej normalny.

Animacja za to jest rewelacyjna! Bardzo mi się podobały wszelkie ujęcia pokazujące dziewczyny grające na swoich instrumentach. Faktycznie ich palce w naturalny sposób układały się w poszczególne chwyty na gryfach gitar, a pałeczki do rytmu uderzały w perkusję ^^

Naprawdę ciężko ocenić K-ON!. Zapowiadał się dobrze, pierwsze odcinki potwierdziły to wrażenie, ale tym dalej w las, cały urok gdzieś przemijał, a widz zaczyna się zastanawiać jaki jest cel tego wszystkiego. Nie jest to seria zła, ba! To niezły tytuł, który można z przyjemnością obejrzeć, tylko zwyczajnie nie spełnił moich oczekiwań… cóż…

Cheers! :*

About Shouri

English philologist | A girl in her 20s | Polish | INTJ | Bookworm | Gamer | Shipper | Anime watcher | Manga reader | Sci-Fi Fantasy geek | Volleyball fan | Always sleepy, almost always optimistic, grumpy at times, enjoys writing as a pastime :)

Posted on 16 grudnia 2009, in Anime, Różne, Recenzje and tagged , , , . Bookmark the permalink. 8 komentarzy.

  1. cóż, jest to seria moim zdaniem „średnia” (taaak, znawczyni się odezwała:D) bo też myślałam, że będzie lepiej. Po endingu myślałam, że co odcinek będzie jakaś piosenka :D A tu guzik… a szkoda….

  2. Idealne podsumowanie tej serii, straszne rozczarowanie, ja liczyłam na dużo muzyki i ogólnie w tym klimacie szkolnego zespołu, a tu ciastka i herbatka w połączeniu z fanserwisem w wykonaniu Mio ;p Piosenki może i głupie, ale wpadają w ucho, oprócz endingu lubię jeszcze ‚Fuwa Fuwa Time’ może bez sensu ale taka wesoła i energiczna ^^ Ale grafika mi się od razu spodobała, lubię taką, zresztą ja w ogóle lubię takie specyficzne kreski xD No i aż dziw, że robiło to to samo studio co takie dzieła jak Clannad, Haruhi Suzumiya czy Air lub Lucky Star ;D

  3. na początku byłem cały podniecony.. wytrzymałem 2 odcinki tydzień w tydzień i dropped, tydzień po tym jak wyszedł ostatni ep skończyłem serię.. Ciężko to szło, a chyba inaczej niż u ciebie, pomagała mi w tym Azu~Nyan d; A animacją w sumie nie ma się co podniecać, przez 12/13 odcinków piją herbatę, to na materiał godny jednego odcinka grania nie potrzeba dużo kasy dla animatorów ;p

  4. Na początku pozwolę sobie skomentować jedno zdanie „ze wstępu”:
    „Azusa, ale o niej się nie rozpisuje bo jakoś od początku mnie okrutnie irytowała ;P”
    A to ciekawe, bo Azusa jako jedyna przypadła mi do gustu – jedyna, której chociaż trochę zależało na tym klubie, ale…

    Idealnie oddałaś jednak wszystkie moje odczucia na temat tej serii, która na początku zapowiadała się ciekawie… No i KyoAni, czyli mój ukochany Clannad czy Air… ale okazało się porażką typu słynnej Suzumiyi Haruhi (zwłaszcza serii 2). Nie dość, że moje oczekiwania były duże, to jeszcze dostałam gorzej niż w najgorszym scenariuszu -.-‚ Do tego, takie np. Hakushaku to Yousei było cudowne, chociaż się niemiłosiernie wynudziłam (a może po prostu zaczęłam oglądać w złym momencie i zamiast czerpać przyjemności, tylko patrzyłam w ekran bez żadnych wielkich emocji?).

    Picie herbatki? Ok, jako jeden fillerek. Całe anime? Dziękuje bardzo. Muzyka – całkiem niezła (w sumie jeden z najmocniejszych punktów zaćmiony przez np. herbatkę i serwisy porcelany – no sorry, ja też mam w domu całą szafkę takiej porcelany na ozdobę >.<'). Zgadzam się co do tekstów, chociaż tak źle nie było – np. polubiłam takie "Tsubasa wo Kudasai"… czy jakoś tak ;)

    Ech, wybacz, że takie to nieskładne, ale nie mam siły na nic. Pozdrowionka ;*

  5. Reckę tego anime napisałam dobre kilka miesięcy temu i trochę żałuję, że byłam wtedy taka energiczna. Teraz napisałabym ją lepiej, tego jestem pewna. Od razu moją faworytką była Yui – leniwa, silna, zabawna i ciekawili mnie jej rodzice. Mio wcale nie zrobiła mi strzału w serce i jak dla mnie to mogłoby jej tam nie być w ogóle. Ritsu strasznie przypadła mi do gustu i sądzę, że chciałabym mieć taką przyjaciółkę. Jestem pewna, że podniosłaby mnie z największego doła. Mugi-chan to kompletna nuda, okropnie nieśmiała i tylko troszkę zadziwia. Kreska przypominała mi anime „Kannagi”, tyle że może tam była ciut bardziej szurnięta (różnokolorowe włosy itp.).
    Ogółem to niby wiele mam do powiedzenia o K-On, a tak jakby to nic. Tak jak to powiedziałaś, wydaje się dobre, ale gdy już przejdzie ci urok „kawaii piosenek” i przejrzysz na oczy (że w każdym anime sa jeszcze opki i edy, więc tam też mamy muzykę) dostrzegasz pełno wad i już się straszniee nudzi p.p
    Pozdrawiam.
    P.S. Ale co by na dobre nie wyszło? Przynajmniej mamy fajne gadżety.

  6. Ja nie oglądałam, ale skoro herbatka, to ja się piszę:) Skoro przetrwałam już połowę pierwszej serii „Pichi Pichi Pitch”, to i „K-ON” groźnym mi nie będzie;) Pozdrawiam serdecznie!

  7. Oglądałam całość i musze przyznać, że nawet fajne, chociaz Mio denerwowała mnie non stop, szczególnie w tym odcinku z kłótnią z Ritsu, którą z kolei uwielbiam. A odcinek dodatkowy był totalnie bez sensu – niby jest ok, ale kiedy dziewczyny np. szł yprzez ulicę, zatrzymywały się w pewnym momencie i gapiły w eter przez niemal minutę, to już było przegięcie…
    Miłą seria, ale nie aż tak genialna.
    A character song Ritsu (Girly Storm Shissou Stick) tez lubię i polecam.
    Pozdrawiam.
    PS. Naprawdę wyszło tak chaotycznie…?

  8. Serię oglądałam nie nastawiając się na nic, i chyba dlatego tak mi się dobrze ją oglądało. Do tego, że dziewczyny piły prawie cały czas herbatkę nie mam zastrzeżeń – wiem jak to rzeczywiście wygląda od kuchni. Sytuacje z życia wzięte xD Że anime o niczym? O muzyce miało być? Dla mnie to świetna seria o przyjaźni. Takiej normalnej, niepatetycznej. To chyba mi się tak najbardziej spodobało :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: